Mairi Gougeon, sekretarz do spraw wiejskich z ramienia Szkockiej Partii Narodowej w szkockim rządzie, przyznała, że od 2000 r. wycięto w sumie około 15,7 milionów drzew, co daje mniej więcej 1.700 drzew dziennie. Według niedzielnego wydania „The Telegraph” w liście, którego adresatem był szkocki parlamentarzysta torysów Liam Kerr, Gougeon stwierdziła, że dla budowy turbin wiatrowych przeprowadzono w ciągu ostatnich dwóch dekad wyrąb w przybliżeniu 7.858 hektarów drzew.
Gougeon usprawiedliwiała wycięcie drzew tym, że w takim przypadku, gdy celem są przedsięwzięcia związane z rozwojem gospodarczym, sadzi się nowe, by zrekompensować utratę obszarów leśnych. Według podanych przez nią danych wiele drzew przesadzono, a większość z nich miała być wycięta z powodów komercyjnych. Rządowa agencja Forestry and Land Scotland twierdzi, że w ciągu tego samego czasu posadzono jednocześnie 500 milionów drzew.
Tymczasem Liam Kerr stwierdził: „Większość ludzi będzie zdumionych widząc liczbę drzew wyciętych po to, by zrobić miejsce dla elektrowni wiatrowych”. Dodał też: „Wielokrotnie społeczności wiejskie w całym kraju kontaktowały się ze mną kwestionując lokalizację tych konstrukcji, dzieląc się uzasadnionym zaniepokojeniem nie tylko co do wizualnego wpływu, ale także szkód wyrządzanych faunie i florze oraz biznesowi. Teraz dowiadujemy się o znaczących szkodach, gdy chodzi o drzewa”. Zdaniem polityka rząd powinien zdawać sobie sprawę ze „znacznych kosztów” budowy elektrowni wiatrowych.
Szkocki rząd jednak nie zamierza rezygnować z „zielonej energii” w ramach walki z tzw. „katastrofą klimatyczną”. A same turbiny wiatrowe, choć krytycy sygnalizują ich negatywny wpływ m.in. na populację ptaków i nietoperzy, mają generować energię elektryczną dla 600.000 gospodarstw domowych.
Kurt Zindulka z portalu „Breitbart“ przypomina, że takie rzekomo „przyjazne” przyrodzie rozwiązania w rzeczywistości niosą ze sobą dodatkowe zagrożenia i szkody, jeśli chodzi o zarówno środowisko naturalne, jak i samego człowieka. Jak podaje dziennikarz potrzebne do takich turbin „magnesy dużej mocy produkowane są z rzadkich minerałów ziemi, takich jak neodym i dysproz, które wydobywa się niemal wyłącznie w komunistycznych Chinach”.
„Proces wydobycia takich minerałów często ma katastroficzne konsekwencje dla miejscowej ludności” – pisze Zindulka. I przytacza przypadek mieszkańców miejscowości Dalahai w Chinach, którzy opowiadali, że po otwarciu w pobliżu kopalni neodynu „zaczęły wypadać im zęby, zaczęli doświadczyć problemów skórnych i oddechowych, skoczyły wskaźniki zachorowań na raka, a dzieci rodziły się mając miękkie kości”. Według reportażu „Sky News” z roku 2022 od 30 do 40 proc. mieszkańców Dalahai zachorowało na raka, a całą miejscowość w końcu wysiedlono, zabraniając uprawy roli na tych terenach.
