Wczoraj od rana z całego kraju napływały doniesienia na temat skandalicznego zachowania członków komisji wyborczych, którzy dopytywali wyborców, czy chcą odebrać kartę referendalną. O jeszcze bardziej skandalicznym nadużyciu informuje Piotr Krupa z Telewizji Trwam, który głosował w Kowiesach. Dziennikarz opublikował w mediach społecznościowych nagranie z lokalu wyborczego. Jego żona skorzystała z zaświadczenia do głosowania (wedle informacji PKW, z takich zaświadczeń skorzystało 600 tys. osób), a przy jej nazwisku członek komisji natychmiast wpisał, że nie pobiera karty do referendum.

- „Panie wpisały mojej żonie, że na podstawie tego zaświadczenia, nie może otrzymać karty do referendum. Z czego to wynika? Czy panie dostały taką rekomendację dzisiaj rano? Skąd wynika ta interpretacja, że to zaświadczenie, z którym przyszli też inni obywatele, nie uprawnia do pobrania karty? Bo widzę, że wszyscy mają wpisane. Pani twierdzi, że nie chcieli tych kart. Czy pani potwierdza, że pani wpisała mojej żonie od razu, że nie chce w referendum brać udziału? Czy pani z automatu wpisała, że moja żona nie chce wziąć udziału w referendum?”

- dopytywał dziennikarz.  

Kiedy członkini komisji próbowała się tłumaczyć, Krupa dopytał, dlaczego w ogóle taki wpis się pojawił.

- „Na zaświadczeniu jest wpisane, że wybory są do Sejmu i Senatu”

- odpowiedziała członkini komisji.

Kobieta potwierdziła, że „rekomendacje są” i osobom z zaświadczeniem po prostu nie wydaje się kart referendalnych.