Abp Grzegorz Ryś zdradził, że o swojej nominacji kardynalskiej nie dowiedział się śledząc relację modlitwy Anioł Pański z Watykanu.

- „Kardynał Krajewski miał łatwiej, bo ktoś mu powiedział, by tego dnia oglądał Anioł Pański; mnie nikt nie powiedział. Ojciec Święty trzyma to w tajemnicy do samego końca, a więc przychodzi to jak grom z jasnego nieba”

- powiedział metropolita łódzki w rozmowie z ks. Pawłem Kłysiem.

Duchowny był na zebraniu w sprawie organizacji nabożeństwa z okazji 600-lecia Łodzi, kiedy zaczął otrzymywać „dziwne wiadomości i telefony”. Gdy dotarła do niego informacja o decyzji papieża usiadł w fotelu i „musiał się zregenerować”. Później z najbliższymi współpracownikami udał się na modlitwę do kaplicy.

Hierarcha wskazał, że nie wie jeszcze z czym będzie wiązała się jego nowa rola w Kościele.

- „O kardynałach to ja się tylko uczyłem i to tylko w perspektywie historycznej. Papież potrzebuje bliskich współpracowników, którzy będą podpowiadać mu niektóre rzeczy”

- wyjaśnił.

Dlaczego właśnie metropolita łódzki znalazł się wśród hierarchów, których Franciszek zechciał włączyć do kolegium kardynalskiego?

- „Nie ma żadnego klucza powoływania kardynałów. Nie wiem, dla jakich powodów Ojciec Święty widzi we mnie kogoś z kim może współpracować. Cieszę się, chociaż wiem, jaką dużą to oznacza odpowiedzialność”

- powiedział.