W połowie maja Rada Unii Europejskiej zaakceptowała tzw. pakt migracyjny, który zobowiązuje państwa członkowskie do przyjęcia nielegalnych imigrantów lub wypłaty ekwiwalentu finansowego. Chociaż biorący udział w posiedzeniu Rady minister Andrzej Domański głosował przeciw, to tuż po głosowaniu premier Donald Tusk przekonywał, że tak naprawdę Polska będzie… beneficjentem tego rozwiązania.

- „Udało nam się uzyskać takie zapisy w pakcie migracyjnym, które czynią ten pakt niegroźnym dla Polski i twardo domagaliśmy się zablokowania paktu migracyjnego. Pakt migracyjny, przyjęty w tym kształcie, daje Polsce możliwości unikania jakichkolwiek negatywnych konsekwencji paktu migracyjnego. Polska nie przyjmie z tego tytułu żadnych migrantów”

- stwierdził.

Zupełnie inaczej sprawę widzą jednak francuscy politycy. Kilka dni temu, w czasie jednej z debat przed wyborami europejskimi, premier Francji Gabriel Attal wyjaśniał, na czym polega sukces jego środowiska w postaci nakłonienia przywódców Europy Wschodniej, w tym Donalda Tuska, do zgody na pakt migracyjny. Attal podkreślił, że zgoda na ten pakt oznacza, iż ciężar przyjmowania nielegalnych imigrantów wezmą na siebie kraje Europy Wschodniej, odciążając w tym zakresie Francję i resztę Europy Zachodniej.

Teraz myśl francuskiego premiera rozwinęła wpływowa europoseł Valerie Hayer. W czasie telewizyjnej debaty z ogromną satysfakcją stwierdziła, że podstawą paktu migracyjnego jest obowiązkowa solidarność, przez którą Polska „także weźmie udział” w przyjmowaniu nielegalnych imigrantów.

- „Prosto z mostu o tym jak Francja Macrona chce nas ubogacić swoimi imigrantami, a to wszystko dzięki unijnemu Paktowi Migracyjnemu”

- komentuje na X.com europoseł Jacek Saryusz-Wolski.

- „Jedyny pomysł zachodu na rozwiązanie problemu niekontrolowanej nielegalnej imigracji to przeniesienie go do Polski. Razem z wynikającą z niego przestępczością i gettami. Tak było w 2015 roku, tak jest teraz”

- dodaje europoseł Kosma Złotowski.