Metropolita krakowski udzielił wywiadu Polskiej Agencji Prasowej, w którym odniósł się do obserwowanych obecnie zabiegów, które mają obedrzeć święta Bożego Narodzenia ze wszelkich odniesień religijnych. Duchowny zauważył, że z jednej strony jest to ucieczka w samą komercję, do której próbuje sprowadzić się święta.
- „Z drugiej natomiast strony są ludzie, którzy niejako programowo pragną odebrać tym Świętom tradycyjnie religijny charakter”
- dodał.
Przykładem takich działań, wskazał hierarcha, jest przekształcanie „spotkań opłatkowych” w „spotkania integracyjne”, w czasie których nie ma miejsca na dzielenie się opłatkiem. Abp Jędraszewski zaznaczył jednak, że w jego ocenie nie uda się w Polsce wyrugować ze świąt Bożego Narodzenia ich chrześcijańskiej istoty.
- „W najnowszych dziejach naszego narodu, po zakończeniu drugiej wojny światowej przez całe dziesięciolecia u rządów znajdowały się takie formacje polityczne, które programowo odżegnywały się od religijnego charakteru świąt Bożego Narodzenia i za wszelką cenę starały się im nadać możliwie świecki charakter. Patrząc wówczas z zewnątrz na to, co się w Polsce działo, można było nawet ulec wrażeniu, że świeckość u nas ostatecznie zwyciężyła. Tymczasem prawda tych Świąt rozgrywała się wtedy przede wszystkim w polskich domach, przy wigilijnych wieczerzach, podczas trwającego niekiedy bardzo długo rodzinnego śpiewu kolęd. O tym wszystkim media wtedy wstydliwie milczały. Jednak Polacy swoje bardzo dobrze wiedzieli, wiernie trwając przy polskiej, katolickiej tradycji”
- powiedział.
- „Nie mam żadnych podstaw ku temu, aby przyjąć, że w przewidywalnej przyszłości nasz naród zapomni o Wigilii, o opłatku, o świątecznych życzeniach, o kolędach. Gdyby tak miało się zdarzyć, to doszłoby do zapomnienia naszej polskiej tożsamości…”
- dodał.
W rozmowie z PAP hierarcha odniósł się również do kwestii oddzielenia Kościoła o polityki, czego wedle badań ma domagać się większość Polaków. Abp Jędraszewski zwrócił uwagę, że takie głosy mogą pojawiać się z uwagi na kojarzenie polityki z czymś „brudnym i złym”.
- „Natomiast jeśli politykę będzie się pojmowało jako mądrą odpowiedzialność za dobro wspólne, przenikniętą duchem solidarności i zatroskania o autentyczne wartości, to trudno tak właśnie rozumianą politykę oddzielić od Kościoła, który musi być zatroskany o prawdziwe dobro ludzi”
- wyjaśnił.
Podkreślił, że Kościół nie może dać się sprowadzić „do zakrystii” i zrezygnować z angażowania się w sprawy społeczeństwa i narodu, ponieważ byłoby to sprzeniewierzeniem się przykazaniu miłości bliźniego.
