W pierwszą pielgrzymkę na początku lat 90. Emma Morosini udała się do Lourdes po wygranej walce z ciężką chorobą. „Pomysł pielgrzymowania na Jasną Górę zrodził się ok. 17-18 lat temu, ponieważ ciężko zachorowałam i lekarze powiedzieli, że nie ma żadnej nadziei, jedynie zawierzenie Matce Bożej – wspomina. Potem zrodziło się pragnienie kolejnych. Odwiedziła m.in.: Fatimę, Gwadalupę i Jasną Górę.
W pielgrzymowaniu 85-letnia Włoszka widzi głęboki sens: - Ludzie, mieszkający w małych wioskach, w których ksiądz posługuje tylko od czasu do czasu, widząc mnie z różańcem, rozmodloną, cieszą się, że spotykają kogoś wierzącego, kogoś, kto się jeszcze modli. Odczytuję to, że dla nich to też jest łaska - powiedziała Emma Morosini, cytowana przez biuro prasowe Jasnej Góry.
Pomimo nieznajomości języka, obolałych stóp i kłopotów ze znalezieniem noclegu, 85-letnia pątniczka nie zraża się. Podczas pielgrzymek wynajmuje pokoje w hotelach lub u prywatnych osób, a w ciepłe dni śpi i odpoczywa także pod gołym niebem, np. na ławce w parku. "To, co jeszcze było najtrudniejsze, to deszcze, ile tych wód spłynęło na mnie, burze z piorunami, z gradem” - wspomina pani Emma. Koszty wędrówek pokrywa z własnych oszczędności.
Pani Morosini usilnie dąży do świętości - nie tylko przez modlitwę i pielgrzymowanie, ale także przez pomoc cierpiącym. W miesiącach, gdy nie pielgrzymuje, pomaga chorym w szpitalach.
MT/JasnaGora.com
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

