Zadziwiająca jest determinacja, z jaką władza próbuje walczyć z pamięcią o tragicznie zmarłych ofiarach katastrofy smoleńskiej. Tendencje te trwają nieprzerwanie od roku, ale w tym szczególnym czasie, kiedy mija równo dwanaście miesięcy od tego tragicznego wydarzenia, działania te niepokojąco wzbierają na sile. Tak, jakby satysfakcję rządzącym sprawiało utrudnianie Polakom uczczenia pamięci o zmarłych. A może to nie z poczucia satysfakcji,ale z lęku? Z lęku właśnie przed pamięcią o nich. Zupełnie tak, jakby po śmierci zagrażali establishmentowi jeszcze bardziej niż za życia.
Najpierw władze miasta skrupulatnie poustawiały barierki przed Pałacem Prezydenckim, całkowicie uniemożliwiając ludziom składanie kwiatów w miejscu, gdzie już kilka dni po katastrofie stanął Krzyż Pamięci. Rzekomo, ze względów bezpieczeństwa. Jakoś rok temu nikomu to do głowy nie przyszło, a tłumy, stokroć większe, które przychodziły pod Pałac Prezydencki krzywdy nikomu nie zrobiły.
Ludzi przychodzących na Krakowskie Przedmieście oddzielono barierkami i odgrodzono szczelnym kordonem policjantów. Policjantów w pełnym bojowym umundurowaniu, z kaskami i pałkami, zupełnie tak, jakby wybierali się pilnować porządku co najmniej wśród rozjuszonych kiboli, a nie ludzi chcących uczcić pamięć o ofiarach.
Co więcej, ci sami policjanci, według podawanych jeszcze wczoraj informacji, mieli odbierać od ludzi znicze i kwiaty i układać je w pobliżu pomnika Poniatowskiego. Dziś jednak nie kwapili się do tego zadania. Być może dlatego, że zajęli się uniemożliwieniem posłom PiSu dojścia pod Pałac Prezydencki.
Chwilę po godz. 8:41, kiedy na Krakowskim Przedmieściu zawyły syreny, a w okolicznych kościołach zabiły dzwony, w ciszy rozpoczęło się odczytywanie listy ofiar katastrofy pod Smoleńskiej. Ale ciszę tą przerwały krzyki tłumu. W pierwszej chwili zupełnie nie wiadomo było, co się dzieje. – Puśćcie posłów! – skandował tłum. Okazało się, że kordon policjantów uniemożliwił parlamentarzystom przejście przez barierki, by mogli odbierać od ludzi kwiaty i układać je pod Pałacem. Nie pomogły prośby posłów i powoływanie się na immunitet poselski. Policjanci zaczęli zwierać szyki, wzywając kolejne oddziały. Kiedy jednemu z posłów udało się przedrzeć przez barierki, służby mundurowe udały się w pościg za nim. Za jego przykładem, kilku innym posłom udało się przeforsować kordon policjantów.
- ZOMO! Gestapo! – nie krył oburzenia sytuacją tłum. – Jak możecie podnosić rękę na polskich posłów?! – krzyczeli w kierunku policjantów zdenerwowani ludzie.
Antoni Macierewicz, Mariusz Błaszczak, Zbigniew Girzyński, Jolanta Szczypińska, Stanisław Pięta i inni posłowie PiSu chodzili wzdłuż szpaleru barierek, odbierając od ludzi zapalone znicze i kwiaty, by ułożyć je pod Pałacem Prezydenckim.
Z ludźmi zebranymi na Krakowskim Przedmieściu przywitał się także Jarosław Kaczyński, symbolicznie podając rękę tym stojącym najbliżej barierek.
Trudno znaleźć słowa, by wyrazić smutek z powodu tego, co wydarzyło się na Krakowskim Przedmieściu dziś rano. To już nawet nie jest gniew, to wielki żal, że nawet dziś, w pierwszą rocznicę katastrofy pod Smoleńskiem, władze skutecznie uniemożliwiły spokojny przebieg uroczystości. Przecież reakcje ludzi, którym nie pozwala się złożyć kwiatów, jak rok temu, albo posłów, którym zabrania się przejść pod Pałac, są oczywiste do przewidzenie.
Dziel i rządź?
Marta Brzezińska
Fot. Marta Brzezińska&Joanna Pyszna



































