Z szacunków wynika, że w tym roku do pierwszej klasy pójdzie aż 40 procent dzieci 6-letnich. Ich rodzice chcą uniknąć sytuacji, w której w przyszłym roku będą musiały uczęszczać do przepełnionych klas, w których uczą się zarówno sześcio- jak i siedmiolatki.

Jednak – jak wynika z danych GIS – dzieci, które rozpoczną naukę we wrześniu, trafią do nieprzygotowanych szkół. Aż 6 tysięcy z 14 tysięcy placówek skontrolowanych nie spełnia standardów. Niektóre z nich nie mają nawet ciepłej wody, brakuje stołówek, meble i łazienki nie są dostosowane do wzrostu sześciolatków. Nie ma też zalecanych przez MEN pomieszczeń lub kącików na zabawę i odpoczynek dla maluchów.

– Rząd daje część pieniędzy na wyposażenie, ale nie otrzymujemy ich na poważne inwestycje, takie jak przebudowa lub adaptacja budynków – mówi Marek Olszewski, wójt gminy Lubicz, wiceprzewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP.

MEN informuje jednak, że pieniędzy więcej nie będzie, a kontrola warunków w szkołach to domena GIS. Resort Katarzyny Hall pilnuje przede wszystkim wdrażania w szkołach nowej podstawy programowej. Wygląda na to, że za źle przygotowane szkoły nikt nie odpowiada.

Nawet te zupełnie nieprzygotowane szkoły będą musiały przeprowadzić nabór sześciolatków. Na nic protesty rodziców i nauczycieli. – Wciąż zgłaszają się do nas z prośbą o interwencje w sprawie nieprzygotowanych szkół – potwierdza Ryszard Proksa, przewodniczący Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”.

żar/Dziennik.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »