Do incydentu doszło 9 kwietnia 2011 roku w Warszawie, podczas demonstracji przed ambasadą rosyjską w przeddzień rocznicy katastrofy smoleńskiej. Rdesińskiego zatrzymano kilka godzin po pikiecie. Do dziennikarza podeszło dwóch policjantów w cywilu i – jak relacjonował - bez podania żadnego powodu kazało mu wysiąść. Następnie podjechały dwa radiowozy z funkcjonariuszami w mundurach. Konwój przewiózł Rdesińskiego na komisariat przy ul. Wilczej.

Parę dni później wicemarszałek Senatu Zbigniew Romaszewski napisał pismo z interwencją, skierowane do komendanta stołecznego policji.


- Zwrócił się do mnie ze skargą na podjęte przez policję wobec niego działania pan Filip Rdesiński. W/w został zatrzymany w dniu 9 kwietnia 2011 roku przez funkcjonariuszy z Wydziału Wywiadu Kryminalnego Komendy Stołecznej Policji. W tym dniu pan Rdesiński był współorganizatorem legalnej i pokojowo przebiegającej manifestacji pod ambasadą Federacji Rosyjskiej. W trakcie pikiety w/w spalił kukłę symbolizującą premiera Putina. Po przemarszu pod Pałac Prezydencki pan Rdesiński udał się na Pragę Południe, gdzie był umówiony. W tramwaju na Grochowie podeszło do niego kilku mężczyzn ubranych w cywilne stroje. Przedstawili mu się jako funkcjonariusze Wydziału Wywiadu Kryminalnego Komendy Stołecznej Policji i informując o zatrzymaniu w/w bez podania przyczyny. Po pana Rdesinskiego przyjechały dwa radiowozy i jeden nieoznakowany samochód policyjny. W takiej eskorcie przywieziono go do Komendy Rejonowej na ul. Wilczą, gdzie ok. godziny 22 rozpoczęto przesłuchanie w/w. Użycie policyjnych środków i forma zatrzymania pana Rdesińskiego była zupełnie nieadekwatna do przewinienia, jakie mu się zarzuca, a konkretnie popełnienia wykroczenia z art. 82 kodeksu wykroczeń. W mojej ocenie wystarczyłoby wylegitymowanie pana Rdesińskiego na miejscu, a na komisariat w celu przesłuchania mógł zostać wezwany w późniejszym terminie – napisał Romaszewski.

Rdesiński zapewnił w rozmowie z portalem Niezalezna.pl, że będzie się odwoływał od wyroku sądu.


eMBe/Niezalezna.pl