Rocznicowa monografia krakowskiej FMW walczy o tytuł naukowej Książki Historycznej Roku 2015.
Wydana niedawno "No Future! Historia krakowskiej FMW" Macieja Gawlikowskiego i Mirosława Lewandowskiego nie jest typową monografią naukową. Komentarz autorski jest ograniczony do minimum. Historię opowiadają jej bohaterowie, których relacje skonfrontowane są ze sobą oraz uzupełnione licznymi cytatami z prasy podziemnej, fragmentami meldunków i opracowań SB oraz zdjęciami. Przez to książka jest obszerna (2 tomy, ponad 1000 stron), ale czyta się ją dużo łatwiej niż typową monografię akademicką. Czytelnik ma wrażenie, że uczestnicy w opisywanych wydarzeniach na równi z jej bohaterami.
Bohaterowie to młodzi chłopcy i dziewczęta z robotniczej Nowej Huty i z inteligenckiego Krakowa, którzy od października 1985 roku działali pod szyldem Federacji Młodzieży Walczącej.
FMW jest dzisiaj w dużej mierze zapomniana, do czego przyczyniło się to, że po 1989 roku środowisko to zeszło z politycznej sceny i - w przeciwieństwie do swych starszych kolegów z "S" i z NZS - nie odcinało kuponów od politycznej działalności w czasach PRL. Paradoksalnie jednak, to ich zniknięcie nadaje im dzisiaj atrakcyjności - jako ludzie nie umoczeni w patologie III RP, jako ci, którzy na swojej politycznej działalności niczego się nie dorobili (jeżeli zrobili kariery w mediach - jak Bogdan Rymanowski, czy w świecie nauki - jak Sławomir Cenckiewicz, to nie dzięki temu, że byli w FMW, ale pomimo tego) - zaskakują dziś ówczesną bezinteresownością, entuzjazmem, niekiedy naiwnością.
Bo czy nie jest zaskakujące, że grupy nastolatków zbudowały ogólnopolską strukturę, która stała się ważnym elementem opozycji antysystemowej drugiej połowy lat 80? W zestawieniu z tak znanymi i zasłużonymi organizacjami jak NZS, KPN, Solidarność Walcząca czy Ruch WiP, federaci nie mają powodów do kompleksów. Byli zdecydowanie silniejsi i lepiej zorganizowani od wielu organizacji opozycyjnych, niekiedy bardziej znanych niż FMW.
"No Future!" pokazuje historię Federacji Młodzieży Walczącej przez pryzmat Krakowa. Ale zjawiska, o których czytamy, występowały także w innych ośrodkach Federacji. W tym sensie "No Future!" pokazuje jak w soczewce fenomen całości, choć koncentruje się jedynie na fragmencie.
***
Niemal w każdym dużym ośrodku FMW była osoba, której tragiczna śmierć z rąk komunistów inspirowała młodzież do aktywności. W Warszawie Grzegorz Przemyk, na Wybrzeżu Marcin Antonowicz, natomiast w Krakowie - Bogdan Włosik.
Oto fragment jednego z rozdziałów "No Future!" - "13 października 1985" - cytaty z prasy podziemnej, opisującej obchody 3 rocznicy śmierci Włosika:
Mimo chłodnej i wietrznej pogody, odpowiadając na wezwanie „Solidarności”, do bieńczyckiej „Arki” na mszę św. o godz. 11.00 przybyli licznie mieszkańcy Krakowa (10 tys.). Kościół wypełniony był szczelnie, część osób pozostawało na zewnątrz.
Przypadek sprawił, że 13 października w „Arce” obchodzony jest odpust Matki Boskiej Fatimskiej, stąd też homilia poświęcona była fatimskiemu objawieniu, a jedynie w intencjach mszalnych wspomniano tragicznie zmarłego Bogdana Włosika. Pieśni: „Ojczyzno ma”, „Solidarni, nasz jest ten dzień” oraz „Boże, coś Polskę” intonuje ktoś z głębi kościoła. Śpiewaniu towarzyszą tradycyjnie „zajączki” i... trochę niespodziewanie akompaniament kościelnych organów. Na zakończenie mszy świętej ksiądz informuje o treści ulotek licznie rozklejanych na kościele, po czym – jak zwykle – rozlega się apel o zachowanie rozsądku i odstąpienie od planowanej demonstracji.
Trudno powiedzieć, na ile skuteczny był to apel. W każdym razie wyjście z kościoła przebiegało dość spokojnie, ulotki nieliczne, okrzyki słabe i sporadyczne. Część osób rozchodzi się od razu, jednak znaczna większość zatrzymuje się na chodnikach przed kościołem, oczekując rozpoczęcia marszu. Taki stan trwa dość długo. Wreszcie tworzy się czołówka pochodu z dwoma transparentami trzymanymi w rękach. Ludzie schodzą z chodników na ulicę, wzmagają się okrzyki. Po przejściu kilkudziesięciu metrów pochodowi zagradza drogę stu, może dwustu „cywilów” z biało-czerwonymi opaskami na rękach. Rozlegają się gwizdy. „Cywile” wyciągają niespodziewanie ukryte do tej pory pały i ruszają biegiem w kierunku manifestantów. Udaje im się wyłapać kilka osób – głównie dzieci – ale i sami ponoszą straty – kilkudziesięciu kończy dzień w szpitalu. Po parominutowym zamieszaniu, tym razem wyciągnięty, pochód rusza ponownie. Przechodzi on zmienioną – bezpieczniejszą – trasą (Kocmyrzowska i aleja Rewolucji Październikowej), po drodze przeganiając licznych esbeków (m.in. dokładnie zdemolowano czarną wołgę). Bezpośredniego dojścia do Dzielnicowej Rady Narodowej bronią już regularne oddziały ZOMO. Z nimi również wywiązuje się krótka walka. Lecą kamienie.
To właśnie wtedy, w czasie tej demonstracji ogłoszono utworzenie Ruchu Młodzieży Niezależnej, łączącego nieformalne dotychczas grupy, który miesiąc później, w listopadzie 1985 roku przystąpił do FMW jako krakowski ośrodek tej struktury.
Zachował się film robiony 13 października 1985 przez SB z tzw. punktu zakrytego, w tym przypadku mieszkania w bloku naprzeciw kościoła Arka Pana, pokazujący fragment ataku ponad 200 zomowców przebranych w cywilne ubrania, używających pałek i ręcznych miotaczy gazu:
www.facebook.com/NaszCzasFMW/videos/926324464082558
Tutaj film z podobnej demonstracji po mszy w kościele w Bienczycach, 31 sierpnia 1986 roku. Na filmie widać m.in. młodych ludzi skupionych wokół miejsca, w którym został postrzelony Bogdan Włosik. Tacy właśnie chłopcy założyli FMW:
www.facebook.com/NaszCzasFMW/videos/o.1185138211502123/924674597580878
***
Bogdan Włosik został śmiertelnie postrzelony przez funkcjonariusza SB Andrzeja Augustyna w trakcie walk ulicznych, które ogarnęły Nową Hutę dokładnie 33 lata temu - 13 października 1982 roku. Było to kilka dni po ogłoszeniu przez komunistyczne władze o delegalizacji "S" (dekretem o stanie wojennym była ona formalnie jedynie zawieszona), w dzień, który w wielu miastach Polski był obchodzony jako kolejna miesięcznica wprowadzenia stanu wojennego.
Śmierć syna tak zapamiętali jego rodzice:
Irena Włosik: Było po Dzienniku Telewizyjnym, przed ósmą. Pukanie. Przychodzi troje młodych, mąż im otworzył i rozmawiają, mąż mówi: „Słyszysz, co tu państwo mówią? Bogdan prawdopodobnie postrzelony”. Ja na to: „Nie, nie, to jakaś pomyłka, absolutnie to nie może być on”. Oni mówią: „Proszę pani, myśmy tam byli, jesteśmy studentami medycyny, udzielaliśmy mu pierwszej pomocy i on prosił, żeby zawiadomić rodziców, i podał adres, prosił nas bardzo i podał adres, dlatego tu przyszliśmy”.
I wtedy dopiero do mnie doszło, że to w ogóle jest możliwe. Pojechaliśmy z mężem do Szpitala im. Żeromskiego, do Huty. Wszystkie przejazdy były zabarykadowane, w powietrzu unosiły się dym, gaz, ciężko było przejechać, mąż gdzieś jeździł dookoła...
Julian Włosik: ...przez Łęg pojechaliśmy, tam od strony Mogiły, polnymi drogami, dojechaliśmy do szpitala, tam lekarz podał, że byli karetką, ale nie został przyjęty, tylko odesłany do Krakowa, na Kopernika. Na Kopernika też go nie przyjęto. Było polecenie, żeby wszystkich rannych z zajść zwozić do Szpitala Wojskowego na Wrocławską. Tak go po Hucie i po Krakowie wozili w kółko...
Irena Włosik: Wróciliśmy do domu, byliśmy bez sił, mąż to się tak okropnie czuł, że bałam się o jego życie. Był przecież po zawale. Został w domu. Siostra ze szwagrem przyjechali i pojechaliśmy prosto na Wrocławską. Pod akademikami, na Czyżynach, stało bardzo wiele barykad, jakieś belki, drągi, sterty kamieni i płyt chodnikowych, resztki petard. Wszystko zadymione, z oczu płynęły łzy.
W szpitalu wartownicy nie chcieli nas wpuścić, bo nie można o tej porze, to była godzina gdzieś po jedenastej w nocy. Zaczęłam błagać, prosić, potwornie krzyczeć, że moje dziecko tam kona, że nie mają prawa mnie zatrzymywać. Boguś leżał na korytarzu na wózku, przykryty prześcieradłem, lekarze dopiero co odeszli od stołu operacyjnego, jeszcze byli w uniformach, w zielonych czepkach, z maskami na twarzach.
Klęknęłam i zaczęłam krzyczeć: „Jezusie, wróć go do życia!”.
Prosiłam, czy jest tam ksiądz, żeby mu dał ostatnie namaszczenie, ale jeden z lekarzy, ich przełożony, powiedział, że owszem, jest, on może go tu sprowadzić, ale to nie ma żadnego znaczenia, bo jeżeli ksiądz wojskowy udzieli mu ostatniego namaszczenia, to tak jakby go nie było. Ale tam też byli ludzie uczciwi – podszedł do mnie lekarz, szepnął: „Pojadę po księdza”, szybko umył ręce, przebrał się i swoim samochodem przywiózł duchownego.
Wróciłam do domu, mąż się pyta: „Co z Bogusiem? Lepiej?”.
Tylko płakałam. Nie wiedziałam, jak mam mu to powiedzieć...
Cały tekst: www.nofuture.pl/autorzy/bogdan-wlosik-pamietamy
Pogrzeb Bogdana Włosika (20 października 1982 roku) z udziałem 20 tys. osób, był wielką demonstracją mieszkańców Nowej Huty. Zachował się - nigdy dotychczas nie publikowany - film nakręcony dla SB z tej uroczystości, który dobrze oddaje atmosferę tych tragicznych dni:
www.facebook.com/NaszCzasFMW/videos/925625917485746
***
Fragment wiersza anonimowego autora, opublikowanego w piśmie FMW w 1988 roku:
Choć nie chodziliśmy do tej samej szkoły
Nauczyliśmy się tego samego języka
Języka niewiary
Choć nie umieraliśmy z pragnienia
Umieraliśmy z głodu wolności
Znam Ciebie
Choć nigdy nie spotkaliśmy się pod pomnikiem płonącego Lenina
Ani w tłumie śpiewającym obok polski hymn
Kula funkcjonariusza KW MO w Krakowie
Poznała nas ze sobą
Oto najgorsza z przyjaźni...
***
Oglądając te archiwalne filmy i czytając te stare teksty lepiej możemy dziś zrozumieć atmosferę, w jakiej dorastali młodzi ludzie w Nowej Hucie lat 80.
Dla środowiska FMW każdy 13 października był świętem. Największa z tych corocznych demonstracji, rozpoczynanych w miejscu śmierci Bogdana Włosika, miała miejsce w 1988 roku. W tym czasie trwały już przygotowania do Okrągłego Stołu. Demonstracja została zorganizowana mimo nieoficjalnego sprzeciwu władz podziemnej "S" i rozgłaszanych apeli o nieuczestniczenie w tych uroczystościach.
Oto kolejny fragment "No Future!", a w nim zacytowane relacje prasy podziemnej i raporty SB:
Od razu, na początku mszy św. można było zobaczyć, że ogromne rzesze młodzieży przyszły, by oddać cześć swojemu rówieśnikowi, który zginął 13 października 1982 r. za idee „Solidarności”. Przyszliśmy też zamanifestować swój sprzeciw na dalsze trwanie w kryzysie, przyszliśmy ze świadomością, że jest on spowodowany przez obecny system i ekipę, która go reprezentuje. Po odśpiewaniu „Boże coś Polskę” przeszliśmy na miejsce, gdzie zginął Bogdan. Około godz. 19.00, jeszcze w czasie trwania nabożeństwa, uformowała się kolumna młodzieży ok. 100-osobowa, na chodniku od placu kościelnego w kierunku Szkoły Gastronomicznej. Grupa w tym czasie posiadała 6 transparentów, kilka biało-czerwonych flag. Czołówka miała zakryte twarze czarnymi chustami. Na czele rozwinięty był transparent „Federacja Młodzieży Walczącej – Kraków”. Obok stała 30-osobowa grupa z transparentem KPN [...]. Transparenty zwijano i rozwijano naprzemiennie. Ok. godz. 20.40 zakończyła. się msza. Ludzie zaczęli opuszczać teren kościoła (msza odbywała się na zewnątrz). Rzucono ulotki, dużo, ok. 2 tys. sztuk. W trakcie mszy, tuż przed jej zakończeniem, grupy [...] [z transparentami] po krótkim wahaniu się co do kierunku marszu (Mistrzejowice – miejsce postrzelenie Włosika) rozwinęły dalsze transparenty i przeszły na miejsce postrzelenia Włosika. Wznoszono okrzyki: „Precz z komuną!”, „Nie ma wolności bez Solidarności!”, odśpiewano „Ojczyzno ma...”. W momencie przechodzenia [...], na miejscu postrzelenia Włosika znajdowała się 15-20 osobowa grupa młodzieży z krzyżem i flagą FMW. Chłopak w wieku 19 lat (wzrost 170 cm, krępej budowy ciała, twarz owalna, włosy ciemno blond – średnie, ubrany w spodnie i kurtkę koloru zielonego) przy pomocy kilofa wykopał dół, w który włożono drewniany krzyż (wys. 1,5 m x 0,5 m). Na miejscu postrzelenia Włosika rozpoczął się wiec, grupując ok. 500 osób. Druga grupa z transparentem KPN, również licząca 500 osób stała na chodniku przy ul. Kocmyrzowskiej. Pozostali wierni, w ilości około 1 tys. osób, stali na obrzeżach (głównie młodzież).
W miejscu śmierci Bogdana odbył się wiec. „Nazywam się Maciej Gawlikowski. Jestem działaczem KPN. Na wstępie będzie oświadczenie FMW, które odczytam:
„Stojąc dzisiaj w tym miejscu, miejscu śmierci Bogdana Włosika – zamordowanego przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, my młodzież z Federacji Młodzieży Walczącej, młodzież straconego pokolenia, straconego dla komunistycznej władzy, chcemy wyrazić nasz sprzeciw wobec otaczającej nas rzeczywistości. Rzeczywistości, która pozbawia nas jakichkolwiek możliwości rozwoju, która oprócz perspektyw emigracji nie daje nam nic. Pozbawieni szans, pozbawieni przyszłości jesteśmy także pozbawieni złudzeń. Złudzeń co do dobrych intencji tych, którzy poprzez represje i przemoc starali się podeptać naszą godność, a dzisiaj siadają do rozmów tzw. okrągłego stołu. Jesteśmy przekonani, iż pierwszym i podstawowym warunkiem zmiany beznadziejnej sytuacji kraju jest zagwarantowanie wszystkim wolności zrzeszania się w związki zawodowe, organizacje młodzieżowe i partie polityczne. Dzisiaj, kiedy życie społeczne nabiera żywszego tempa, kiedy ważą się losy naszej przyszłości musimy być gotowi do odrzucenia bierności, która sprawia, że jesteśmy tylko powolną, bezkształtną masą, z którą można zrobić wszystko. Musimy pokonać strach, własny egoizm i zwykłe tchórzostwo, które pozbawiają nas możliwości kształtowania rzeczywistości Polski. Uważamy, że tutaj, w tym kraju, a nie na emigracji, jest nasze miejsce, tutaj chcemy żyć, pracować, uczyć i kochać się. Dlatego jeszcze raz przypominamy, że nie widzimy przyszłości bez «Solidarności» i ostrzegamy, że przedłużanie obecnego stanu zrodzi o wiele większą frustrację i gniew nas, młodzieży. Federacja Młodzieży Walczącej" [...].
Następnie ruszył ok. 2,5 tysięczny pochód, głównie młodzieży, prowadzony przez olbrzymi transparent „Federacja Młodzieży Walczącej – Kraków”. Skandowano wiele haseł, całą składankę manifestacyjną (od „Nie ma wolności bez ,Solidarności’” po „Jaruzelski – smok wawelski” vel „Jaruzelski smok moskiewski”). Niesiono w sumie 14 transparentów [...]. Pochód trasą: ul. Majakowskiego, ul. Kocmyrzowska, Rondo Kocmyrzowskie, al. Rewolucji Październikowej, Plac Centralny doszedł do pomnika W. I. Lenina. Pochód prowadzony i kierowany był przez 3 młodzieńców (w tym dwóch w maskach). Rozśpiewana młodzież, która dominowała na demonstracji, od razu podchwyciła hasło: „Nowa Huta – wolne miasto!”. Rzeczywiście, panowało wśród nas (może po raz pierwszy od dłuższego czasu) bardzo piękne uczucie, uczucie wolności. Rzesze ludzi, las rąk wokół nas, kilkanaście transparentów, pozdrowienia z przejeżdżających tramwajów, autobusów, z okien mieszkań...
***
Jest taka scena w "Siekierezadzie" Edwarda Stachury, w której Janek Pradera i Michał Kątny zostają na wiejskiej zabawie osaczeni przez miejscowych zabijaków. Wtedy Pradera mówi do Kątnego, że pójdzie po "naszych chłopców". Te słowa spowodowały, że tubylcy zrezygnowali z bójki. Wieczorem na kwaterze Pradera i Kątny rozmawiali o tej sytuacji. Jeden z nich zapytał o to, kogo ten drugi miał na myśli, mówiąc o "naszych chłopcach". Padła odpowiedź, że chodziło o tych młodych chłopców z powstań narodowych, w tym z Powstania Warszawskiego. Gdyby Stachura żył dłużej i napisał "Siekierezadę" nie w roku 1971, ale 20 lat później, to mówiąc o "naszych chłopcach" mógłby także mieć na myśli federatów. Wprawdzie nie musieli ginąć za Ojczyznę, jak ich poprzednicy, ale cechowała ich ta sama ideowość, bezkompromisowość i gotowość do ofiar.
Maciej Gawlikowski, Mirosław Lewandowski
***
W finale prestiżowego konkursu na książkę historyczną roku, organizowanego corocznie przez IPN, TVP oraz Polskie Radio, bierze udział 20 tytułów wybranych przez jury złożone z profesorów historii, po 10 w kategoriach: naukowej i popularno-naukowej. W tej drugiej kategorii znalazły się "Panny wyklęte" Szymona Nowaka (Wydawnictwo Fronda), natomiast wśród książek nominowanych do finału w kategorii naukowej jest m.in. właśnie "No Future! Historia krakowskiej FMW" Macieja Gawlikowskiego i Mirosława Lewandowskiego (Wydawnictwo Rafael). Oprócz nagród jury, zwycięzców wybiorą też czytelnicy, którzy mogą głosować codziennie do końca października , oddając po jednym głosie na wybraną pozycję w każdej z dwu kategorii.
www.ksiazkahistorycznaroku.pl/glosowanie.html
Zwycięstwo monografii Federacji Młodzieży Walczącej byłoby dodatkową formą uhonorowania "naszych chłopców", którzy 30 lat temu rzucili się w nurt polityki po to, aby dać świadectwo prawdzie, sprzeciwić się złu i bronić naszej godności.
