Hinton został skazany za dwa napady rabunkowe, w czasie których miał zastrzelić dwie osoby a jedną postrzelić. Nie było żadnych świadków oprócz postrzelonego mężczyzny. To właśnie on wskazał Hintona jako sprawcę zbrodni na podstawie pokazanego mu przez policję zdjęcia.
Hinton został wkrótce zatrzymany. W domu jego matki, w którym wówczas mieszkał, znaleziono rewolwer. Kule, które zabiły i raniły ofiary napadu, według śledczych idealnie do niego pasowały.
Mimo wszystko aresztowany twierdził, że jest niewinny. Potwierdzały to dodatkowo badania wariografem oraz zgodne zeznania pracowników z jego firmy, w myśl których w czasie feralnych zdarzeń był w pracy.
Sąd jednak, z niejasnych przyczyn, nie uwierzył wszystkim tym świadectwom i skazał 29-letniego wówczas na karę śmierci.
Dopiero w wyniku ekspertyz przeprowadzonych w roku 2002 okazało się, że wcześniej ustalenia balistyków są nic nie warte i najprawdopodobniej użyto w czasie napadów zupełnie innej broni. Niestety, Hinton pomimo tego przez kolejne 12 lat nie wyszedł na wolność. Dopiero w ubiegłym roku jego sprawą zajął się Sąd Najwyższy, stwierdzając, że oskarżony został fatalnie potraktowany.
Otóż otrzymał źle opłacanego obrońcę, który w tym samym czasie zajmował się dwiema jeszcze innymi sprawami; odrzucono też zeznania świadków korzystne dla Hintona, a wyrok oparto po prostu na ekspertyzie broni, prowadzonej w dodatku przez człowieka, który wcale nie był ekspertem.
kad
