Proboszcz anglikańskiej parafii Aston chciał w ten sposób zaznaczyć, że największe święto chrześcijańskie powinno być dniem refleksji i spotkań rodzinnych, a nie rozrywki - podaje Informacyjna Agencja Radiowa.

Wielebny Andy Jolley zorganizował w protest, który określił jako dobroduszny i hojny. On sam i jego parafianie ustawili się przed stadionem częstując przybywających kibiców hot cross buns - tradycyjnymi wielkanocnymi bułeczkami z rodzynkami i lukrowym krzyżykiem na wierzchu.

Wcześniej ksiądz Jolley napisał do zarządu ligi angielskiej Premiership i do telewizji BSkyB list ze skargą, że mecz rozprasza uwagę parafian w największe święto religijne, ale nie otrzymał odpowiedzi. Jak się dziś skarżył - to już trzeci mecz w niedzielę wielkanocną w ciągu 8 lat. Pierwszy taki protest zorganizowano już jednak w Birmingham 24 lata temu, kiedy ówczesny proboszcz bił w dzwony kościoła w Aston przez cały czas trwania meczu z Chelsea. Nie wiadomo, czy ten akompaniament zaszkodził miejscowemu klubowi, w każdym razie Aston Villa przegrało zero do trzech. I dziś też gra w święto nie pomogła Aston Villi, bo Liverpool wygrał 2:1 - informuje IAR.

Mecze polskiej ligi w Wielką Sobotę nie wydają się też dobrym pomysłem. Czas refleksji nad męką Chrystusa i wielkosobotnią liturgię zastępują sportowe emocje (czy jak na stadionie Polonii - bójka). Jeśli Bóg ma chronić fanatyków, to i Jemu - zwłascza tego dnia - należy się szacunek. A swoją drogą brawo dla wilebnego Jolleya i jego parafian za konsekwencję, odwagę i troskę o zbawienie kibiców Aston Villi.

Zobacz reportaż z Birmingham: www.itv.com

Jarosław Wróblewski/IAR/itv.com/You Tube