- Idziecie prosto w mur! Dajecie argumenty osobom rzucającym oszczerstwa pod adresem uniwersytetu, przedstawiając jego obraz najgorszy z możliwych. To samobójstwo! - krzyczał profesor historii, ostatecznie zagłuszony przez wrzaski i gwizdy studentów.
Oskarżony – rektor Georges Molinié
Najbardziej charakterystyczna sytuacja jest na Sorbonie. Wszystko wskazuje na to, że w następnym roku akademickim ten prestiżowy uniwersytet straci 25 proc. studentów. Stanie się tak, jeśli będzie się przedłużał trwający od kilku miesięcy konflikt. 7 maja odbyło się zgromadzenie ogólne, które miało zadecydować, co dalej ze strajkiem. Niektórzy wykładowcy starali się przemówić blokującym do rozsądku. Bezskutecznie.
Strajk jest kontynuowany, a rebelianci czują się coraz swobodniej, coraz częściej obrażają swoich wykładowców. Te burdy nie wydają się wzruszać Georges'a Molinié'a - rektora Uniwersytetu Paryż-IV Sorbona, na którym studiuje 24 tysiące studentów. Mimo swoich 64 lat ten profesor stylistyki francuskiej i były doradca socjalistycznej kandydatki na prezydenta w 2007 roku Ségolène Royal, dał się poznać jako rewolucyjna dusza, która nie przestaje podburzać studentów przeciwko ustawie dotyczącej autonomii uniwersytetów.
Wzywając do "wzmocnienia ruchu" Molinié stwierdził, że "konieczna jest manifestacja na ulicach i uniwersytetach, zdecydowany, masywny i odpowiedzialny sprzeciw" wobec ustawy przyjętej przez parlament. - Trzeba wybrać między dwiema opozycyjnymi partiami: "wolnością i bezinteresownością" a "Sarkozym i Wall Street!" - nawoływał rektor. Wszystkie jego wystąpienia w aulach uniwersyteckich rozgrzewały studentów do czerwoności. - Będą nam mówić, że jesteśmy chuliganami – mówił rektor 10 lutego. - Ale chuliganami są oni! To oni są w trakcie przygotowywania aresztowań".
- Wydaje mi się, że mogę tak powiedzieć, że Georges Molinié postawił – dosłownie - Sorbonę w stan strajku – mówi jeden z wykładowców Paryża-IV. Od 16 lutego rektor rozsyłał e- mail "informujący całą wspólnotę uniwersytecką, że żaden spis strajkującego personelu nie będzie nigdzie przekazany". - To skandal – oburza się ojciec jednego ze studentów. - Znowu kolejny strajk, który nic nie kosztuje strajkujących, ale może drogo kosztować mojego syna, który straci rok studiów!
Większość profesorów nie wypowiada się na temat postawy rektora. - To urodzony prowokator, uwielbia trybuny – mówią jedni. - Ma swoją godzinę chwały – dodają inni.
Rémi Martial z Międzyuczelnianej Unii Narodowej stwierdza, że istnieje "faktyczna współpraca między studenckimi agitatorami a rektorem Molinié, który mógłby wprowadzić spokój za pomocą sił porządkowych". Ubolewa "nad sytuacją, w jakiej znajdują się studenci, szczególnie stypendyści i obcokrajowcy zobowiązani zakończyć swoje projekty". - Staramy się dla nich znaleźć jakieś prawne rozwiązanie – mówi.
W obecnej sytuacji studenci, którzy chcą chodzić na zajęcia – a jest to zdecydowana większość – organizują się jak mogą. - Jesteśmy w najgłębszej mgle i profesorowie również – mówi student historii, który chce zostać anonimowy. - Od lutego nie miałem żadnego wykładu. - Profesorowie wysyłają nam skróty wykładów, z resztą musimy sobie radzić sami. Strajkujący barykadują wejście na uczelnie wyposażeniem sal wykładowych.
Zobacz jak 5 maja studenci Sorbony po raz kolejny zagłosowali za kontynuacją stajku.

Sorbona ma opinię jednego z najbardziej "wrzaskliwych" uniwersytetów. Niestety, nie tylko ona jest blokowana przez garstkę aktywistów. "Okupowane" są także uniwersytety w Rennes i Orleanie - starcia z siłami porządkowymi są tam na porządku dziennym.
Zamieszki studenckie są wspierane i podsycane przez skrajną lewicę, zniszczyły przede wszystkim porządkiem zajęć na wydziałach humanistycznych. Po raz pierwszy od 1968 roku na wielu fakultetach w ogóle nie odbędzie się sesja letnia: w Cean, Grenoble-III, Paryżu-III, Paryżu-X czy Tuluzie-II-Le Mirail. 310 tysięcy francuskich studentów będzie miało przesunięte lub anulowane egzaminy.
Milcząca większość przeciwna szaleństwom radykałów zaczyna się organizować. Nieustannie wysyłają petycje domagające się wznowienia zajęć, organizacji wieczornych lub weekendowych wykładów, które pomogą nadrobić zaległości, a nawet wydłużenia roku akademickiego. Szczególnie dotkliwie całą sytuację odczuwają obcokrajowcy, którzy często są ograniczeni stypendiami.
Niektórzy z rozgniewanych rodziców domagają się zwrotu kosztów za czas utrzymywania dzieci podczas bezużytecznej skolaryzacji. Jeden z uniwersytetów amerykańskich, który ma z Sorboną partnerski program wymiany studentów, bierze pod uwagę zwrot kosztów poczynionych w ramach tej wymiany. W przeciągu kilku lat Francja spadła z trzeciego na piąte miejsce, jeśli chodzi o przyjmowanie zagranicznych studentów.
Organizacja letnich konkursów, to obok egzaminów kolejne zmartwienie blokowanych fakultetów. Niektórzy ze strajkujących wykładowców wzywają również bo bojkotu matury, gdzie każdej komisji egzaminacyjnej musi przewodzić ktoś z uniwersytetu. Początek roku akademickiego nie zapowiada się optymistycznie. Wiele wskazuje na to, że część blokad może zostać wznowiona.
W tym momencie gra toczy się również o reputację francuskich uniwersytetów. Studenci i profesorowie obawiają się straconego roku i dyplomu "z rabatem". - Jeśli nakaże się nam automatycznie zaliczać semestry, nigdy, nigdy, nigdy nie złożę pod tym swojego podpisu i wobec takiej perspektywy będę wolał odejść – deklaruje Axel Kahn, rektor uniwersytetu Paryż-V-René-Descartes. - Potrzeba egzaminów, których wartość nie będzie obniżona. Jeśli będzie się mówić: w trakcie roku akademickiego 2008-2009 mogliśmy, w pewien sposób, otrzymać dyplom niespodziankę – to zdajecie sobie sprawę z przyszłości studentów? - pyta rozsądny rektor.
Normalni studenci zdają sobie z tego sprawę. - Nawet jeśli nie zdobędę dyplomu więcej już tam nie wracam. Nie mogę sobie tego nawet wyobrazić – mówi młody student zniechęcony powtarzającymi się strajkami. - W przyszłym roku wielu studentów, nie zmieniając kierunku studiów, zamierza zapisać się na prywatne uniwersytety – deklaruje student Sorbony.
Od czego się zaczęło?
To nie pierwsze strajki i protesty studentów i wykładowców w ostatnich latach we Francji. W 2006 roku przez kilka miesięcy protestowali studenci z całej Francji przeciwko ustawie dotyczącej tzw. pierwszego zawieranego kontraktu. Presja społeczna spowodowała, że rząd wycofał ustawę.
Niedawna reforma nauczania wyższego i badań wprowadzona pod koniec stycznia 2009 roku przez Minister Edukacji Narodowej Valérie Pécresse dotyczy przede wszystkim zmiany statusu nauczycieli - badaczy. Tekst nowego prawa przewiduje zmianę warunków pracy i wynagrodzenia tych ostatnich, oraz wymaga pięcioletniej formacji dla nauczycieli (matura+5), co jest powodem trwającego już kilka miesięcy konfliktu między panią minister a nauczycielami i studentami.
W lutym dwa zgromadzenia ogólne: nauczycieli i studentów – liczące w sumie ok. 630 przedstawicieli – podjęły decyzję o bezterminowym strajku wykładowców i studentów.
Już rok temu nowa minister wzbudziła wiele protestów, związanych z wejściem w życie ustawy dotyczącej autonomii uniwersytetów. Do tej pory reforma objęła 20 uniwersytetów, które zgłosiły się "na ochotnika", pozostałe 65 uczelni reforma stopniowo obejmie do 2012 roku.
O co chodzi w ustawie o autonomii uniwersytetów? Przede wszystkim o to, że uczelnie mają same zarządzać swoim budżetem i stawkami wynagrodzeń. - To jest rewolucja kulturalna zapowiadana przez Nicolasa Sarkozy'ego podczas kampanii prezydenckiej – podkreśla minister Valérie Pécresse. - Nie można nam zarzucić, że o reformie nic nie mówiliśmy i że została ona wprowadzona siłą – dodaje. Przeciwnicy reformy obawiają się, że jest to prosta droga do prywatyzacji uczelni.
MaRo/Valeursactuelles
Strona zrewoltowanych studentów
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

