W wielu stanach Ameryki dozwolone jest przeprowadzanie tak zwanych późnych aborcji. Chodzi tu o zabijanie dzieci, które mogłyby już \ przeżyć poza łonem matki. To w zasadzie w pełni rozwinięci ludzie, których od noworodków różni jedynie to, że jeszcze się nie urodzili. Mimo wszystko w wielu miejscach USA nie szanuje się ich życia i morduje się je z zimną krwią. Te dzieci czują ból i chcą żyć – w imię hedonistycznej ideologii egoizmu dokonuje się jednak jawnego i dla wszystkich ewidentnego ludobójstwa. Bóg patrzy na to z odrazą, bo przecież mowa o zabiegach, jakie porównać można tylko z praktyką chińskich komunistów lub niemieckich nazistów. Mimo wszystko dzieje się to w rzekomej ostoi zachodniej wolności. Czym jest ta „wolność”,  widzimy wyraźnie.

By sięgnąć po konkretne dane – każdego roku w Ameryce morduje się około 18 tysięcy dzieci, które mogłyby przeżyć poza łonem matki. Dodajmy, że chodzi tu wyłącznie o dzieci zupełnie zdrowe! Konkretnie zabija się około 10 tysięcy dzieci między 18 a 20 tygodniem ciąży oraz około 8 tysięcy dzieci po 21 tygodniu ciąży.  To zbrodnia, która dopuszczalna jest w siedmiu tylko krajach świata. Oprócz Stanów Zjednoczonych, Holandii i Kanady są to – uwaga – Chiny, Korea Północna, Singapur i Wietnam. Wspaniałe towarzystwo, nieprawdaż?

Jak wyjaśniają eksperci ze Stanów Zjednoczonych, wiele z dzieci mordowanych w ramach późnych aborcji krzyczy ze strachu i bólu, gdy są zabijane. Nie słyszymy ich jednak, bo uniemożliwia to płyn owodniowy w ich gardłach. Ich bolesna śmierć jest jednak faktem. Stawiając sprawę jasno: władze Stanów Zjednoczonych, które akceptują tę sytuację, są winne masowej zbrodni. Patrząc na Baracka Obamę czy słuchając jego przemówień musimy mieć świadomość, że to człowiek, który akceptuje faktyczne ludobójstwo. Oby Bóg przemienił serca Amerykanów i sprawił, że wkrótce wybiorą nowego prezydenta i bezprzykładna plaga morderstw dzieci nienarodzonych dobiegnie ich kraju wreszcie końca…

bjad