Matka 15-latki z Ballard High School nadal nie może w to uwierzyć. Rodziców nawet nie poinformowano, że dziewczyna jest w ciąży. Uznano tę informację za "poufną".
Kiedy podpisała zgodę na to, by córka korzystała z centrum medycznego przy szkole Ballard Teen Health Center, myślała że córka otrzyma tam pomoc w przypadku bólu zęba albo zwolnienie z zajęć wychowania fizycznego w przypadku bólu głowy. - Nigdzie w dokumentach nie widnieje informacja o aborcji lub o jej aranżowaniu – mówi pragnąca zachować anonimowość matka, którą media określają jako "Jill".
Jej córka – dotychczas zadeklarowana pro-liferka – zrobiła w centrum test ciążowy, po czym dostała zwolnienie z lekcji, wsadzono ją w taksówkę i odesłano na usunięcie ciąży do kliniki aborcyjnej bez poinformowania rodziny.
- Nie mieliśmy pojęcia o tym, co zostało ustalone na campusie szkolnym – opowiada roztrzęsiona matka. - Powiedzieli jej odbywa się to w tajemnicy przed rodziną, będzie zupełnie za darmo, bez żadnej odpowiedzialności finansowej – mówi Jill. Władze szkolne odcinają się od całej sprawy twierdząc, że klinika na terenie szkoły nie znajduje się pod ich nadzorem, a podlega pod centrum medyczne Swedish Medical Center. Ono gwarantuje uczniom prywatność.
Lokalne władze, odpowiedzialne za programy medyczne w szkołach, przyznają wprawdzie rację matce - bo teoretycznie rodzice powinni być informowani o stanie zdrowia dzieci - ale "nie zawsze powinni mieć coś do powiedzenia". Przypominają, że w stanie Waszyngton aborcja jest dozwolona niezależnie od wieku.Z takim tłumaczeniem nie zgadza się jednak Jill. Uważa, że odmówienie jej głosu w sprawie aborcji córki, a nawet niepoinformowanie jej o tym, że jest ona w ciąży to pogwałcenie jej praw rodzicielskich.
AJ/Lifesitenews.com
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

