Co mogą świętować nauczyciele, ciągle znajdujący się pod ostrzałem krytyki obarczającej ich wszelkimi możliwym zarzutami od niekompetencji, przez lenistwo aż po głupotę? Pedagodzy święci oczywiście nie są- jak w każdej grupie są wśród nich ludzie bardzo różni, również ci leniwi, głupi i roszczeniowi, ale w większości są to osoby, którym za małe pieniądze chce się nie tylko pracować w czasie w zasadzie nienormowanym (19 godzin pensum, które tak bardzo jest wytykane to ¼, najwyżej 1/3 czasu poświęcanego na pracę), ale i doskonalić zawodowo, często za własne pieniądze a także nierzadko być połączeniem doradcy rodzinnego z terapeutą. Wymaganie wobec nauczycieli rosną- te merytoryczne są oczywiście są jak najbardziej słuszne, problem tym, że szybciej rosną te biurokratyczne, które ograniczają czas przeznaczony na prace z uczniem a nie idą za tym odpowiednie, gratyfikacje finansowe. Jeżeli ktoś ma gruntowną wiedzę, na przykład z fizyki, zna świetnie język obcy, podstawy zarządzania, techniki pracy z grupą to w imię czego ma się męczyć w szkole za małe pieniądze. A takich nauczycieli, z wysokimi kwalifikacjami, pasją i chęciami jest ciągle wielu- a więc może, mimo niskiego prestiżu zawodu, niewielkich zarobków, niemiłej atmosfery trzyma ich tam jednak niedoceniane, zapomniane powołanie?

 

Co zostało z tradycji II Rzeczypospolitej, kiedy szkoła była nie tylko miejscem nabywania rzetelnej wiedzy ale ośrodkiem kształtowania postaw moralnych i patriotycznych, miejscem budowanie elit? Czy znajdziemy szkolnych programach elementy budujące siłę narodu, odpowiedzialność społeczną, godność osobistą i inne przymioty niezbędne do prawidłowego funkcjonowania obywatela? Gdzie deklarowane indywidualne podejście do ucznia i jego zdolności przy trzydziestoosobowych klasach i niekonsekwentnie budowanych programach wciśniętych w nierealnie niską liczbę godzin przeznaczonych na ich realizację? Jak uczniowie mają rozwijać samodzielne myślenie, kiedy muszą się przygotować do rozwiązywania testów i pisania odpowiedzi „pod klucz”? Dlaczego mają szanować nauczyciela, którzy są bezustannie krytykowani w mediach, przez polityków, w domu rodzinnym?

 

Szkoły, tej klasycznej, przez wielkie „S” już nie ma- zostały stechnicyzowane, odhumanizowane „placówki oświatowe”, które nauczanie, kształtowanie ducha i wychowanie zastąpiły „ofertą edukacyjną”. Na szczęście jeszcze niektórych to boli i niepokoi. Może więc choć ten fakt warto uczcić?

 

Monika Łopatowska-Nowak