Gabriel Narutowicz jako młody chłopiec wyjechał z matką z Polski, aby uniknąć nauki w rosyjskiej szkole i nasilającej się rusyfikacji. Do kraju powrócił we wrześniu 1919 roku, pragnąc pomóc w odbudowie Ojczyzny. Najpierw zaangażował się w bardzo dosłownie rozumianą odbudowę, pracując jako minister robót publicznych w zniszczonym działaniami wojennymi kraju. Później kierował polską dyplomacją, budując sojusz z Rumunią i wzmacniając pozycję Polski na forum Ligi Narodów.

11 grudnia 1922 r. został zaprzysiężony na prezydenta. Zginął już kilka dni później. 16 grudnia 1922 r. wziął udział w otwarciu wystawy w warszawskiej Zachęcie. Tam został trzykrotnie postrzelony przez Eligiusza Niewiadomskiego i zmarł na miejscu.

Miejsce zamachu na pierwszego prezydenta RP odwiedził dziś premier Mateusz Morawiecki.

- „Jego zabójstwo niech będzie wielką lekcją pojednania, którego potrzebuje dzisiejsza klasa polityczna. I pojednania, które jest tak ważne, żeby wszyscy Polacy zdali sobie sprawę, jakie mamy szczęście żyć w wolnym i niepodległym kraju, o którego odzyskanie walczył prezydent Gabriel Narutowicz”

- apelował szef rządu w czasie swojego wystąpienia.

Do dzisiejszej rocznicy Mateusz Morawiecki odniósł się również za pośrednictwem mediów społecznościowych.

- „W 100. rocznicę śmierci Prezydenta Gabriela Narutowicza chciałbym, żebyśmy wszyscy pamiętali, do czego może prowadzić polityczna nienawiść i brak chęci porozumienia. Gabriel Narutowicz był jednym z ojców i architektów polskiej niepodległości, ministrem spraw zagranicznych, światowej sławy inżynierem i osobą, która pragnęła Polski nowoczesnej i bezpiecznej. Wraz z nim umarła ważna część II Rzeczypospolitej. Pamięć o Prezydencie Narutowiczu powinna służyć narodowemu pojednaniu, a jego tragiczna śmierć być dla nas lekcją pojednania, której potrzebuje cała współczesna klasa polityczna”

- napisał na Facebooku.