W 2008 roku producent śmiercionośnej pigułki Danco Laboratories ogłosił, że 13 proc. wszystkich aborcji w USA dokonuje się za pomocą RU-486. Raport pokazał również, że wzrasta liczba miejsc, gdzie w legalny sposób uśmierca się dzieci za pomocą tego specyfiku. W 2001 roku 33 proc. placówek w USA używało go, by zabić niechciane dziecko, natomiast dziś jest on dostępny już w 57 proc. miejsc, gdzie dokonuje się aborcji.
Danco liczy, że 840 tys. kobiet w USA dokonało aborcji za pomocą ich pigułki. Jednak obrońcy życia przekonują, że takich kobiet może być ponad milion. – 10 lat temu ostrzegaliśmy kobiety, że RU-486 służy jednemu celowi: zabijaniu ludzi. Może to dotyczyć zarówno życia dziecka, jak i kobiety - mówi LifeNews Wendy Wright z Concerned Women for America.
Według raportu FDA (Komitet doradczy Amerykańskiej Agencji do Spraw Żywności i Leków) z grudnia 2006 roku, znane jest 8 przypadków śmierci kobiet stosujących tę pigułkę. Od jej wprowadzenia na rynek w samej Kalifornii wskutek jej przyjęcia zmarły cztery kobiety. Głośno było zwłaszcza po śmierci osiemnastolatki w Livermore, której ojciec domagał się od władz federalnych zakazania RU-486. Oprócz przypadków śmiertelnych, 99 proc. kobiet po zażyciu tabletki zgłaszało się do lekarza ze skutkami ubocznymi.
Dr Bernard Nathanson, znany były aborcjonista, współtwórca Narodowej Ligi Praw Aborcji, który przeprowadził w swoim życiu 60 tys. zabiegów pozbawiających życia dzieci i który później nawrócił się na chrześcijaństwo, twierdzi, że tak naprawdę wprowadzenie na rynek RU-486 było podyktowane polityką FDA, a nie troską o zdrowie publiczne.
Obrońcy życia utrzymują, że administracja Obamy celowo nie pokazuje nowych danych, które dowodzą szkodliwości stosowania tej pigułki. Według nich w USA ponad 1500 kobiet ma obecnie poważne problemy związane z użyciem zabójczego leku. Wright utrzymuje, że gdyby administracja Clintona reagowała szybciej na te doniesienia, to ich problemy byłyby ograniczone. Jej zdaniem również Planned Parenthood promując RU-486 jest odpowiedzialna za śmierć 8 kobiet i utratę zdrowia następnych tysięcy.
W USA tabletkę aplikowano często poprzez włożenie jej do pochwy. Dziś aborcjoniści promują podawanie jej doustnie. Planned Parenthood jednak nie tylko pomija informacje o skutkach ubocznych wywołanych przyjęciem pigułki, ale powołuje się na badania, które mają dowodzić, że zmiana sposobu podawania morderczej tabletki zmniejsza występowanie niepożądanych efektów. Największa aborcyjna organizacja na świecie przekonuje kobiety, że tabletka jest „bardzo bezpieczna”.
Ł.A/LifeNews
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

