Zdrada małżeńska w średniowieczu - zdjęcie
28.04.18, 13:00Fot. Domena publiczna

Zdrada małżeńska w średniowieczu

Zrada małżeńska traktowana jest dzisiaj często jak romantyczna przygoda. Nie jest związana z żadnymi karami przewidzianymi prawnie. A jak to bywało kiedyś?

W świecie starożytnym o zdradzie mówiło się, gdy zdradzała żona. Poświadczają to kodeksy starożytne. Najsłynniejszy z nich to Kodeks Hammurabiego ze starożytniego Wschodu – Babilonii (1800 p.n.e.). W Kodeksie Hammurabiego o kobiecie mówi się jako o "córce obywatela", "żonie męża". Kobieta zawsze była pod opieką mężczyzny i jemu była poddana. Gdy nie miała ojca lub męża o jej losie decydował sędzia, o losie niewolnicy – pan. Kodeks podaje, że jeśli ktoś oskarżył arcykapłanke (która nie mogła współżyć) lub "żonę obywatela", ale oskarżenia nie dowiódł – golono mu głowe. Żonę przyłapaną na zdradzie topiono wraz z kochankiem (związanych), jeśli "pan żony" czyli mąż wybaczył żonie – wybaczano też kochankowi. Jeśli mąż kobietę oskarżał o zdradę, ale nie udowodnił jej tego, mogła ona złożyć odpowiednią przysięgę i wrócić do swojego domu.

Jeśli kobieta była przez wielu wytykana palcami i doniesiono jej mężowi o cudzołóstwie, ale nie udowodniono tego, skazywano taką kobietę na sąd boży – wrzucano związaną do wody – jeśli nie utonęła, znaczyło, że była niewinna. W wypadku np. wojny i wzięcia męża w niewolę – kobieta mogła (na czas nieobecności męża) zwiazać się z innym mężczyzną, wypełniać obowiązki małżeńskie i być na jego utrzymaniu, ale tylko jeśli nie miała jak wyżywić siebie i swoich dzieci. W przypadku, gdy urodziła dzieci temu drugiemu mężczyźnie, one po powrocie jej męża pozostawały z biologicznym ojcem. Jeśli taka kobieta mogła z łatwością wyżywić siebie i dzieci, nie mogła związać się z innym mężczyzną. Mężczyzna, który zdradził swoje miasto (państwo) mógł się liczyć z tym, że jego żona opuści go i wyjdzie legalnie za innego.

Nie uważano za nic złego prostytucji sakralnej, kapłanki-prostytutki działały legalnie. Uważano, że swoim procederem wypraszaja płodność ludziom, zwierzętom i ziemi. Mężczyzna mógł współżyć z taką kapłanką. Meżczyzna (nieważne czy żonaty, czy kawaler), który pocałował mężatkę miał odcinaną dolną wargę (stosowano wtedy zasadę "czym to zrobiłeś, to ci odetniemy").

W starożytnym Rzymie zdradę małżeńską można było przypłacić śmiercią (choć częściej rozwodem), dlatego niektóre niewierne żony wpisywały się do rejestru prostytutek i w ten sposób unikały kary. Prostytucja była legalna, a niektórzy cesarze pobierali od prostytutek podatki.

W starożytnej Grecji zdrada żony była karana rozwodem. Kobieta zdradzająca traciła cześć i dobre imię. Prawem męża było zabicie kochanka żony. Zdrada była dozwolona, a nawet "wskazana", jesli małżonek nie mógł spłodzić potomka. Żona miała wtedy współżyć z najbliższym jego krewnym (np. bratem).

Słowianie byli również surowi dla zdradzających, czasem nawet mężów. Zdradzającego męża przybijano za worek mosznowy do drzewa lub kawałka drewna i do ręki dawano nóż. Mógł popełnić samobójstwo lub uwolnić się zostając eunuchem (oznaczało to życie w hańbie). Kary dla niewiernych żon były różne, od śmierci – po okaleczenia np. wycięcie intymnej części ciała.

W Polsce średniowiecznej wobec niewiernej żony stosowano różne kary. Karano np w ten sposób, że: "jeśli kędy nierządnica się znalazła, tedy szpetną i okrutna karę na niej przez obciecie części wstydliwej wymierzano, a ten wycinek na drzwiach domu był zawieszany". Nierządnica była wystawiana pod pręgierzem na widok publiczny. Po odbyciu kary pręgierza, w dzień targowy musiała przechadzac się po rynku zdana na oplucia, wyzwiska, bicie. Taka kobieta – która starciła cześć – lądowała często na ulicy. Niewiernych mężów też karano np. "po słowiańsku" lub chłostą.

W późniejszych okresach stosowano podobne kary, aż w końcu ograniczono się jedynie do napiętnowania przez środowisko. Zdarzało się w historii, że oskarżano niewinne kobiety o zdradę i skazywano na śmierć. Działo się tak w przypadku królowych lub księżnych, gdy w grę wchodziła inna kobieta – potencjalna druga żona, a nie można było otrzymać rozwodu. Celem było spłodzenie męskiego potomka lub pojęcie za żonę kobiety z lepszej rodziny, połączenie rodu z lepszym rodem.

W przypadku wątpliwości, co do prawdziwości oskarżeń o cudzołóstwo uciekano się do tzw. sądu Bożego, czyli np.jeśli osoba związana i wrzucona do wody nie utonęła – była uznawana za niewinną lub jeśli po włożeniu ręki do ognia, nie była poparzona – była również uniewinniana.

Dzisiaj nie karze się za zdradę małżeńską, ale trzeba pamietać, że zdradzający odpowie za nią przed Bogiem. Kary czyśćcowe lub piekielne są podobno o wiele cięższe niż te, które w swojej (czasami makabrycznej) fantazji potrafi "wymyślić" człowiek. Autorem i wykonawcą tych kar jest szatan, który daje najpierw pomysł co do zdrady, a potem co do kary.

Przez mój tekst nie chciałam powiedziec, że wszyscy zdradzają, myślę, że zdrady zdarzają się w mniejszej liczbie małżeństw. Mimo to zdarzają się i są sromotnym grzechem przeciwko Bogu, małżonkowi, dzieciom, społeczeństwu i w końcu obracaja się przeciwko samemu zdradzającemu.

krp/laura_kinga, Fronda.pl