W komentarzach pod tekstem na temat tego, czy głosowanie za dopuszczalnością metody in vitro powoduje zaciągnięcie ekskomuniki, dominuje klimat potępienia wypowiedzi ks. Franciszka Longchamps de Berier. Prawnik pozwolił sobie stwierdzić, że polityk, który zagłosuje za projektem zezwalającym na korzystanie z tej metody niekoniecznie zaciąga na siebie ekskomunikę. Ważne są bowiem okoliczności, w jakich podjął decyzję o takim, a nie innym oddaniu głosu.
Świat nie jest czarno-biały, chyba, że mówimy o tym przedstawionym w przedwojennych filmach. Ale i wtedy do parlamentu trafiały różne, często sprzeczne ze sobą projekty, dotyczące tych samych kwestii. Tak jest i teraz w przypadku ustawy bioetycznej.
Zwyczajem jest – i tak będzie zapewne także i w tym przypadku – że o kolejności rozpatrywania projektów ustaw decyduje to, jak daleko one idą. Wyobraźmy sobie więc sytuację, w której w kolejnych głosowaniach przepadają projekty zakazujące in vitro. Dochodzi do głosowania nad projektem Jarosława Gowina, który tę metodę dopuszcza, jednocześnie chroni poczęte ludzkie zarodki przed zamrożeniem. Poseł Iksiński, zastraszony przez rzekomych radykalnych zwolenników zasady „tak tak – nie nie”, głosuje przeciwko owej „zdradzie”. Wspólnie z SLD, jak i dużą częścią PO, PiS i PSL. Kolejnym projektem wziętym pod uwagę jest projekt posła Balickiego, dopuszczający in vitro niemal bez ograniczeń. I ten zostaje przyjęty – już nie głosem Iksińskiego, ale jego dotychczasowych „sprzymierzeńców”. Albo i nie zostaje przyjęty i nadal mamy sytuację, w której w zakresie in vitro wolno wszystko.
Czy rzeczywiście należy gorzej oceniać posła, który dla uratowania najlepszego z możliwych rozwiązań, głosował konsekwentnie za każdym kolejnym rozpatrywanym projektem, chroniącym w jakimś stopniu życie ludzkie, niż posła, który głosował przeciwko wszystkim projektom, ponieważ podoba mu się „wolna amerykanka” w zakresie sztucznego zapłodnienia? Czy faktycznie pierwszy wykluczył się z Kościoła, drugi zaś nie? Pozwolę się z tym nie zgodzić.
Jeśli zamiast buńczucznie gardłować przeciwko próbom ratowania choćby części z tych dzieci, które obecnie skazane są na śmierć, będziemy liczyli się z realiami, na słowa kapłana-prawnika będzie można spojrzeć o wiele bardziej przychylnie. Czytane ze zrozumieniem meandrów życia, a także w powiązaniu z poprzedzającymi je słowami abpa Hosera brzmią naprawdę przekonywująco.
Stefan Sękowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

