Chilijskie, a za nimi zachodnie media liberalne (a, jak wiemy z historii „Agaty” nie zawsze piszą one o takich sprawach prawdę) podają, że dziewczynka była od dwóch lat gwałcona przez ojczyma. Obecnie jest w 14. tygodniu ciąży i rzekomo chciałaby zabić swoje dziecko. Chilijskie prawo jest jednak w takich sprawach jednoznaczne i uznaje, że zabijanie nigdy nie jest prawem rodziców. I dlatego odmówiono jej aborcji. A część chilijskiej opinii publicznej zaczęła się z tego powodu oburzać, sugerując, że trzeba koniecznie zmienić prawo, tak by kobieta mogła zabić swoje dziecko.

Problem z tą aferą polega tylko na tym, że nie ma powodów, by dziecko stało się kolejną ofiarą obrzydliwego zboczeńca, jakim niewątpliwie był ojczym dziewczynki. To, że on zdecydował się na zbrodnię gwałtu nie usprawiedliwia zabicia dziecka, które niczemu nie jest winne. Nie jest usprawiedliwieniem dla zabicia także to, że – jak twierdzi część lekarzy – ciąża może być niebezpieczna dla dziewczynki – bowiem od tego jest medycyna, by próbowała pomóc obojgu, a nie od tego, by jedno z nich skazywała na śmierć. I warto o tym pamiętać, gdy jesteśmy bombardowani kolejnymi emocjonalnymi narracjami dotyczącymi aborcji w Chile. Sprawa nie stanie się przez to prostsza, ale pozwoli nam to uwolnić się od aborcyjnej propagandy, której jedynym celem jest usprawiedliwienie zabijania, a nie autentyczna troska o kobiety.

TPT/Wprost.pl/abcnews.go.com