Vini, Vidi, Vichy, czyli „collaboration horizontale” świata kultury - zdjęcie
04.04.13, 20:06Fot. Heinrich Hoffmann (1885–1957)/Bundesarchiv, Bild 183-H25217, CC-BY-SA/Wikipedia

Vini, Vidi, Vichy, czyli „collaboration horizontale” świata kultury

9

Collaboration – współpraca Państwa Francuskiego (État Français) z niemieckim okupantem, przypadająca na lata 1940-1944 – to modelowy, ponadczasowy przykład hańby narodowej, upadku moralnego i płatnej służalczości wobec zwycięzcy. Vichy stało się synonimem kolaboracji. Przybyłem (uciekając). Zobaczyłem. Służyłem – to kwintesencja „Vichy”.

Książki o tych „Czterech latach do usunięcia z naszej historii” – jak stwierdzili politycy i historycy francuscy – ukazują się w Polsce ze znacznym opóźnieniem, ale za to zaczynają układać się w całość przedstawiającą i komentującą upadek skorumpowanej III Republiki, realia tragifarsy rządów marszałka Philippe’a Pétaina i jego pseudomonarchii ze stolicą w uzdrowisku Vichy. Na podstawie faktów przedstawionych w owych publikacjach kolaborację świata francuskiej kultury można sklasyfikować jako jawną prostytucję, zarówno w aspekcie moralnym, jak i fizycznym.

Pierwsza ważna literacko i historycznie pozycja tycząca Vichy, dostępna w Polsce, to Szkice piórkiem Andrzeja Bobkowskiego – wydana w Paryżu w 1957 r., a w Warszawie dopiero w 2003 r.!

Trzy następne dzieła literatury faktu, przedstawiające historię Vichy, napisali Anglosasi osiadli od lat we Francji: Frederic Spotts Haniebny pokój (2010); Robert O. Paxton Francja Vichy (2011) i książka zamykająca ten tryptyk – A zabawa trwała w najlepsze Alana Ridinga (2012).

Dziennik Andrzeja Bobkowskiego, oprócz walorów literackich, jest cenny już przez sam fakt czasu i miejsca swego powstania. Spotykamy na jego stronach Francję Vichy schwytaną „na żywo”. Obszerny dziennik i trzy książki historyczne, których trudu powstania podjęli się „cudzoziemcy”, pracujący nad nimi po 10-15 lat, przynoszą czytelnikom kompendium wiedzy o Francji Vichy. Znamienne, że wszyscy czterej autorzy nie są Francuzami, a ich książki nie zostały przetłumaczone na język francuski.

Trzej Anglosasi, uznani pisarze, publicyści i wykładowcy historii – w odróżnieniu od Bobkowskiego – osobiście nie doświadczyli życia w okupowanej Francji i Paryżu. Ich dzieła zawierają wiedzę o Vichy przekazaną w ponad 450(!) źródłach i publikacjach, którą to wiedzę ja z kolei usiłuję zaprezentować na zaledwie kilku stronach tekstu. Oczywiście, że jest to niemożliwe – dlatego też sugeruję czytelnikom zainteresowanym tematem przejrzenie bibliografii zawartych we wspomnianych książkach, i po wybraniu interesujących pozycji, podążenie tropem wydarzeń i ich uczestników.

III Republika Francuska (1870-1940) nie upadła z dnia nadzień. Jej okres schyłkowy rozpoczął się już na przełomie 1915 i 1916 r. Rzeź całych roczników poborowych z lat 1880-1900 stała się wielopokoleniową traumą dla Francji. Do dziś I wojna światowa jest bardziej obecna w świadomości przeciętnego Francuza niż II wojna światowa. Francja nie podniosła się po hekatombie lat 1914-1918, dlatego Francuzi nie mieli ochoty na następną wojnę. Wszyscy francuscy politycy okresu po 1918 r. mogli jedynie tonować lub ukierunkowywać powszechną niechęć do kolejnej wojny. Stąd dziecinny pomysł budowy niebywale kosztownej linii umocnień André Maginota, stąd ustąpienie armii francuskiej z Nadrenii w 1936 r. przed zaledwie kilkoma niemieckimi batalionami, panika i żenujący strach III Republiki przed propozycjami marszałka Piłsudskiego wojny prewencyjnej z III Rzeszą, dyskutowanie nad wywiązaniem się ze zobowiązań wobec II RP w dniach 1-3 września 1939 r., czy cała ośmiomiesięczna farsa Dziwnej Wojny (drôle de guerre, Sitzenkrieg) z III Rzeszą.

III Republika z lat 1919-1940 ma wiele wspólnego z kondycją III RP 1989-2013. Analogie narzucają się same. Rozpasana korupcja gospodarcza i polityczna, fatalne zarządzanie armią, wzrastające niezadowolenie społeczne, polaryzacja sił skrajnej prawicy i fanatycznej lewicy, wielkie afery, takie jak upadek Serge Staviskyego w 1934 r., czy afera Amber Gold. Agresywna dominacja środowisk lewicowo-liberalnych w kulturze – La Rive Gauche w Paryżu i środowiska AGORY w Warszawie.

4 maja 1940 r. Wehrmacht atakuje, armie francuska i brytyjska fatalnie zorganizowane i dowodzone uciekają (to właśnie o głównodowodzącym gen. Maximie Weygandzie powiedziano sarkastyczne: „Vini, Vidi, Vichy”). 14 czerwca 1940 r. Wehrmacht wkracza bez jednego wystrzału do Paryża. Francuzi płaczą na chodnikach, Niemcy defilują paradnym krokiem Polami Elizejskimi. 22 czerwca zostaje zawarty haniebny rozejm.

W ciągu tych sześciu tygodni jedna czwarta narodu francuskiego opuściła w panice swoje domy, z tego połowa na nieodpowiedzialny apel premiera Paula Reynauda wygłoszony 12 czerwca! (analogia z apelem płk. Umiastowskiego z 6 września 1939 r.). 10 milionów uchodźców tarasowało wszystkie drogi, uciekając na południe i zachód, do Prowansji i w Pireneje. Z dwumilionowego Paryża uciekło 1 300 000 osób – wszyscy, którzy mieli pojazdy czy choćby rowery. Wróciła po morderczej tułaczce tylko część. Paryż w 1941 roku liczył około 1 200 000-1 300 000 mieszkańców.

Okupanci niemieccy nie rozpoczęli prześladowań takich jak w Polsce. Marszałek Pétain przejął legalnie władzę, poprosił o zawieszenie broni, zatrzymał 100 tys. Armię Rozejmową, flotę i marynarkę, strefę nieokupowaną, francuską walutę, sformował rząd w Vichy i rozpoczął współpracę z III Rzeszą – kolaborację.

Politycznym celem Niemiec było pozostawienie „francuskich dekoracji” okrywających niemieckie zagłębie gospodarcze i zbrojeniowe, w jakie błyskawicznie zmieniono obszar b. Republiki Francuskiej. Sztafaż, entourage i atrapy nawet celowo upiększono, a społeczeństwo francuskie wraz ze „światem kultury” bezmyślnie dało się nimi oczarować.

Od stu lat, do przełomu 1939 i 1940 r. PARYŻ był niekwestionowanym centrum Zachodniej Cywilizacji i światowej kultury. Wiek Rewolucji Technicznej zapoczątkowany około 1848 r. spowodował, iż Paryż „nie zasypiał nigdy”, a wielkie pieniądze spływały również do rąk artystów, powodując „eksplozję” wszelkich dziedzin sztuki. Nie było wówczas TV i radia, gier komputerowych itd., w „konsumpcji” sztuki trzeba było uczestniczyć realnie i „fizycznie” – stąd rozkwit teatru, Opery Paryskiej, operetki, kabaretów, wystaw, odczytów, domów mody. Mania kolekcjonowania obrazów, gromadzenia książek i kupowania czasopism. Wszystkie te produkty kultury właśnie w Paryżu były dostępne w nieprzebranej ilości i najwyższej „jakości”. Paryż promieniował na cały świat. Pisarz i czołowy ideolog „Collabos” Louis-Ferdinand Céline (autor Podróży do kresu nocy i Śmierci na kredyt) przyrównał upadek Paryża w 1940 r. do upadku Konstantynopola w 1453 r.

Upadek III Republiki i Paryża był nieodwołalnym i ostatecznym końcem prymatu Francji w świecie kultury i jej roli w całej Zachodniej Cywilizacji. Współcześni Francuzi starają się nie przyjmować tego do wiadomości, stąd kpiny z Londynu i nieskrywana wrogość wobec Nowego Jorku czy Los Angeles – miast, które przejęły prymat w światowej kulturze. Okres Vichy we Francji ciągle jest „zamiatany pod dywan”, zupełnie jak problem lustracji i dekomunizacji w Polsce. W 2008 r. prezydent V RF Nikolas Sarkozy oficjalnie zakomunikował narodowi: „Prawdziwa Francja nie była w Vichy: prawdziwa Francja nigdy nie kolaborowała”. I każdy Francuz podnosił dumnie czoło, widząc „w duchu”, że to fałsz i mit. Czym wypowiedzi prezydenta Sarokozy’ego o „honneur et glorie” Francji różnią się od wypowiedzi prezydenta Komorowskiego rozdającego Order Orła Białego na prawo i lewo, a szczególnie na lewo, i wygłaszającego przy tych okazjach komunały mijające się z prawdą historyczną?

Inny, nie mniej znany na świecie Francuz – filozof, pisarz, komunista i maoista J.P. Sartre w chwili szczerości, mówiąc o Vichy, wyznał: Wszystko co robiliśmy było dwuznaczne”. Już pod koniec lipca 1940 r. Édit Piaf „Wróbelek”, legendarna 65-letnia Mistinguett i olśniewająca Susy Solidor śpiewały dla niemieckich oficerów, a we wrześniu bożek tańca Serge Lifar wystąpił w ambasadzie niemieckiej na uroczystościach zwycięstwa (!) Wehrmachtu nad Francją. 22 sierpnia rozpoczął się jak co roku sezon w Comédie-Française, a 24 sierpnia podniosła kurtynę Opera Paryska! Wojna? 100 tys. poległych Francuzów? Okupacja? – owszem, ale to było przed wakacjami, teraz jest powrót z wakacji i zaczyna się sezon. Sezon zaczęty 22 sierpnia 1940 r. trwał nieprzerwanie aż do sierpnia 1944 r. – dla kolaborantów nie było nawet dnia przerwy.

W 1942 r. działało ponad 100 nowych kabaretów z pełnym programem, zatrudniających 3-4 tys. osób. Pierwszy raz od 150 lat nie było bezrobotnych artystów. Nie czekając aż skończy się uświęcona pora wakacji, już w lipcu 1940 r. ruszyły słynne w świecie domy publiczne „Le Sphinx”, „Le Schabanais” – sponsorowany od dziesięcioleci przez Edwarda VII, i zmieniony w modernistyczne działo sztuki „Le One-Two-Two”, gdzie wysokie szarże niemieckie świetnie bawiły się wraz ze stałymi gośćmi: Mauricem Chevalierem, Sachą Guitry czy klasykiem powieści kryminalnej Georgesem Simenonem, komikiem Fernandelem czy śpiewakiem tej klasy co Tino Rossi. Dreszczyku emocji dostarczało pojawianie się gestapowców w mundurach czy etatowych katów III Republiki – ówczesnych „celebrytów” panów: Pierre’a Bonny i Henry’ego Lafonta – nigdy nie zdejmujących białych rękawiczek.

Właściciel „Le One-Two-Two”, Fabienne Jamet, popularny w Paryżu jak dziś w Warszawie Kuba W., wyznał we wspomnieniach: „... w całym swoim życiu nie bawiłem się tak dobrze. Tak, to prawda, noce w czasie okupacji były fantastyczne”. Nic dodać, nic ująć. Paryż szalał, a ukoronowaniem kolaboracji i powrotu do „normalności” był sylwester w ambasadzie niemieckiej. Cały wielki świat przybył w komplecie. Kogo nie zaproszono – ten się nie liczył. Jedynie piosenkarka Josephine Baker zbojkotowała bankiet, i konsekwentnie też odmawiała występów, cierpiąc niedostatek.

Kolaborację prawicowych środowisk można uznać za logicznie zrozumiałą, dziwnie brzmią natomiast relacje świadków i uczestników zabaw goszystów z Lewego Brzegu Sekwany. „Cafe de Fler” i „Deux Magots„ pękały w szwach. Jean Paul Sartre, jego towarzyszka życia Simon de Beauvoir, Picasso, Albert Camus i setka znanych „nazwisk”, na których wymienianie nie ma tu miejsca, bawiło się codziennie. De Beauvoir – ikona współczesnego, walczącego feminizmu – wyznała: „Odzyskałam swoje dawne przeświadczenie, że życie jest i powinno być przyjemnością”. Szczyt zabaw lewicy, byłych i przyszłych członków FPK, przypadł na rok 1944 – wiosną odbyło się historyczne czytanie sztuki Picassa pt. Pożądania schwytane za ogon. Przyjście Amerykanów wszystko zepsuło – po prostu „zważyli wieczorek”.

W cztery lata nakręcono ponad 220 francuskich filmów, wystawiono ponad 400 nowych sztuk, rozkwitły „aryjskie” domy mody Dior, Balanciaga, Nina Ricci i oczywiście królowej sex-kolaboracji Coco Chanel. Setki dziennikarzy i twórców pracowały dla niemieckiego Radia Paris i Radia Vichy.

Radykalnie prawicowy pisarz i poeta Robert Brasillach stwierdził trafnie: „Niezależnie od swoich poglądów wszyscy Francuzi w tym czasie mniej lub więcej poszli do łóżka z Niemcami”. Na kilka dni przed wyzwoleniem Paryża J.P. Sartre wygłosił publiczny odczyt pt. Co to jest kolaboracja? – oczywiście w rozumieniu świata kultury. Według autorytetu światowej lewicy była to mieszanka: „masochizmu i homoseksualizmu” – wszechogarniające elity masochistyczne, samoupodlenie przed samczym, niemieckim najeźdźcą. Francja ulegająca męskim Niemcom itd., itp.

Wszystko to odbywało się za niemieckie pieniądze, a ściślej za 20 mln marek dziennie (ponad 100 mln franków – inflacja co kwartał inaczej „przeliczała” te 20 mln marek) kontrybucji płaconej Niemcom, a służącej do wykupu francuskich produktów rolnych, przemysłowych oraz do opłacania tysięcy kolaborantów z francuskiego świata kultury. Pomysł był genialny.

Z licznych pamiętników i wspomnień z czasów Vichy wynika, że przez całą okupację nikt nie spotkał jednego gaullisty. Dopiero 25 sierpnia 1944 r. wyszły ich na ulice setki tysięcy. Prawda jest bardziej przyziemna, po prostu wszyscy Francuzi nagle z kolaboracjonistów zmienili się w gaullistów. Nawet Sartre przystąpił do Resistance – 10 sierpnia 1944 r.

Po ukazaniu się książki Roberta O. Paxtona upadł mit de Gaulle’a i Resistance. Książki Frederica Spottsa i Allana Ridinga zszargały autorytet moralny pomnikowych postaci lewicy francuskiej.

Vichy trwało cztery lata. Co zostałoby z Francji i narodu francuskiego, gdyby wroga okupacja i kolaboracja trwały tak jak w Polsce przez 50 lat?

Niemcy, mając stałe źródło dotacji, szybko zinstytucjonalizowały kolaborację. Oprócz ambasady niemieckiej z wszechwładnym ambasadorem Otto Abetzem, powołali do życia Instytut Niemiecki oraz Propaganda Abteilung. Instytucje te finansowały całą francuską kulturę – od produkcji filmowych po kursy języka niemieckiego, w których brało udział do 16 tys. studentów rocznie. W sumie na garnuszku niemieckich instytucji znalazło się około 40-50 tys. przedstawicieli elit francuskich (analogia z działalnością Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, „wymiana kulturalna” z ZSRS i KLD).

Identyczne metody w obszarze kultury stosuje prawie od sześciu lat Platforma Obywatelska. Klientelizm środowisk twórczych, werbowanie do współpracy tysięcy przedstawicieli świata kultury poprzez płatną współpracę z agendami typu Polska Izba Książki, Narodowe Centrum Kultury, Polski Instytut Sztuki Filmowej, Narodowy Instytut Dziedzictwa, Narodowy Instytut Audiowizualny i inne, które mogą się pochwalić wielomilionowymi budżetami i setkami spragnionych bycia „przy korycie”, grzania się w ciepełku władzy, bycia po stronie rządzących!

Analogie nasuwają się po przeczytaniu niemal każdego rozdziału omawianych książek. Na przykład Kongres Pisarzy Europejskich zorganizowany przez ministra dr Goebbelsa w Weimarze w 1941 r. i Kongres Kultury Polskiej z 2012 r. zorganizowany pod auspicjami min. B. Zdrojewskiego we Wrocławiu („gwiazdą” Kongresu był prof. Z. Bauman).

Jedną z podstawowych cech działań praktycznych wobec świata kultury, stosowanych przez wszystkie reżimy totalitarne i demokratorskie (jak rządy PO i jej polityka kulturalna), jest wykorzystanie naiwności, łatwowierności i próżności artystów, by krok po kroku ich skorumpować, uzależnić finansowo, zmanipulować, a ich wypowiedzi i twórczość wykorzystać do swoich celów politycznych. Rządy PO to modelowy przykład stosowania takich właśnie metod.

Propaganda Abteilung zatrudniał na etatach w Paryżu 1 200 Niemców, szefem był mjr Heinz Schmidke. Z instytucją współpracowało 32 tys. Francuzów zwanych pogardliwie „mouches”. Do P.A. (Departamentu) napływało 1500 listów dziennie! Departament wydawał liczne dzienniki i periodyki, subsydiował bezpośrednio wydawnictwa i wszelkie inne działania kulturalne. W 1943 r. we Francji ukazało się 9348 tytułów książkowych, a w olbrzymim USA tylko 8320!

Instytut Niemiecki prowadzony przez Karla Eptinga zainstalował się w byłej ambasadzie Polski, w Hôtel de Sagan. Miał 56 filii, tysiące współpracowników. Bywali w nim wszyscy, którzy się liczyli – wydawcy, tacy jak Gallimard czy Grasset. Zaledwie sześciu czy siedmiu pisarzy francuskich odmówiło wydawania swoich książek w cenzurowanym i kontrolowanym przez Niemców obiegu wydawniczym. Znowu biblijne poszukiwanie dziesięciu sprawiedliwych w Sodomie!

Dzięki niemieckim zamówieniom niebywale rozkwitł rynek sztuki – malarze i rzeźbiarze osiadli w Paryżu nie nadążali z realizacją zamówień. Vlaminck i Van Dongen byli zapraszani do Berlina, gdzie chętne jeździli. Pablo Picasso w latach, 1940-1944, według katalogu Christiana Zervosa, namalował 1473 obrazów – jeden dziennie! Najdramatyczniejsze okupacyjne wspomnienie Mistrza? Opisał je Sabartés, przyjaciel Picassa. Na bulwarach niemiecki oficer ścigał Picassa, dogonił go i... zapytał: „Pan pozwoli? Proszę mi powiedzieć jakiej rasy jest pański pies?” – psem był chart afgański imieniem „Kazbek”.

W Paryżu działało siedemdziesiąt galerii, które nieustannie organizowały wystawy i ogłaszały się w prasie, a szczególnie w „Parizer Zeitung”. W latach okupacji galeria Drouat zlicytowała (sprzedała) dwa miliony(!) dzieł sztuki – masowe transakcje po kilka tysięcy pozycji. Większość dzieł pochodziła z konfiskat, kradzieży i aryzacji mienia. Czterech marszandów było uprzywilejowanych i prowadziło handel na wielką skalę, również ze Szwajcarią, całą okupowaną Europą i resztą świata. Jednym z czterech potentatów był osobisty Żyd marszałka Hermana Göringa – Allen Loebl. Marszandowi Martinowi Fabiani udowodniono, że głównym jego klientem była Agencja Rosnberga (Alfreda) (ERR). Loebl wyszedł z okupacji jako najbogatszy z wszystkich francuskich marszandów.

            Omawianie poszczególnych działów kultury i zachowań ich czołowych przedstawicieli zajęłoby wiele stron. Ograniczę się do przykładowych postaci, a typowych dla całego środowiska w swoich kolaboracyjnych zachowaniach. Pierwszy to Serge Lifar – urodzony w 1905 r. w Kijowie jako Sergiej Michajłowicz Serdkin (lub Lifarienko). Umknął cudem z ZSRS, a w 1923 r. przyłączył się do Ballets Russes Diagilewa. W 1925 podbija Paryż, tańcząc na białym pianinie w salonie Misi Sert (z domu Godebskiej, córki Cypriana). W wieku 35 lat został dyrektorem baletu Opery Paryskiej. W sierpniu(!) 1940 roku oprowadzał dr Goebbelsa po Operze. Rozpowszechniał też zmyślone szczegóły swojego rzekomego spotkania z Adolfem Hitlerem, co bardzo ułatwiło mu dalszą karierę i zaowocowało zaproszeniem do Berlina. Misia Sert zrelacjonowała fascynację Lifara Hitlerem: „Szef spodziewa się mnie wkrótce w Monachium”. „FRONDA” jest pismem katolickim, dlatego też przerwiemy dalsze wynurzenia tancerza. Po wojnie uciekł do Monaco, na dwór księcia Ludwika II – też kolaboranta. Występował w Balecie Monte Carlo. W 1956 r. gen. de Gaulle wybaczył mu wszystko. W epoce Gierka, Lifar był owacyjnie przyjmowany w Teatrze Wielkim w Warszawie.

Druga mityczna postać kultury francuskiej to Jean Cocteau. Wybuch wojny powitał okrzykiem: „Skąd ja teraz wezmę opium!”. Katalog wystawy poświęconej oficjalnemu rzeźbiarzowi III Rzeszy zatytułował: Hołd dla Brekera. Wielką łapankę Żydów we wrześniu 1942 r. skwitował w swoim dzienniku słowami: „Les juifs partent” – Żydzi wyjeżdżają. Cocteau jak wielu innych Francuzów był też zachwycony „Nową Europą” Hitlera. „Pan taki, a taki. Europejczyk (Dystrykt Francja!)”. Słowem Cocteau jako prekursor – euroentuzjasta Unii Europejskiej. W loży ambasadora Otto Abetza w Comédie-Française wypowiedział kilka zdań żywcem wyjętych z retoryki „Gazety Wyborczej”. „Ojczyzna to jest miejsce, gdzie ludzie natychmiast odnajdują się na tym samym poziomie intelektualnym”. Urocze – „Francja Otwarta”, „Rzeczpospolita otwarta” – „Europa Otwarta i Zjednoczona”. Wyzwolenie w 1944 r. bardzo go przygnębiło. Amerykanie mieli okropne mundury.

Szwajcar La Corbusier – czczony w Europie i Polsce jako najgenialniejszy architekt modernizmu i socrealizmu (blokowiska istnieją do dziś we wszystkich krajach demoludów) nachodził miesiącami ministrów Vichy i zanudzał swoimi projektami przebudowy Algieru i innych miast. Dobrze, że marszałek Pétain nie miał artystycznych fascynacji Führera!

W okupowanym Paryżu oprócz kilkudziesięciu popularnych barów geyowskich (polityczny liberalizm nazistów!), domów publicznych, działały też prawdziwe arystokratyczne salony. Najważniejszy i najbardziej wpływowy firmowała Florence Gould – trzecia żona Franka Goulda, syna amerykańskiego magnata kolejowego. Jej kochankami byli nawet oficerowie Abwehry. Przez salon przewijał się cały Wielki Paryż. Po wojnie chciano ją aresztować, ale amerykański paszport i dolary zrobiły swoje. W 1954 r. jawna kolaborantka, „ladacznica”, została nagrodzona przez USA tytułem Weteranki Wojen Zamorskich!, a w 1961 r. Francja nadała jej Legię Honorową (zaznaczam, że nie współpracowała w czasie okupacji z tajnymi służbami Aliantów!).

W sierpni 1944 r. Francuzi musieli odreagować swoje samoupodlenie, hańbę, głód i strach, zrzucając winę za kolaborację na INNYCH, na biednych i bezbronnych, na zwykłych cieciów, tanie dziwki i nielubianych sąsiadów. W doraźnych, dzikich egzekucjach stracono 8-9 tys. kolaborantów. Karano drastycznie nawet za „collaboration horizontale”, czyli za sypianie z Niemcami, za „pozycję horyzontalną” z wrogiem. Eufemizmy francuskie są nie do przebicia. Oczywiście ani Misttinget, ani Coco Chanel, ani Florence Gould kara nie spotkała, tak samo jak setek przedstawicieli francuskiego świata kultury za „sypianie z wrogiem” w przenośni i często dosłownie. W miesiącach późniejszych po 1944 r. sądy (w całości składające się z sędziów i prokuratorów Vichy – kolejna analogia z brakiem dekomunizacji sądownictwa III RP) aresztowały 124 613 osób, 6760 skazano na śmierć, a wykonano zaledwie 767 wyroków (sama Milice Française – oprawcy gorsi od SS – liczyła około 30 000 żołdaków i wszyscy powinni ponieść karę).

Świat kultury z taką samą łatwością przeszedł ze scenicznego patriotyzmu III Republiki do gorliwej kolaboracji z Niemcami, jak i w powitał gen. de Gaulle’a. Pisarz Jane Galtier-Boissiere spotkał na bulwarach jednego z braci Leperche – znanych kolaborantów: „JG-B: A pański brat? L: Amédée? On? On jest teraz gaullistą – a nawet zwolennikiem komunizmu”.

W 1957 r. Vichy miało swoje małe „życie po życiu” – do Paryża powrócił hitlerowski generał i okupant Francji Hans Speidel (1897-1984), który objął dowództwo lądowych sił NATO. Ciekawe, czy w salonie Florence Gould, Coco Chanel, Gallimard, Jean Cocteau i Lifar wspominali razem stare dobre czasy „colaboration horizontale”?

Remigiusz Włast-Matuszak

Tekst pochodzi z najnowszego numeru kwartalnika FRONDA nr. 66

 

Komentarze (9):

anonim2013.04.4 17:19
długi, ale ważny tekst
anonim2013.04.4 22:16
Świetny artykuł. Od siebie dodam drobny szczegół: słynna aktorka Arletty, niezapomniana Garance z filmu Marcela Carné "Les Enfants du Paradise", w czasie procesu o zbyt bliskie kontakty z niemieckimi oficerami powiedziała: „Moje serce jest francuskie, ale pupa międzynarodowa”. Była kochanką oficera SS.
anonim2013.04.4 22:18
mocne, trafne analogie
anonim2013.04.4 22:26
Świetny artykuł. Analogie godne pozazdroszczenia. Nasze rodzime lewactwo będzie się zapluwać z wściekłości. Dziękuję :)
anonim2013.04.5 0:28
Co za beznadziejny, niehistoryczny artykuł. Kto tworzył Vichy? Odpowiadają źródła : Vichy sought an anti-modern counter-revolution. The Right in France, with strength in the aristocracy and among Catholics, had never accepted the republican traditions of the French Revolution. It demanded a return to traditional lines culture and religion and embraced authoritarianism while dismissing democracy.[4] The Communist element, strongest in labour unions, turned against the regime in June 1941, when Germany invaded the Soviet Union. Vichy was intensely anti-Communist and generally pro-Nazi; Payne finds that it, "was distinctly rightist and authoritarian but never fascist."[5] Paxton analyzes the entire range of Vichy supporters, from reactionaries to moderate liberal modernizers, and concludes that genuine fascist elements had but minor roles in most sectors.[6] The regime tried to assert its legitimacy by symbolically connecting itself to the Gallo-Roman period of France's history, and celebrated the Gaul chieftain Vercingetorix as the "founder" of the nation.[7] it was maintained that as the defeat of the Gauls in the Battle of Alesia had been the moment in French history when a sense of common nationhood was born, the defeat of 1940 would again unify the nation.[7] The regime's "Francisque" insignia featured two symbols from the Gallic period: the baton and the double-headed hatchet (labrys) arranged so as to resemble the fasces, symbol of the Italian Fascists.[7]
anonim2013.04.5 8:51
Jest jeszcze jedna analogia - współpraca z kościołem . Pius XII błogosławiąc Marszałka zapewniał francuskiego ambasadora w Watykanie iż będzie popierał dzieło moralnego odrodzenia Francji. Kardynał Lionu Pierre Marie Gerlier powiedział "W jednym z najtragiczniejszych momentów naszej historii Opatrzność podarowała nam wodza wokół którego skupiliśmy się szczęśliwi i dumni Prosimy Boga aby pobłogosławił naszego Marszałka i uznał nas za jego współbojowników. Kościół nadal ufa Marszałkowi darzy go pełnym miłości szacunkiem"
anonim2013.04.5 19:35
Tylko uprasza się o korektę tytułu oraz cytatu w tekście. Powinno być vEni vidi... to trawestacja Cezara, a konkretnie jego sprawozdania z wyprawy do Galii które złozył w trzech słowach veni vidi vici. Stąd Kaczmarski śpiewał, że "..., a Juliusz Cezar ćwiczy lapidarność stylu"
anonim2013.04.6 11:29
Stylistyka, którą wprowadził Coubusier była zupełnie inna od tego co preferował Hitler. Tak gwoli ścisłości. A blokowiska w bloku wschodnim były wypaczeniem idei Coubusiera.
anonim2013.04.7 9:00
Nie mam czasu na czytanie artykułu, więc nie wiem czy mój komentarz jest w 100% adekwatny. Prawda jest taka, że rządy Vichy dla katolików były lepsze niż zarówno zdegenerowane rządy przedwojenne jak i to, co się działo po "wyzwoleniu". Za kompromitację Francji w '40 odpowiadają ówcześni rządzący, Petain próbował ratować ile można. Szczytem kuriozum jest dla mnie zdanie: "Vichy trwało cztery lata. Co zostałoby z Francji i narodu francuskiego, gdyby wroga okupacja i kolaboracja trwały tak jak w Polsce przez 50 lat?" A co do cholery zostało z Francji bez "wrogiej okupacji" po 70 latach? Puste kościoły, demoralizacja i mnożąca się w króliczym tempie populacja muzułmanów. Pięknie, chwalić wyzwolicieli z Ameryki!