Nie chciałem już komentować kolejnych ostatnich słów Wojciecha Jaruzelskiego. Gdy człowiekiem umiera lepiej się za niego pomodlić, by choćby w ostatnim momencie zwrócił się do Tego, który może go uratować. Ale są granice, których przekraczania nie można tolerować. Taką granicą jest uprawianie, pod płaszczykiem przeprosin, komunistycznej propagandy. Oczywiście można docenić fakt, że z ust Jaruzelskiego pada słowo „przepraszam”, ale trudno nie uznać, że w istocie jest ono fałszywe. Wcześniej bowiem znajdujemy uzasadnienie, dlaczego stan wojenny musiał być wprowadzony.
Ale mniejsza już o oświadczenie. Jaruzelski ostatecznie pokazał nim, że nawet nadchodząca śmierć nie jest w stanie wyzwolić go z sieci kłamstwa. Szkoda, ale nie w naszych już rękach jest to zmienić. O wiele istotniejsze jest, co innego. To, że Jaruzelski może wciąż opowiadać swoje farmazony; że nigdy nie został skazany (choćby symbolicznie) za zniewalanie narodu, za wprowadzenie stanu wojennego, za zabijanie Polaków, za ekscesy antysemickie w wojsku, za zdradę Polski; że nie odsiedział choćby jednego dnia w więzieniu (a wcześniej był zdrowy i nie było powodów, by tam nie trafił); i wreszcie, że nie został zdegradowany – jest miarą porażki III RP.
W państwie sprawiedliwym, takim, dla którego patriotyzm, prawda, moralność mają znaczenie Wojciech Jaruzelski byłby w zupełnie innym miejscu. Może teraz już na wolności, ale na pewno nie w wygodnej willi, i nie z ogromną pensją. Media nie ścigałyby się, by uzyskać od niego wywiad, a wydawcy zaś zajmowaliby się wydawaniem pamiętników i publikowaniem oświadczeń jego ofiar, a nie jego samego. Zdrada zostałaby określona zdradą, a zło złem. Niestety nigdy tak się nie stało. Odpowiedzialność została rozmyta, a kłamstwa Jaruzelskiego uznane za prawdę. I na tych kłamstwach zbudowano III RP: z prezydentami Jaruzelskim i Kwaśniewskim.
Paradoksalnie jest to też szkoda dla samego Jaruzelskiego. Tabuny chwalców, obrońców uniemożliwiły mu rozliczenie się z własną przeszłością, stanięcie w prawdzie wobec tego, co zrobił. O wiele prościej byłoby mu to zrobić, gdyby został osądzony i skazany, gdyby zamiast mów obrończych serwowano w mediach jasne mowy oskarżycielskie. Czy Jaruzelski by z nich skorzystał? Czy przeprosiłby na poważnie? Nie wiadomo, ale byłoby to o wiele bardziej prawdopodobne.

