Joanna Kluzik-Rostkowska zawsze uchodziła za skrajne, lewe skrzydło PiS. Opowiadała się nie tylko za refundacją zapłodnienia in vitro, ale nawet za przyznaniem parom homoseksualnym uprawnień par małżeńskich; zdecydowanie i jednoznacznie sprzeciwiała się także jakimkolwiek zmianom na lepsze w ustawie chroniącej życie ludzkie. To jednak, co w szerokiej (gdy jeszcze PiS taką partią był), wieloskrzydłowej partii mogło być uznawane za ekstrawagancję jednej posłanki (wprawdzie bardzo wpływowej, bo będącej nie tylko szefową sztabu Jarosława Kaczyńskiego, czy wcześniej istotnym ministrem w jego gabinecie), w nowym ugrupowaniu będzie poglądami liderki…

Zabijać? Czemu nie!

I tak trzeba mieć świadomość, że Joanna Kluzik-Rostkowska nie tylko głosowała za odrzuceniem projektu posłanki Wargockiej, który zakładał kary za przeprowadzanie procedury in vitro, ale także publicznie i to wielokrotnie opowiadała się za refundacją tej procedury. To zaś oznacza, ni mniej ni więcej, tylko tyle, że chce ona, by z podatków ludzi przeciwnych selekcji eugenicznej czy likwidacji ludzi, przeprowadzano tego typu działania. – O refundacji in vitro mówi lewica i ja. Ja od początku mojej obecności w polityce mówiłam: jestem zwolenniczką in vitro. Dostawałam od czasu do czasu za to po głowie – chwaliła się w Radiu TOK FM, jeszcze jako szefowa sztabu Jarosława Kaczyńskiego, Kluzik-Rostkowska. A nieco wcześniej, gdy Ewa Kopacz zapowiedziała, że zajmie się refundacją, posłanka PiS mówiła: „Niezwykle mnie to cieszy. Ewa Kopacz potwierdza, że jest twardą kobietą”.

Kluzik-Rostkowska opowiadała się również za przyznaniem parom homoseksualnym części uprawnień par małżeńskich. - Wracając do związków partnerskich - jestem przekonana, że pewne rzeczy powinny być uregulowane... Na przykład kwestia dostępu do szpitala i opieki lekarskiej, wtedy, kiedy jeden z partnerów jest chory. Kwestie związane z dziedziczeniem - i to dotyczy zarówno związków homoseksualnych, jak i konkubinatów - bo przecież to w Polsce jest również nieuregulowane i powoduje kłopoty, a czasem bardzo poważne dramaty. Ale jak to zrobić, jak znaleźć poparcie polityczne, powiem szczerze - nie wiem. I mam takie przeświadczenie, że to będzie strasznie trudne – mówiła Joanna Kluzik-Rostkowska w czasie spotkania w „Gazecie Wyborczej”.

Ale dobrze szukając da się znaleźć jeszcze ostrzejsze wypowiedzi Joanny Kluzik-Rostkowskiej. W kwestii aborcji zazwyczaj wypowiadała się ona za tzw. kompromisem, czyli zachowaniem obecnie obowiązującego prawa. Ale w czasie dyskusji nad filmem „Podziemne państwo kobiet” pani poseł poszła zdecydowanie dalej. „Gdybyśmy już mieli edukację, środki antykoncepcyjne, dostęp do ginekologa, do psychologa, a i tak jakaś osoba bądź para decydowałaby się na aborcję, to wtedy - zgadzam się - należałoby uszanować tę decyzję. Każdy człowiek ma wolny wybór i państwo nie powinno decydować. Po spełnieniu tych warunków nie byłabym przeciwna liberalizacji ustawy. Nie wiem, czy byłabym w stanie zagłosować za, ale pewnie bym się wstrzymała. Oczywiście aborcje będą bez względu na to, czy będą legalne, czy nie. Ale trzeba dać szansę do nich nie dopuścić poprzez te wszystkie elementy” – mówiła Kluzik-Rostkowska…

Partia Lecha Kaczyńskiego

I niestety taki możliwy kierunek polityczny nowego ugrupowania mogą sugerować także wypowiedzi innych, promowanych na jej przyszłych członków, polityków. Jan Ołdakowski, który od kilku dni występuje w mediach, podkreśla, że Lechowi Kaczyńskiemu nie podobałby się kierunek, w jakim zmierza Prawo i Sprawiedliwość, a Marek A. Cichocki zaznacza, że PiS nie jest, i nigdy nie był, partią Lecha Kaczyńskiego. I choć obaj nie mówią o kwestiach światopoglądowych, to trzeba mieć świadomość (przy zachowaniu pełnego szacunku dla zmarłych), że w kwestiach moralnych Lechowi Kaczyńskiemu zdecydowanie bliżej było do Joanny Kluzik-Rostkowskiej, niż do Marka Jurka czy chrześcijańskich konserwatystów.

To działania nieżyjącego już Lecha Kaczyńskiego (przy znaczącym udziale także Jarosława Kaczyńskiego) doprowadziły do storpedowania projektu takiej zmiany polskiej konstytucji, by lepiej chroniła ona życie. Prezydent, o czym przypominał choćby Piotr Zaremba, nie głosował też w ogóle, gdy polski parlament uchwalał ustawę, która miała lepiej chronić życie. A nie głosował, by nie robić PC problemu swoim sprzeciwem wobec zmian na lepsze. Podobne sugestie pojawiły się także w ustach polityków (nieżyjących, więc będę o tym pisał ostrożniej) kancelarii prezydenta, komentujących projekt konstytucji Prawa i Sprawiedliwości. PiS zgłosił wówczas projekt, w którym znajdował się zapis o tym, że Polska chroni życie ludzkie od momentu poczęcia do naturalnej śmierci. Aleksander Szczygło przekonywał zaś wówczas, a wtórował mu Paweł Wypych, że – zdaniem prezydenta – zapis ten jest niedobry, bowiem „jest sprzeczny z obowiązującą ustawą antyaborcyjną”.

Ludzie prezydenta (a także jego śp. Małżonka) także wypowiadali się za dostępnością in vitro (prezydent nieoficjalnie robił to również, w oficjalnych wypowiedziach unikał tego jednak, jak potrafił). Muzealnicy zaś (a dokładniej ich część) głosowali zaś na przykład za odrzuceniem, i to już w pierwszym czytaniu, projektu inicjatywy Contra In Vitro. W rozmowach prywatnych tłumaczyli później, że powodem była niespójność prawna tego projektu. Nie wyjaśniało to jednak przyczyn, dla których zamiast skierować projekt do komisji, i tam go poprawić, od razu go odrzucili.

Ostrożnie z „polską Angelą Merkel”

Wszystkie te elementy skłaniają do ostrożności w postrzeganiu nowej partii (pomijając już fakt, że wciąż jej nie ma, a są jedynie zapowiedzi). Sympatyczne, piarowskie zabiegi, kapelusze i ewentualna sympatia mediów nie powinny przesłaniać bowiem poglądów w kwestiach dla chrześcijan najistotniejszych. Poglądów, które są o niebo ważniejsze od m.in. nadziei na przełamanie impasu wyborczego czy niechęci (często uzasadnionej) do klasy politycznej.

Tomasz P. Terlikowski

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »