Powodem ma być rzekome naruszenie dóbr osobistych szpitala, które miałoby polegać na tym, że podała do publicznej wiadomości sam fakt mordowania dzieci.
Ponadto Dyrekcja Szpitala odmawia komukolwiek prawa do podważania moralnej strony ich działalności. Motorem działania jest dla nich sam fakt, że zabijanie chorych dzieci jest w Polsce legalne. Zapominają chyba, że podobnie tłumaczyli się zwyrodnialcy Hitlerowscy w Norymberdze - oni tylko wykonywali prawo.
Prawda, której Dyrekcja Szpitala Pro-familia nie chce widzieć jest taka, że to oni sami zapracowali sobie na złą sławę placówki. Ludzie nie chcą się leczyć w miejscach, gdzie innych pacjentów się zabija. Nie będą też ufać tym, którzy chcą karać innych za ujawnienie swoich "ciemnych spraw".
Fundacja Pro-prawo do życia ujawniała fakt zabijania chorych dzieci już w wielu szpitalach. Takie informacje są powszechnie dostępne, bo każdy może wnioskować do szpitala o udostępnienie informacji publicznej. Tak długo, jak dzieci są zabijane za pieniądze podatników, mamy prawo o tym wiedzieć. Jeśli więc jakiejś placówce jest nie w smak to, że ujawniamy to, jak się zabija, ile dzieci poniosło śmierć czy procedurę "odstąpienia od reanimacji", gdy dziecko jakimś trafem jeszcze żyje po aborcji, to proponujemy przestać zabijać dzieci. Wówczas i szpital nie traci dobrego imienia i dzieci nie tracą życia.
TPT/Stopaborcji.pl
