- Dla nas to dzień wolny od zajęć, dzień, w którym łatwiej możemy się zorganizować. Może i dla katolików to ważne święto, a dla nas to moment, w którym mamy możliwość poinformowania o problemie, który jest niezwykle istotny, wokół którego panuje zmowa milczenia, czyli o pedofilii wśród księży – tłumaczy powód happeningu Maciej Psychem Smykowski ze Stowarzyszenia Ateistycznego Śląsk. I można by mu nawet uwierzyć, gdyby nie pewien drobiazg. Otóż, gdyby Smykowski rzeczywiście interesował się problemem pedofilii, to wiedziałby, że o wiele więcej dzieci jest wykorzystywanych przez nauczycieli, niż przez księży (może zatem happening w Dzień Nauczyciela)... Gdyby zaś chwilę pomyślał, to zrozumiałby, że prowokowanie katolików w dniu jednego z najważniejszych ich świąt nie jest metodą na załatwienie sprawy (bo każdy przypadek pedofilii jest zbrodnią), ale na to, by uznać ją za wymysł ateistów.

 

Prawda jest jednak taka, że nie o problem i nie o dzieci tu chodzi, a o to, by zdenerwować katolików, i by obrzydzić Kościół. Gdy nie jest się w stanie udowodnić, że Bóg nie istnieje, sięga się po metody sprawdzone przez komunistów. Obrzydza się Kościół. Tyle, że to w istocie pokazuje, że nie ma się argumentów, a dodatkowo, że nie jest się ateistą, ale człowiekiem, który owładnięty jest wrogością do Kościoła, wierzącym na odwrót, kimś, kto uznał się nie tyle za człowieka niewierzącego, ile za osobistego wroga Kościoła i Boga. W Boże Ciało warto się za tych – pożal się Boże – ateistów pomodlić.

 

TPT/Dziennik Zachodni