Sex, drugs, disco polo - zdjęcie
30.09.11, 22:45

Sex, drugs, disco polo

40

 

Ewolucja

 

Były sobie lata 90. Choć w mediach królowały reklamy proszków do prania w stylu „Ojciec, prać?”, Telewizja Polska prezentowała całkiem ciekawe programy. Np. dla miłośników dobrego humoru w weekendowe popołudnia transmitowano kultowy „Za chwilę dalszy ciąg programu”, a przerwy między audycjami wypełniały piosenki gwiazd rocka…

 

Inaczej było tylko na antenie Polsatu. Szczególne w niedzielne popołudnia. Stworzono kącik dla ludzi, którzy próbowali zaistnieć w świecie muzyki, bez tworzenia skomplikowanych kompozycji i wytrawnej liryki. Początkowo disco polo było tylko nowoczesną wersją biesiadnych piosenek. Idealnie trafiało w klimat polskiej wsi sielskiej, anielskiej. Program „Disco Relax” w którym były prezentowane piosenki artystów-amatorów cieszył się wysoką oglądalnością. Całe rodziny, po powrocie z kościoła, przy niedzielnym obiedzie podziwiały gwiazdy pokroju Bayer Full, Akcentu, Boysów, Shazzy czy Milano.

 

Muzyka zaczęła wykraczać poza getto. W swoich kampaniach wyborczych, wykorzystywali ją – niezależnie od poglądów – politycy. Najbardziej znanym przykładem jest piosenka „Ole, Olek!” zespołu Top One, która towarzyszyła zwycięskiej kampanii Aleksandra Kwaśniewskiego.

/
Z czasem, złoty interes w działaniu na scenie disco polo dostrzegli popularni artyści z "głównego nurtu", którym ciężko było się odnaleźć w rzeczywistości lat 90. I tak na listę przebojów programu „Disco Relax” trafili Krzysztof Krawczyk, Janusz Laskowski czy Bohdan Smoleń. Chyba tylko Krawczykowi, dzięki współpracy z Goranem Bregovicem, udało się wrócić na szczyt. Niekoniecznie złoty, bo twórcy disco polo nie narzekali na niedostatek, również długo po tym, jak radio i telewizja zaprzestały prezentowania ich twórczości. Wiele czołowych zespołów l. 90. gra do dziś. Wystarczy wymienić choćby Bayer Full, Akcent czy Boys. Ten pierwszy sprzedał kilkanaście milionów płyt. Dlatego narodziły się plotki o niesamowitym bogactwie lidera grupy – Sławomira Świerzyńskiego (działacza PSL), które sam zainteresowany z uśmiechem dementuje.

 

Pod koniec lat 90. zainteresowanie muzyką disco polo, jako czymś powszechnie uznawanym za obciachowe, słabło. Większą popularnością zaczęły cieszyć się zespoły popowe czy pop-rockowe (jak choćby kiczowate Ich Troje), a nawet spod znaku hip hop-u. Tym ostatnim (np. Jeden Osiem L) szybko przypisano łatkę „hip hopolo”. Potrafiły jednak zebrać pokaźne grono słuchaczy, którzy wynieśli je na szczyty popularności. I tak wyżelowani chłopcy, którzy świetnie bawili się wiejskich dyskotekach przy „Jesteś szalona”, teraz kiwali głowami w rytm „Jak zapomnieć?”.

/
Stosunkowo wcześnie ewolucję muzyki popularnej w stronę kiczu zauważył trójmiejski muzyk Ryszard „Tymon” Tymański. Ucieleśnieniem frustracji stała się płyta zespołu Kury „P.O.L.O.V.I.R.U.S.”. To tam, po raz pierwszy bezlitośnie zostały wyśmiane wszelkie „narodowe obciachy”, właściwie dotyczące nie tyle samego disco polo, co tandety, która zaczęła dominować w mediach „głównego nurtu”. Na „polski dance” czas przyszedł później… W 2004 r. do kin trafił film Wojciecha Smarzowskiego „Wesele” do którego muzykę stworzył właśnie Tymański. Płyta jego nowej kapeli Tymon & Transistors, ze ścieżką dźwiękową do filmu, była kontynuacją kultowego krążka „P.O.L.O.V.I.RU.S.”. Tym razem na celowniku Tymona znalazło się głównie disco polo. Tymański wyśmiał wszystkie sprośne, biesiadne, weselne przyśpiewki (często w klimacie l. 90.), a na listach przebojów zagościł „Biały miś” w jego aranżacji. Groteskowe wspomnienie o latach dominacji tego gatunku, odniosło jednak zupełnie inny efekt od tego, jaki zamierzał osiągnąć twórca yassu. Tymański, całkiem nieświadomie, obudził demony przeszłości. I tak, po „Białym misiu” (którego cover znaczna część laików wzięła na serio), „na salony” znów zapraszano przyblaknięte gwiazdki disco polo.

 

Tym sposobem już w pierwszym dziesięcioleciu XXI w. na uroczystej gali 15-lecia Polsatu grał zespół Boys. O Bayer Full nie zapomniała Telewizja Publiczna, która na antenie telewizyjnej Dwójki w programie „Szansa na sukces” gościła Świerzyńskiego i spółkę. Nie zabrakło również miejsca dla disco polo w prime time. I tak w głównym wydaniu „Wiadomości” na TVP 1 mieliśmy cały materiał o powrocie disco polo. Zespoły, które nie odcinały się od swojej przeszłości, opowiadały o tym, w jak dochodowej branży działają, mimo braku dostępu do mediów. W materiale nie pojawiła się tylko „królowa disco polo” – Shazza, która nie chciała być kojarzona z „obciachem”. I chyba źle zrobiła, bo działalność na scenie pop niewiele jej dała. Dla słuchaczy i krytyki zawsze pozostanie panią z polsatowskiego programu…

 

Obciach wkracza na salony

 

Wspomniane zaproszenia nie wzięły się z niczego. Pojawienie się portalów typu You Tube czy Wrzuta, walnie przyczyniło się do popularyzacji przykurzonych płyt. Mało wymagający słuchacze, dobierając muzykę na imprezy, często decydowali się właśnie na disco polo, które przecież i tak od lat wiodło prym w czasie weselnych zabaw. Właściciele mniejszych stacji telewizyjnych, dostrzegli zapotrzebowanie na tego typu „dobra kultury” i tym sposobem, na platformach cyfrowych bądź sieciach kablowych pojawiły się programy, prezentujące tylko i wyłącznie muzykę disco-polo, czy jak kto woli „polski dance”. Od 2010 r. również na kanale VIVA Polska w każdą niedzielę emitowany jest blok o wiele mówiącej nazwie „Disco ponad wszystko”, cieszący się niezwykłą popularnością.

 

Propagatorzy disco polo poszli za ciosem i już w 2011 roku uruchomili kanał telewizyjny, poświęcony w całości tej muzyce – Polo TV. Nieco więcej pluralizmu jest na kanale TV. Disco, który wystartował kilka dni temu. Na antenie prezentowana jest muzyka dyskotekowa z l. 70, 80 i 90 i oczywiście disco polo, które wraca pod starym, sprawdzonym szyldem „Disco Relaks”.

 

Tym razem, moda na disco polo czy mało wyrafinowany pop, dotknęła nie tylko środowisk wiejskich. „Polski dance” znalazł zwolenników również wśród młodych, wykształconych, z wielkich miast – również studentów, z czym nie kryją się propagatorzy gatunku. To tylko jeden z elementów zjawiska, nazywanego przez niektórych „upadkiem elity”

/
- Zmienił się obraz studenta. W latach dziewięćdziesiątych znaczna cześć studentów rozpoczynała naukę, aby rozwijać swoje zainteresowania. Studiowanie było często przedłużeniem hobby. Zaliczanie egzaminów przychodziło więc z łatwością, a wolny czas można było poświęcać na rozwój kulturalny. Oczywiście nie idealizuję tamtych czasów, ponieważ dla części studiujących kultura sprowadzała się do wypicia kilku piw w pubie. W każdym razie na studiowanie, szczególnie dzienne, mogła sobie pozwolić tylko część abiturientów - studia były więc traktowane jako coś elitarnego, szczególnie jeśli uczyło się na renomowanej uczelni. Z czasem wzrastać zaczął poziom skolaryzacji, a wraz z nim studia powszedniały - zatracał się całkowicie etos studiowania. Ponadto, co zresztą w warunkach rynkowych zrozumiałe, studenci zaczęli pragmatycznie podchodzić do oferty kształcenia wybierając studia które mogą dać pracę, a nie być przedłużeniem zainteresowań. Zazwyczaj w takiej sytuacji więcej czasu poświęca się na zdobywanie wiedzy, a mniej na swój rozwój kulturalny – mówi dr Patryk Tomaszewski, pełnomocnik rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika ds. kultury studenckiej.


 - Należy również pamiętać, że koniec lat 90 - tych to spadek zainteresowania muzyką bardziej wymagającą. Widoczne jest to choćby na przykładzie subkultur - nie znajdziemy już chyba wśród studentów tzw. depeszowców - słuchaczy Depeche Mode, czy decurowców - słuchaczy The Cure. Studenci przejawiają te same gusta muzyczne, co reszta społeczeństwa, a więc przede wszystkim interesująca jest dla nich muzyka łatwa i przyjemna: pop w wydaniu Dody czy pop rock w wydaniu Feela, itp... Gusty muzyczne studentów są moim zdaniem odzwierciedleniem kultury masowej - tego czym żyje świat cele brytów. Jeżeli weźmiemy pod uwagę zatracenie poczucia elitarności wśród studentów, widzimy masę młodych ludzi, którzy nie odróżniają się od reszty społeczeństwa. Oczywiście ten obraz jest trochę przejaskrawiony, bywają postawy odmienne, ale jeśli mowa o kulturze studenckiej - jeśli istnieje, bo wielu badaczy twierdzi, że obecnie nie - to raczej występują jako margines, poza głównym obiegiem – twierdzi Tomaszewski

 

Dzieci disco-polo

 

Pisząc ten artykuł, nie spodziewałem się z jaką łatwością przyjdzie mi znaleźć rozmówców, którzy opowiedzą o swojej ulubionej muzyce. Jak się okazało, jej popularność jest rzeczywiście bardzo duża, a słuchaczy powinno określać się mianem „wyznawców”, dla których treści piosenek (imprezki, miłość, seks, zabawa) są życiowym drogowskazem. Najchętniej o swoim życiu opowiadają młode kobiety. Dlatego bohaterkami tego tekstu są uczennice szkół średnich: Ania, „Pamela” i Paulina (imiona zostały zmienione – przyp. red.).

/
Ania słynie z tego, że jest nieśmiałą, skromną dziewczyną, jednak na zabawach „zupełnie traci głowę”, a raczej - jak mówi jej koleżanka - „daje d***y jak każda”. Wszystko przy akompaniamencie disco polo. Ma 18 lat, jej siostra 16. Pochodzą z rodziny rolniczej, chodzą do kościoła, sprawiają dobre wrażenie, ale sobotnia impreza całkowicie je odmienia. Wśród rówieśniczek uchodzą za wyobrażenie typowej „wieśniary”. Prostej, wymalowanej „dziołchy” ze wsi. Ich sytuacja rodzinna nie jest ciekawa. Rodzice są po rozwodzie, ojciec siedział nawet we więzieniu, bo nie płacił alimentów. Młodsza z sióstr nie grzeszy urodą. Niewysoka, zalicza się do tych bardziej „puszystych”. Ma jednak zamiłowanie do rytmów spod znaku disco polo przy których, jak starsza siostra, zapomina o całym świecie. To właśnie w czasie takich ludowych bachanaliów, zasłynęła wśród nastoletniej gawiedzi seksem z kilkoma chłopakami naraz. Muza, alkohol i „miejscówa” za remizą – mocne wrażenia wpisują się w pamięć. Nie potrzeba do tego używek, wystarczy sam „klimat”. To dla nich jedyny sposób na życie i ucieczka od szarej rzeczywistości. Jak mówi znajoma Anki, „sobotnia dyskoteka to miejsce, gdzie budzą się zwierzęce instynkty”. Na imprezę siostry zawozi chłopak Ani. Są ze sobą„we wiadomym celu”. Nie musiałem nawet dopytywać w jakim. - Nigdy nie zabrałbym dziewczyny w takie miejsce. Odpowiada mu to? – pytam. – To totalne zezwięrzecenie. Czy ktoś tu myśli w jakichś „wyższych kategoriach”? – odpowiada mi jej rówieśniczka.

 

Pomimo tego, siostry nie uchodzą w swoim środowisku za najgorsze „blachary”. Nie wychodzą poza „średnią”. Są uznawane za szare myszki z „wiochy”, które - po nasłuchaniu się pikantnych piosenek disco polo - szaleją na sobotnich imprezkach. Chcą być jak wszyscy.

 

Podobnie jest z „Pamelą”. Nawet znajome nie pamiętają jej imienia, bo tak przylgnęła do niej ksywka, którą zawdzięcza nadmiernemu makijażowi. Jest całkiem ładna. Chodzi do jednej ze słabych szkół w małym mieście. Również pochodzi ze wsi. Nie potrafi wiązać się emocjonalnie z chłopakami. Co i rusz spotyka się z kimś innym, ale rozstaje bez sentymentu. Ma faceta, bo „jest fajnie” niczym w utworach jej ulubionych zespołów disco polo. Gdy przestanie być „fajnie”, da sobie spokój. Po co się szarpać? „Grunt, żeby mi było dobrze” – mówi.

 

Gdy pilnie poszukiwałem kontaktu z ludźmi „z klimatu”, jej koleżanka, bez mrugnięcia okiem wskazała na nią. – To typowy przykład disco-polówy – powiedziała. „Pamela” jeździ w każdą sobotę do dyskotek, często ulokowanych na wsiach. Nie króluje tam wyłącznie disco-polo, ale jak sama przyznaje „na***ć się i dać wydupczyć też można”.

 

/
W grę wchodzą też narkotyki. W końcu już wiele lat temu trafiły „pod strzechy”. Zjawisko jest na tyle powszechne, że towarem częstują nachalnie dobrzy znajomi. Ci, którzy nie biorą, zaliczają się do tych „porządniejszych”. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że w klubach odchodzi regularna dilerka. – Bywalcy dyskotek, niezależnie od tego, czy są słuchaczami disco polo czy tych „lepszych” nurtów, dzielą się na ludzi, którzy przychodzą, aby się pobawić i tych, którzy „szukają mocniejszych” wrażeń – mówi Paulina, uczennica liceum. – Których jest więcej? – pytam. – 80% to „szukający wrażeń” – odpowiada po chwili namysłu nastolatka. Sobotni wyjazd to ich punkt odniesienia. Chodzą do szkoły, uczą się, ale to tylko marazm. Przełomem jest zawsze sobota. Wówczas nie liczy się kompletnie nic, czynniki zewnętrzne nie mają tu znaczenia. Ważne, aby jechać! Od soboty do soboty.

 

Trzeba zaznaczyć, że „duch disco polo” zapanował nie tylko wśród ludzi ze wsi, ale również (a może przede wszystkim?) wśród „miastowych”. – Dyskotekowe panienki dzielą się na „wieśniary” i te rzekomo lepsze - „z miasta”. Jedne i drugie są niesamowicie chamskie, tyle, że te drugie aspirują do „czegoś więcej”. Zresztą spójrz na nie… - mówi Paulina.

 

Wskazuje mi grupkę dziewczyn, kręcących się blisko szkoły. – Sposób ubierania dużo lepszy, poczucie „luzu” no i „wyższe” aspiracje. Ich cel to nie dyskoteka koło tego małego miasta, ale warszawskie kluby. One też słuchają disco-polo. Wytykają to swoim koleżankom ze wsi, a same cichaczem, gdy nikt nie słyszy, robią to samo. – śmieje się Paulina.

 

Można postawić pytanie, jak muzyka, będąca uosobieniem obciachu, zdobywa sobie popularność wśród młodzieży z różnych środowisk?Niewątpliwie swoje zrobiło rozpowszechnienie Internetu. To właśnie z niego licealna dziatwa czerpie wspomniane „dobra kultury”. Prym wiodą YouTube, Facebook, itp. Sposobów wymiany jest obecnie mnóstwo. Skończyły się czasy, gdy - aby zdobyć ulubioną muzykę - trzeba było przegrywać taśmę czy płytę. Dziś wystarczy jedno kliknięcie. Nie wymaga to wielkiego wysiłku. Podobnie jak odbiór muzyki disco-polo.

 

Słuchanie disco polo, wiążące się z tym „wyjazdy na imprezki” i wszelkie tego konsekwencje są również skutkiem „efektu domina”. – Jeździła Julka, to musi i Kaśka i Olka, itd. Kaśka słucha disco? To spróbować musi i Julka i Olka… Instynkt stadny – śmieje się Paulina. Dziewczyny „z lepszych domów” często okłamują rodziców, co do celu swoich wojaży. Wychodzą z domów, oznajmiając, że idą do koleżanek, a kończą w męskich toaletach wiejskich dyskotek.

 

Siła w prostocie

 

- Chyba samo prostackie disco polo nie może kogoś aż tak zdegenerować? – dociekam – Oczywiście, że sama muzyka nie może. Znam ludzi, którzy słuchają tego i są normalni. Często to inteligentni ludzie, dobrzy uczniowie – mówi licealistka. – Nie przeszkadza im ten kicz? Ja bym się wstydził. Na czym polega ten fenomen? – pytam. – Na czym? To po prostu nie jest skomplikowane. Nie wymaga długiego myślenia, interpretacji. To klucz do sukcesu tej muzyki. – Punk też nie jest skomplikowany i można się przy nim wyłączyć– przekonuję. – Spójrz na te dziewczyny. Czy do nich pasowałby punk? – uśmiecha się Paulina.

 

Faktycznie, w końcu wygodniej się umalować, niż przebijać policzki agrafkami. Gusta muzyczne są różne, ale w przypadku tych dziewczyn, disco polo czy dance to coś więcej. To sens życia i przełom w monotonii szarych tygodni, którego symbolem jest hałas, alkohol, zabawa i seks bez zobowiązań.

 

Gdy w mediach mówi się o złym wpływie muzyki na młodych ludzi – zazwyczaj chodzi o metal. Pentagramy, trzy szóstki, bluźnierstwa – to wszystko razi szarego Kowalskiego (choć po ostatnich posunięciach władz TVP chyba mniej). Natomiast nikt nie traktuje poważnie muzyki disco polo. Co najwyżej, jako symbol kiczu, dobry do weselnej potańcówki. Na przykładzie wcześniej wspomnianych dziewczyn, przekonałem się, że epatujące seksem teksty - zwłaszcza nowych - utworów tego gatunku, również mogą stanowić pewien problem dla młodych ludzi. Zwłaszcza dla tych, którzy zostali pozostawieni bez dobrego przykładu „z góry” i właściwie wytyczonych perspektyw.

 

Krucjata przeciwko disco polo? Nie. Po prostu zachowanie zdrowego rozsądku i dobrego smaku. Piosenka, nawet ta najłatwiejsza, też kiedyś się kończy. A po niej pozostaje przerażająca cisza i poczucie pustki…

 

Aleksander Majewski

Komentarze (40):

anonim2011.10.1 10:42
<p>Dla mnie podstawowym wskaźnikiem penetracji społeczeństwa przez disco-polo (jako przykład czegoś og&oacute;lniejszego, niezbyt wyrafinowanego) jest zmiana repertuar&oacute;w rozmaitych juwenali&oacute;w. Od ładnych kilku lat to <strong>studenci własnie domagają się disco-polo </strong>na imprezach, kt&oacute;re zresztą charakterem nie r&oacute;żnią się już wiele od <em>biesiad</em>, czy <em>festyn&oacute;w</em>....</p>
anonim2011.10.1 11:39
<p>Po pierwsze: dlaczego w artykule piszecie o dziewczynach bez hamulc&oacute;w, a ci chłopcy, co je biorą po odstaniu w kolejce innych na \"miejsc&oacute;wce\" za remizą to niby lepsi są? Przepraszam, tu nie chodzi o prosta muzykę, ona jest tylko pretekstem do ulegnięcia totalnemu zszatanieniu (bo zwierzęta tak się nie zachowują, one to robią mimo wszystko z godnością w tym por&oacute;wnaniu).</p> <p>Muzyka - no, c&oacute;ż, kto jest winien, że urodził się z takim gustem a nie z innym? Jeden zasłuchuje się w niuanse \"Bohemian Rhapsody\", swoją drogą, (podobno) genialnego kawałka, inny tego nie daje rady słuchać, woli discopolo.</p> <p>Myślę, że poza tym, że discopolo jest maksymalnie niewyrafinowane i uproszczone bardziej niż \"Wlazł kotek na płotek\", to dla wielu ludzi słuchanie takich tekst&oacute;w jest po prostu żenujące. Podobnie, jak mozna sobie wyobrazić imprezę, gdzie puszczenie głośnego bąka jest tylko powodem do braw i wyraz&oacute;w uznania towarzystwa z komentarzami co do zapachu - im bardziej śmierdzi, tym aplauz większy.</p> <p>Pytanie: czy gust to coś, z czym się człowiek rodzi, czy coś, co w człowieku się wyrabia? Bo ja na ten przykład, jak słucham czasem jakiegoś kawałka \"discopolo\", to tylko jako przykładu kiczu i swego rodzaju żenującego \"performance\'u\", z kolei tw&oacute;rczośc \"Queen\" potrafię docenić, ale żeby jej słuchać? No, nie pr&oacute;bowałem usiąść w fotelu ze szklaneczką sliwek i się wsłuchać, ale myślę, że dałbym rade. Mike Oldfield, Jarre, Dire Straits - to juz bardziej. No i nieśmiertelne: IX symfonia Beethovena, czy koncert skrzypcowy Czajkowskiego...</p> <p>A jak mam ochotę na cos lżejszego, taka muzyczka przy robocie, czy surfowaniu po necie - to japoński pop z lat 80-tych i 90-tych ub. w. Moim zdaniem jest jakiś inny od piosenek europejskich, czy amerykańskich, choć niesamowicie z nich \"zrzynany\".</p> <p>Co do gustu - to może on się w człowieku jednak wyrabia od dziecka - dzieciństwo spędziłem w nowohuckim blokowisku, gdzie co niedzielę, jak szedłem z rodzicami do kościoła z otwartych okien na parterze \"szły\" kawałki klasy Limahl, Boy George, George Michael, p&oacute;źniej Modern Talking... I to mnie mogło mocno skrzywić estetycznie.</p> <p>Na szczęście pozostaje klasyka. To zawsze jest poziom odniesienia.</p> <p>Tylko czego za kilkaset lat będą się uczyć w konserwatoriach młodzi muzycy? Nadal Beethovena, Mozarta i Czajkowskiego z Chopinem? Co pozostanie z naszej epoki? Discopolo? Wygląda na to, że wynalezienie sposobu rejestracji dźwięku zamordowało klasyczną muzykę. Odkąd pojawiać się zaczęły samograje, od tych tubowych patefon&oacute;w poczynając a na empetr&oacute;jkach kończąc - muzyka zaczęła upadać. Jeszcze w czasach, kiedy zwykłe magnetofony dawały jako - taką jakość dźwięku, mieliśmy takich wykonawc&oacute;w estradowych, jak Anna Jantar, 2 plus 1, Kombi (to juz rockowate), Sipińska, Geppert (ta z kolei była poetką nieco) - było co posłuchać, te piosenki były piękne i coś opowiadały, jakąś historię, człowiek się zanurzał w klimat, nawet, jesli muzyka nie była wyrafinowana jak V Symfonia. Uruchamiały wyobraźnię, malowały przed jej oczami klimatyczne obrazy. Jak artystyczne zdjęcie aktu pięknej kobiety, gdzie szczeg&oacute;ły zostały odpowiednio ukryte. Discopolo w tym ujęciu jest jak pornografia: nogi na za 10 druga i \"łupu-cupu\". W detalach, ze szczeg&oacute;łani anatomicznymi i bez kropli potrzeby uruchamiania wyobraźni i emocji, z obiektywem aparatu wetkniętym niemal w waginę. Czysty popęd i, chciałoby się powiedzieć, zezwierzęcenie, ale szkoda obrażać zwierzęta, one mimo wszystko mają godność, nawet, jak się parzą na oczach ludzi.</p>
anonim2011.10.1 12:39
<p>Piszę trochę na pokrewny temat, choć jakby ten artykuł nie został dostrzezony <a href=\"http://www.fronda.pl/blogowisko/wpis/nazwa/onanizm_i_seksualna_wolnosc_30482\">http://www.fronda.pl/blogowisko/wpis/nazwa/onanizm_i_seksualna_wolnosc_30482</a></p>
anonim2011.10.1 13:52
<p>Jak słyszę o osobach, kt&oacute;re będąc na co dzień \"szarymi myszkami\", w soboty przekształcają się w \"drapieżne kocice\" uświadamiam sobie, jak bardzo ważna dla człowieka jest dobrze ukształtowana tożsamość. Tak dobrze, że człowiek jest w stanie przeciwstawić się opisywanemu przez psycholog&oacute;w społecznych \"społecznemu dowodowi słuszności\". W tym celu wiara, kt&oacute;ra jest bardzo ważnym elemwntem tożsamości musi być silnie ugrunowana, nie może być tylko \"kosmetycznym dodatkiem\" do życia.</p> <p>Do nas odnoszą się słowa bł. Jana Pawła II <strong>\"Wymagajcie od siebie, nawet gdyby inni od Was nie wymagali\". </strong></p> <p>Natomiast w kwestii chodzenia na dyskoteki - c&oacute;ż, z jednej strony \"dobrego karczma nie zepsuje\", ale z drugiej strony, cytując Zofię Nałkowską \"Człowiek jest taki, jak miejsce w kt&oacute;rym jest i jak go widzą inni\".</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2011.10.1 14:14
<p>Stronnicze uog&oacute;lnianie. Tyle mogę powiedzieć o tym artykule. Jak zwykle katolicyzm - moja wiara zmusza mnie, abym potępił czas mojego dzieciństwa, to co jest mi drogie. Disco Polo kojarzy mi się, tak jak artykule, z latami 90, czasem beztroski, kiedy jeszcze miało się swojego Fiata, jeździło się na wieś, gdzie wieczorami przy takiej muzyce ludzie po prostu bawili się. Wydaje mi się, że disco polo nie jest tak niebezpieczne jak prymitywna techniawa albo płytki hip - hop, kt&oacute;rym ostatnio, jak widzę Fronda się fascynuje.</p> <p>Właściwie, większość z piosenek w stylu disco polo jest do dzisiaj granych na weselach, tak było w latach 80 i 90, kiedy to moi rodzice mieli wesele.</p> <p>Nie wiem, skąd takie jednoznaczne dopięcie do disco polo tych wszystkich rzeczy, jak narkotyki czy rozwiązłość.</p> <p>Sam nie jestem jakimś miłośnikiem disco polo, bo mam bardziej wyrafinowane gusta, ale takie ciągłe potępianie kolejno każdego gatunku muzyki na tym portalu zaczyna mnie po prostu irytować.</p>
anonim2011.10.1 14:19
<p>@Baldwin: Ależ nie chodzi o potępianie, tylko ukazanie rzeczywistości... Wnioski niech wyciągną Czytelnicy.</p>
anonim2011.10.1 14:21
<p>PS Tak jak m&oacute;wiła Paulina - sama muzyka nic złego nie może zrobić. Ale jeżeli brakuje odpowiednich wzorc&oacute;w, może wypłeniać pustkę. A wtedy robi się nieciekawie...</p>
anonim2011.10.1 15:07
<p>Ja tam odpowiedzi szukał bym raczej poza muzyką. Muzyka to raczej skutek a nie przyczyna. Disco polo wywodzi się z klmat&oacute;w biesiadnych a tam zawsze jest albo o w&oacute;dce albo&nbsp;coś sprośnego.&nbsp;Sprośne przyśpiewki ludowe niejednokrotnie mogły by nawet dzisiaj zgorszyć niejednego człowieka&nbsp;bardziej niż to całe disco polo. &nbsp;Co do disco polo wśr&oacute;d student&oacute;w to jestem zdziwiony. Sam nie jestem częstym bywalcem klub&oacute;w ale z tego co słysze od znajomych to raczej wśr&oacute;d student&oacute;w kr&oacute;lują lanserskie kluby z muzyką elektroniczną. Czy to lepiej? Pewnie nie, może jedynie estetyczniej. Zabawa w modnych klubach raczej niewiele r&oacute;zni się od tej opisanych przez autora, r&oacute;żni się tylko otoczka.</p>
anonim2011.10.1 15:51
<p>Zacheusz, Leslaw, Baldwin - ależ muzyka ma zasadnicze znaczenie jako medium wprowadzające w daną rzeczywistość. Można to udowadniać na wiele sposob&oacute;w. Red. Majewski opisał pewną rzeczywistość moim zdaniem w spos&oacute;b zbyt łagodny...</p>
anonim2011.10.1 16:29
<p>Disco polo- kiczowate i obciach; Techno- łub, łub, łub... czasami nie da się przy nim bawić; Metal,punk itd- dla niekt&oacute;rych to jest za cieżka muzyka, dla wielu też istnieje przekonanie że to zło, sataniści itd; Hip-hop, Rap- co drugie słowo to przekleństwo (zazwyczaj); Reeage- to wyobrażenie najaranych ludzi w dredach. &nbsp;Takie są wyobrażenia ludzi, ludzi młodych i starszych. Wiem, jak ludzie myślą o gatunkach muzyki, bo ja to przechodziłam. Słucham reeage, połaczenia reeage i hip-hop\'u no i troche hip-hop\'u, i chociaż jestem licealistką słucham Dżemu, i wiem jak ludzie reagują jak słyszą o tym co lubię. To moje pytanie brzmi czego ludzie powinni słychać ? <strong>Muzyka to jest coś więcej niż słowa i melodia. To jakiego gatunku słychamy często wyraża nas samych, nasze uczucia nasz nastr&oacute;j.</strong> I szczerze m&oacute;wiąc Akcent, Boys, Top One, Bayer Full, Milano - ja tego słuchałam i szczerze na tym się wychowałam, ja pamiętam te piosenki, p&oacute;jźniej doszły takie zespoły jak Toples, Maxel. Znam dużo os&oacute;b, kt&oacute;re słuchają disco polo. Ja czasami sama wracam do niekt&oacute;rych utwor&oacute;w.&nbsp;A idąc dalej dzisiejsze piosenki disco polo to nie jest to samo co w latach 90 ale tak jakby nie m&oacute;wiąc wszystko się zmienia... W tekście były opisane zachowania dzewczyn ze wsi, kt&oacute;re na og&oacute;ł są spokojne ale gdy przychodzi sobota i zabawa zrzucaja maski i pokazują swoje drugie oblicze. &nbsp;Uważam, że jeżeli rodzice nie wpoją pewnych rzeczy, zachowań, zasad itd to właśnie potem są takie incydenty bo trzeba mieć trochę \"oleju\" w głowie a nie. &nbsp;I ja nie m&oacute;wię tutaj o \"miejscu za stodołą i paru chłopak&oacute;w\", tylko o tym, że idąc na jakąś impreze wiekszość musi sie naćpać, na***ać, najarać żeby się dobrze bawić, bo potem to już idzie z g&oacute;rki.&nbsp; W komentarzach pojawiło się też stwierdzenie że katolicyzm nakazuje nam potępić. Do pewnych gatunk&oacute;w kości&oacute;ł ma zastrzeżenia i tak było jest i będzie nie ma co ukrywać. Ale nikt nie każe się nam nic wyrzekać. Każdy słucha to co mu się podoba i tak będzie, nikt tego nie zmieni a nawet nie ma prawa. &nbsp;Disco polo jest wybierane na zabawy weselne tylko dlatego, że ludzie znają te piosenki a poza tym da się przy nich bawić.&nbsp; Podsumowując: wszystko zależy od nas, od naszego gustu od tego jakie wartości mamy wpajane do głowy. Każdy musi sobie wyrobić gust. Co trochę na scenę wchodzi jakiś nowy artysta, kt&oacute;rego 3 utwory zdobędą rozgłos a po roku o nim ucichnie. Im predzej wyrobimy sobie gust poprzez poznawanie tego co się pojawia i co już jest tym lepiej. A disco polo wcale nie jest takie obciachowe i kiczowate jak to wszycy uważają. A o tym zapomniałam napisać: \"&nbsp;<span \" : Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 13px;\">Sam nie jestem częstym bywalcem klub&oacute;w ale z tego co słysze od znajomych to raczej wśr&oacute;d student&oacute;w kr&oacute;lują lanserskie kluby z muzyką elektroniczną. Czy to lepiej? Pewnie nie, może jedynie estetyczniej. Zabawa w modnych klubach raczej niewiele r&oacute;zni się od tej opisanych przez autora, r&oacute;żni się tylko otoczka.\" Ja słyszałam że nawet w tak popularnym Protektorze, czy w Heaven puszczają czasem disco polo, ale co trzeba przyznać częściej pojawiają się remixy takich utwor&oacute;w. :)&nbsp;</span></p>
anonim2011.10.1 16:56
<p>Mimo woli zdaje się Aisancja18 swoim wpisem potwierdza problem...</p>
anonim2011.10.1 17:06
<p>Problem jest i nie da się tego ukryć, że on istnieje, ale zawsze trzeba szukać jakiegoś rozwiązania innego niż przekonywanie kogoś że coś jest do kitu, bo ja tak samo mogę powiedzieć o wszystkim innym, ale nie krytykuję i nie oceniam. I nawet też nie o to chodzi. To wszystko zależne jest od nas, od naszego wychowania a szczeg&oacute;lnie od tego co mamy w głowach . Muzyka jest obecna w naszym życiu cały czas i ona ma mam służyć a nie atakować.&nbsp;</p>
anonim2011.10.1 17:43
<p>Aisancjo - istotą muzyki jest jej duchowy przekaz. Ma ona niesamowita możność otwierania w nas kanał&oacute;w psychicznych, wpływania na światy wewnętrznej. Czyli na naszą psychikę (może leczyć, pobudzać, inspirować, może także mieć destrukcyjny wpływ). Zatem ocena i krytyka - jeśli ma mieć sens i znaczenie konstruktywne - musi być merytoryczna. Sam opis nie wystarczy. W tym artykule pana Majewskiego jest pewien opis rzeczywistości. Wnioski można sobie wyciągnąć... albo może nie dotrzeć istota rzeczy. Pozdrawiam</p>
anonim2011.10.1 18:00
<p>Ale nie można krytykować i oceniać czegoś czego sie nie zna. Jest opis rzeczywistości zgadzam się z tym, bo r&oacute;żne rzeczy się dzieją. &nbsp;Ta muzyka ma na nas bardzo duży wpływ ale sama w sobie nie będzie gorźna do czasu kiedy będziemy mieć jakieś wartości. A co do artykułu:&nbsp;W artykule poruszone są dwie sprawy: pierwsza to czego słuchamy, druga to przy czym się bawimy oraz co nam jest potrzebne.. &nbsp;Ja uważam że artykuł jest dobry nawet bardzo i takie artykuły są potrzebne.&nbsp;</p>
anonim2011.10.1 18:47
<p>@Jacek Schmidt: Cieszy mnie Pańska opinia, bo już się bałem, że usłyszę, że \"przesadzam z tym disco polo\" :)</p>
anonim2011.10.1 18:48
<p>Z krytyką disco-polo nie można przesadzić ;&gt;</p>
anonim2011.10.1 19:41
<p>[email protected] dokładnie... :) [email protected] - skąd zakładasz, że nie znam? Akurat od wielu lat zajmuję się \"tematem muzycznym\", a konkretnie wpływem muzyki na społeczności. Trochę na ten temat pisałem na Frondzie:) Co do artykułu (p. Aleksandrze) - dość dobrze opisuje on zjawisko, chociaż nieco mi brakuje pogłebionej refleksji. Tym niemniej - dzięki (kopiuję do swego archiwum)</p>
anonim2011.10.1 19:57
<p>nic nowego w tym artykule...jakiś czas temu w podobnym tonie pisał newsweek o tym zjawisku i był także film na onecie...r&oacute;żnica jednak polegala na tym, że tamte opisy były bardziej wiarygodne i autentyczne tu \"wieje\" sztucznością...</p>
anonim2011.10.1 21:23
<p>@Foormak: Zapewniam, że dziewczyny nie sprawiają wrażenia \"sztucznych\", ale całkiem wiarygodnych w tej materii;)</p>
anonim2011.10.1 21:36
<p>Jacek Schmidt ja nie uważam że się nie znasz. Ja się obracam cały czas w środowisku, kt&oacute;re słucha r&oacute;żnych gatunk&oacute;w muzycznych od Biesiady bo punk i inne i znam opinnie innych.&nbsp; Xeper- można przesadzić . &nbsp;&nbsp;</p>
anonim2011.10.1 21:41
<p>@Aisancja</p> <p>W krytyce ludzi słuchających disco-polo na penwo można przesadzić (i jest to dosć tani i łatwe), ale jego samego? W jakim aspekcie?</p>
anonim2011.10.1 21:56
<p>@Ulgen: To r&oacute;wnież byłoby ciekawe. Tyle, że kobiety łatwiej nam&oacute;wić na zwierzenia...</p>
anonim2011.10.1 22:00
<p>Xeper. To że ktoś słucha disco polo to nic nie oznacza. Ja nie wiem dlaczego ocenia sie ludzi po tym co słuchają i przy czym się bawią, a ja właśnie tak odbieram większość komentarzy. A co do samego disco polo też można przesadzić bo niekt&oacute;re piosenki są ok. Słyszałam jakieś tam piosenki, kt&oacute;re są do dup** i są tak nienorlane, że szoook. Ale Boys, czy potem Maxel, Toples niekt&oacute;re piosenki mieli z jakimś przekazem.&nbsp; A co do oceniania ludzi przez pryzmat tego czego słuchają- ja zostałam tak oceniona i ja tak kiedyś oceniłam kogoś. &nbsp;</p>
anonim2011.10.1 22:13
<p>@Aisancja</p> <p>Przecież wyraźnie wyżej oddzieliłem słuchających discopolo od niego samego. Więc czemu piszesz o słuchających?</p>
anonim2011.10.1 22:17
<p>A ja zwr&oacute;cę Wam uwagę na autor&oacute;w tej muzyki. Weźmy na przykład lider&oacute;w trzech (moim zdaniem najbardziej znanych) zespoł&oacute;w: BayerFull, Boys i Akcent - każdy to mąż (raczej pierwszej żony, poprawcie mnie jeśli się mylę) i ojciec. Nie będę tego komentował - tylko zwracam na to uwagę.</p>
anonim2011.10.1 22:35
<p>Autor artykułu zupełnie <strong>źle wnioskuje</strong>. Z drugiej części płynie wniosek, że to disco polo jest winne \"zapominaniu\" się dziewoi na sobotnich zabawach. Nie jest. <strong>Muzyka</strong> - o ile nie zawiera jakichś zamierzonych manipulacji na poziomie psychologicznym - <strong>stanowi tylko tło tych zdarzeń.</strong> Gł&oacute;wnym winowajcą jest po prostu w&oacute;dka (czy jakikolwiek inny alkohol) oraz po części narkotyki (piszę \"po części\", bo jednak nie są u nas tak popularne jak napoje alkoholowe). To, że opisywane dziewczyny prezentują lekkie obyczaje to problem <strong>przede wszystkim z nimi samymi</strong>: charakter, zburzona hierarchia wartości, patologia. Całość ujawnia się na sobotnich zabawach dlatego, że w grę wchodzi alkohol, kt&oacute;ry na czas upojenia pozornie pozbawia ich kompleks&oacute;w. I wtedy czują się gwiazdami wieczoru, ciesząc się z zainteresowania ich seksualnością ze strony niemniej pijanych chłopak&oacute;w.</p> <p>&nbsp;</p> <p>W sprawie samego disco polo - w tej muzyce nie ma nic złego (poza wyjątkami w postaci przesadzonych czasem tekst&oacute;w). W polskiej kulturze dominuje muzyka <strong>melodyczna</strong>: bo powiedzcie, czym r&oacute;żni się disco-polo od przedwojennej muzyki (wykluczając gałąź muzyki klasycznej)? Tylko i wyłącznie instrumentami. Trąbkę, akordeon, itp. zastąpiły syntezatory. Melodie pozostały bez zmian, a to właśnie wpadających w ucho melodii szukają zmęczenie dzisiejszą muzyką ludzie. Bo ta ostatnia zawiera tylko powtarzające się sekwencje bas&oacute;w, pulsujące tony wysokie i udającą niezależność nieregularność rytmu.</p> <p>Sam słucham raczej muzyki z lat 80-tych, ale raz do roku czuję przesyt \"ambitną\" muzyką i uciekam w italo disco (protoplastę naszego disco polo) i ichniejsze syntezatory, albo właśnie w początki disco polo (chodnikową galę). Ambitna, ciężka muzyka, słuchana bez umiaru prowadzi często do takiej depresji, kt&oacute;ra wcale nie ubogaca życia duchowego - bo jest oparta na marnych fundamentach.</p>
anonim2011.10.1 22:42
<p>A nie napisałam że niekt&oacute;re są z przekazem. I nie trzeba słuchać. Można przesadzić z krytyką . Uzasadnienie: nie krytykuje sie czegos co istnieje bez żadnych podstaw.&nbsp; Lech_Ryś. Z tego co mi wiadomo tak jest . &nbsp;</p>
anonim2011.10.1 22:46
<p>@Daniel Gadawski: Ok, tyle, że to nie m&oacute;j wniosek :) Ja jedynie napisałem, że wspomniana muzyka (a właściwie treść piosenek) może stanowić pewien problem dla młodych ludzi, zwłaszcza dla tych pozbawionych odpowiednich wzorc&oacute;w. Wspomniałem też o tym w kt&oacute;rymś z komentarzy.</p>
anonim2011.10.1 22:58
<p>Z tym że jeżeli młodzież kt&oacute;ra tego słucha ma trochę tego \"oleju\" w głowie to nic im się nie stanie nawet jeżeli nie mają wzor&oacute;w.&nbsp;</p>
anonim2011.10.1 22:59
<p>@Aisancja18: Ale ktoś musi tego oleju do głowy nalać :)</p>
anonim2011.10.2 0:35
<p>@Autorze: najłatwiej jest zwalać na muzykę. Ona jest tylko pretekstem w wina jest w rodzinach, szkołach, sytuacji w kraju i czym tam jeszcze.&nbsp; Owszem, disco-polo jest ... żenujące, ale widać jedynie na takich szopen&oacute;w stać nasz nar&oacute;d. Trzeba się cieszyć, że i tak coś swojskiego potrafił z siebie wydać po tak długim okresie walki z nim. &nbsp;Przynajmniej nie kopiują gotowych rozwiązań z Zachodu. Czasem np. rap czy techno a czasem i country też mogą być żenujące, chyba, że śpiewanie po angielsku nobilituje gatunek muzyczny. Przepraszam, pojadę klasykiem: \"od*** się Pan od muzyki, a poszukaj problem&oacute;w gdzie indziej.&nbsp;</p>
anonim2011.10.2 2:22
<p>Mimo wysiłk&oacute;w autora, nie udało mu się pokazać związku tej kiczowatej muzyki ze \"zezwierzęceniem\", gdyż lepsze dziewczyny zdaje się robią to samo, przynajmniej w tekście nie ma argument&oacute;w falsyfikujących tę tezę. Dyskoteka jako środowisko anomijne była w Polsce już opisywana w połowie lat osiemdziesiątych, więc jaki to ma związek z typem muzyki. Muzyki po prostu łatwej.</p> <p>Głosy Lecha Rysia i Daniela Gadawskiego zdecydowanie warto wziąć pod uwagę.</p> <p>Dla odmiany kuriozalne jest pokazywanie jako jakiegoś punktu odniesienia bydła kultury, jakim jest ten cały Tymański od żałoby za paznokciami. To jest dopiero hołota: http://tymontymanski.bloog.pl/id,4465332,title,PANIE-PREZYDENCIE-KACZYNSKI-,index.html?ticaid=6d201</p>
anonim2011.10.2 8:19
<p>Zbynek daj se siana z tą polityką wszędzie.</p>
anonim2011.10.2 15:27
<p>Kolejny artykuł&nbsp; jak to na wieśniacy-prostacy bawią się, a wieśniary-blachary dają d...&nbsp; Czyżby miejski clubbing to jest coś innego? Poza tym przy jakich piosenkach bawimy się najlepiej na weselach - operowych, hiphopowych czy&nbsp; death-metalowych?</p>
anonim2011.10.2 17:09
<p>@Urukagina: Sam pochodzę ze wsi :) Chodzi właśnie o to, że konserwatywna - co do zasady - wieś nie ustępuje miejskiemu clubbingowi w &nbsp;tej kwestii.</p>
anonim2011.10.2 21:06
<p>Czy to nie to samo polo TV dostało koncesję na kanał w NTC ?</p>
anonim2011.10.3 11:54
<p>Szkoda, że nie ma już \"disco relax\". Bardzo fajnie oglądało się to przy wyłączonym dźwięku :))))))</p>
anonim2011.10.3 19:56
<p>1. Dziekuję Autorowi za ciekawy tekst.</p> <p>2. Poruszając się gdzieś na całkowitych obrzeżach zagadnienia poruszego w artykule... <strong>POZDRAWIAM WSZYSTKICH BYŁYCH STUDENT&Oacute;W, DZIŚ ŻONY, MEŻ&Oacute;W, KAPŁAN&Oacute;W, SIOSTRY ZAKONNE (?), SAMOTNYCH Z WYBORU, CZYTAJĄCYCH FRONDE JESZCZE WYŁĄCZNIE PAPIEROWĄ I TĄ OBECNĄ INTERNETOWĄ, KT&Oacute;RYM WRAŻLIWOŚĆ KSZTAŁTOWAŁO TAKŻE SŁUCHANIE</strong></p> <p><strong> </strong></p> <p><strong><span \"text-decoration: underline;\">D E P E C H E&nbsp; M O D E</span> !&nbsp; :-)))</strong></p>
anonim2011.10.3 21:14
<p>Wydaje mi się, że&nbsp; muzyka disco polo nie&nbsp; jest tutaj problemem tylko brak bliskich, przyjacielskich relacji z rodzicami kt&oacute;rzy powinni \"otwierać oczy\" swoim dzieciom. Takich durnych tekst&oacute;w jak w disco polo jest pełno w tv, internecie, prasie, w radiu ( i to nie tylko w tym gatunku muzyki) więc nie spos&oacute;b odizolować dzieci od tego typu przekazu. Należałoby raczej uczyć wrażliwości.</p>
anonim2011.10.3 22:55
<p>Dwa artykuły w jednym ;)</p>