Jeden z byłych liderów Platformy Obywatelskiej nie zgadza się ze słowami red. Jacka Nizinkiewicza, który w rozmowie z Rokitą stwierdził, że poparcie dla obozu rządzącego jest dosyć wysokie, natomiast Kaczyński znajduje się "w ogonie" społecznego poparcia.
- Nie rzecz w sprawie badań, tylko długofalowych trendów. Różnię się tu zresztą dość zdecydowanie od oceny dominującej w polskiej publicystyce. Powszechnie uważa się, że strategia totalnej delegitymizacji rządu, prowadzona przez Kaczyńskiego i jego doradców, jest strategią katastrofalną dla PiS-u. Ciągle gdzieś czytam, że Kaczyński będzie wiarygodny tylko wtedy, gdy przestanie delegitymizować rząd, stanie się miły, grzeczny i zacznie współpracować z Tuskiem, jak Giertych, albo Ziobro - mówi Rokita.
Jego zdaniem taka teza jest totalnie bezsensowna. - Strategia oskarżania Tuska o zdradę, na granicy udziału w morderstwie smoleńskim, jest oczywiście społecznie ogłupiająca, niszczy racjonalną tkankę społeczną, destruuje debatę publiczną, natomiast jest efektywna, bo mobilizuje własnych zwolenników i osłabia morale przeciwników. I to ta strategia, a nie strategia uśmiechania się, łagodności i sympatii, doprowadzi Kaczyńskiego pewnego dnia do władzy. To nie ulega wątpliwości - przekonuje Rokita.
Polityk podkreśla jednak, że nie wie kiedy to nastąpi. Co jednak w przypadku mobilizacji różnych środowisk politycznych w przypadku możliwościu triumfu Kaczyńskiego? - Na razie obóz rządowy dysponuje przewagą mobilizacyjną. Kiedyś była to przewaga totalna, ale to się zmienia. Jeszcze niedawno było tak, że Kaczyński nie był w stanie przeciwstawić na rynku popkultury, telewizji i mediów, porównywalnej ilości i wartości mediantów, czyli ludzi, którzy swoim nazwiskiem i twarzą są w stanie zwrócić na siebie uwagę. Dzisiaj już tak nie jest. Ekipa mediantów i celebrytów Kaczyńskiego jest porównywalnej jakości co Tuska. I mają chyba większą wolę walki - tłumaczy były poseł PO.
Całą rozmowę można przeczytać TUTAJ
AM
