Robert Bąkiewicz dla Frondy:  Maszerowali patrioci, prowokatorzy darli mordy - zdjęcie
15.11.17, 06:30Robert Bąkiewicz, źr. screen Youtube/TV Republika

Robert Bąkiewicz dla Frondy: Maszerowali patrioci, prowokatorzy darli mordy

Luiza Dołęgowska, fronda.pl:  Marsz Niepodległości zgromadził ponad 60 tys. ludzi – wielką grupę patriotów. Czy słowa rzecznika Młodzieży Wszechpolskiej o tym, że Murzyn nie może być Polakiem zrobiły organizatorom krecią robotę, podobnie jak hasła, które można było zauważyć,  np. ,,Europa będzie biała albo bezludna'' i dlaczego te hasła się pojawiły w czasie marszu?

Robert Bąkiewicz, prezes zarządu Stowarzyszenia Marsz Niepodległości: Młodzież Wszechpolska wydała w tej sprawie  oświadczenie, a Mateusz Pławski zrezygnował z funkcji w Stowarzyszeniu Marsz Niepodległości. My jako środowisko narodowe posługujemy się nauką Kościoła katolickiego i w nauce katolickiej nie ma czegoś takiego, jak rasista. Uważamy też,  że nie jest tak, iż Polakiem staje się automatycznie każdy, kto ma obywatelstwo polskie i ktoś, kto wjedzie do kraju, dostaje od razu polski paszport. Uważamy, że sprawa bycia Polakiem to jest sprawa przynależności do pewnej kultury i akceptacji społeczeństwa co do takiej osoby. Sprawa w tym względzie jest zawsze przez środowiska narodowe w ten sposób przedstawiana. Tam są może jakieś niewielkie, marginalne nurty neopogańskie, ale to jest margines marginesu i my nie przychylamy się do tego. O więcej informacji w tej sprawie trzeba pytać Mateusza Pławskiego lub Młodzież Wszechpolską. Poza tym trzeba podkreślić, że Marsz Niepodległości przebiegał w sposób spokojny i uważam, że był wyjątkowo udany.  

Wydawało się, że był bardziej liczny, niż w poprzednim roku.

Nie wiem, czy było 60 czy 100 tys. ludzi, ale to jest i tak bez znaczenia – po prostu przyszła wielka masa ludzi. Marsz był organizowany pod konkretnym hasłem ''My chcemy Boga''. W tym haśle odwoływaliśmy się do Boga, prosząc o Jego ingerencję, z drugiej strony prosząc aby nasz Naród, w sensie moralnym i duchowym się odrodził. A w sensie politycznym i ustrojowym chcielibyśmy korzystać z dorobku cywilizacji łacińskiej, i to jest tak naprawdę hasło bardzo niepasujące środowiskom lewicowo-liberalnym, które już od epoki Oświecenia – ale dziś jest to szczególnie widoczne – starają się religię, a szczególnie katolicyzm wyrugować z przestrzeni publicznej.

To, co robimy,  może być pewnym impulsem dla środowisk, mających podobne poglądy na zachodzie Europy, które tak naprawdę - spychane całkowicie na margines - znajdują się w głębokiej defensywie. To może być dla nich impulsem, żeby podejmować pewne działania, żeby nabrać pewnej odwagi – żeby – w przenośni – była to pewna iskra, pewien zapłon dla odrodzenia Europy.

Owszem – tak, ale jeśli idą dziesiątki tysięcy ludzi nastawionych patriotycznie, z małym dziećmi, ale i ludzie starsi – to eksponowanie haseł rasistowskich szkodzi im wszystkim, bo media nieprzychylne Polsce tylko czekają na taki ''kąsek'', żeby później mówić źle o Polakach, źle o rządzie itd.. Co by Pan dziś powiedział tym ludziom, którzy szli w marszu?

Ja myślę, że ci ludzie mają zupełnie inne odczucia po udziale w marszu. Ja np. w sposób szczególny pamiętam wspólne odśpiewanie Bogurodzicy na błoniach stadionu narodowego.

Ale jeśli teraz wszystkich tych śpiewających Bogurodzicę wrzuca się do jednego worka z napisem rasista, to nie jest dobrze - choć wiadomo, że to kłamstwo, ale ono idzie w świat poprzez antypolskie media.

W związku z tym podejmujemy działania dwojakiego rodzaju: z jednej strony przygotowujemy się z mecenasami odnośnie spraw sądowych, z drugiej strony - nie ma możliwości, żebyśmy byli w stanie zabezpieczyć i sprawdzić każdego, kto wchodzi na taką imprezę. Trzecia sprawa jest taka, że praktycznie od samego początku, od kiedy istnieje Marsz Niepodległości, spotykamy się z prowokacjami. Przypomnę chociażby sprawę, o której mówił minister spraw wewnętrznych, że poprzedni rząd w pewien sposób motywował prowokacje. Znamy też informacje z przecieków z restauracji u Sowy, gdzie padło nazwisko ministra Sienkiewicza, który miał być osobą zlecającą podpalenie budki pod ambasadą rosyjską.

Z tych niewielkich środków na tak ogromną imprezę zabezpieczamy ją maksymalnie dobrze, najlepiej jak tylko jesteśmy w stanie. Ale nie ma możliwości sprawdzić każdego transparentu, każdej tabliczki, jaką ludzie przynoszą albo zareagować na każde hasło, które się dziś w przestrzeni pojawia. Nasz rzecznik prasowy, a także ja i koledzy jasno mówiliśmy, jaki jest przekaz tego marszu. To nie jest marsz nienawiści, ale marsz odwołania się do Boga w sensie nie tylko duchowym, ale też w sensie społecznym. To także marsz odwołujący się w pewnym sensie do odnowy i powstania z kolan wobec zepsucia, które napływa do nas z Zachodu, wobec tej utopii, która zaczyna rzutować na polskie społeczeństwo. Jest to przeciwieństwo upadku rodziny – a my chcemy silnej i mocnej rodziny; to sprzeciw wobec akceptacji tych zboczeń, które się dzisiaj proponuje, i które uważa się za politykę ''równości''.

Idziemy z tymi właśnie, wspaniałymi hasłami, a tymczasem szuka się każdego możliwego elementu, który można wykorzystać przeciwko nam, ale i wykorzystać go przeciwko tym ludziom, którzy brali udział w marszu. Według mnie jest to jeden z bardziej udanych marszów, które dotychczas się odbyły, tymczasem druga strona chce go przekuć w coś zupełnie odwrotnego. My się na to nie zgadzamy, więc będziemy podejmowali działania prawne. Sytuacja dwóch czy trzech śmiesznych transparentów nie może przyćmić głównego przesłania, jakie mieliśmy w tym marszu i zepchnąć dyskusji  na zupełnie inne, wykrzywione tory.

Za rok będzie setna rocznica uzyskania przez Polskę niepodległości – czy chciałby Pan, aby pan premier Kaczyński i pan prezydent Duda wzięli udział w Marszu Niepodległości?

To chyba pytanie do drugiej strony, czy będzie skora do udziału, bo przecież my nie od dziś mówimy, że to nie jest marsz narodowców, tylko marsz patriotów, katolików, Polaków, którym bliskie są wartości Bóg, Honor i Ojczyzna oraz niepodległość i suwerenność państwa polskiego.

My zapraszaliśmy prezydenta Dudę na marsze, a odpowiedź była taka, że był przesyłany minister, który odczytywał nam list z Kancelarii Prezydenta. Być może uda się to zrobić i będzie to wspólny marsz. My wszystkich tych Polaków, myślących w podobny sposób o wartościach, o których mówimy, serdecznie na marsz zapraszamy. Myślę, że piłka jest po stronie prezydenta czy też premiera, bo trudno mi mówić, że zaprosimy prezydenta, gdy tymczasem prezydent będzie miał własne uroczystości i nie będzie podzielał tego poglądu, żeby iść w marszu razem z nami.

W internecie i w pewnych środowiskach krążą opinie, że do Marszu Niepodległości próbują mieć dostęp siły związane z Rosją i oddziaływać na środowiska związane z marszem – jak Pan to skomentuje?

My – a mówię tu jako głos środowiska - powinniśmy jako narodowcy bronić spraw polskich, i to, czy będą to wpływy rosyjskie, niemieckie, ukraińskie czy jakiekolwiek inne, czy też amerykańskie – uważamy za śmieszne. Powinniśmy prowadzić politykę taką, jaką mamy możliwość prowadzić w takiej sytuacji geopolitycznej, w jakiej się znajdujemy i w oparciu o taki potencjał, jaki ma nasze państwo. Powinniśmy prowadzić zawsze i wszędzie politykę propolską, dlatego podchodzimy krytycznie do działań tego rządu w aspekcie polityki wobec Polaków na Kresach i tutaj inaczej widzimy pewne sprawy. Mówimy jasno, że chcemy prowadzić politykę polską i to jest śmieszne, że ktoś próbuje nam zarzucać jakąś prorosyjskość. I dlaczego ten kierunek miałby być prorosyjski, a nie np. proniemiecki? My chcemy dbać o interes Polaków, ale także narodu rozumianego jako Polaków - ponad granicami - dlatego chcemy dbać o rodaków, którzy znajdują się na Wileńszczyźnie, tak samo, jak chcielibyśmy dbać o Polaków, którzy mieszkają w Londynie no i oczywiście o tych, którzy są w dzisiejszych granicach Rzeczpospolitej.

A co do antyukraińskich haseł - nie uważa Pan, że mogą się w Wasze kręgi próbować przedostawać tacy, którzy chcieliby skłócić Polskę i Ukrainę i w ten sposób działać na korzyść Rosji?

Jeśli chodzi o sprawy Ukraińskie - a nie mogę tu mówić jako prezes stowarzyszenia Marsz Niepodległości, ale mogę powiedzieć jako osoba z tego środowiska - otóż my uważamy, że również i w kontaktach polsko-ukraińskich powinny  być zabezpieczone polskie interesy - interesy polskiej mniejszości na Ukrainie.

Polityka powinna być prowadzona w sposób równoważny - czyli to, co dajemy Ukraińcom, Ukraińcy powinni i nam dawać. Podchodzimy do pewnych elementów krytycznie - krytykujemy politykę historyczną Ukraińców, którzy gloryfikują w tej chwili OUN-UPA, Banderę czy Szuchewycza - bo uważamy, że nie możemy prowadzić bliskich, sąsiedzkich stosunków,  gdy druga strona prowadzi taką politykę. W konsekwencji okazuje się, jak informuje prof. Szwagrzyk, że zabronione są prace związane z wydobyciem ciał Polaków wymordowanych na Wołyniu. Moim zdaniem powinniśmy prowadzić współpracę z Ukrainą na tyle, na ile to jest możliwe, ale od partnera z drugiej strony również wymagać, a nie podporządkowywać się groźbie wojny z Rosją i odpuszczać stronie ukraińskiej taką politykę wobec naszego kraju. W Polsce Ukraińcy znajdują możliwość zatrudnienia, mają stworzone bardzo dobre warunki do rozwoju i my chcielibyśmy z drugiej strony mieć podobne możliwości.

Dopytam jeszcze - czy cieszyłby się Pan, gdyby w przyszłorocznym Marszu Niepodległości wziął udział pan prezydent Duda i pan premier Kaczyński?

Myślę, że tak, ale ten marsz powinien być przygotowany w taki sposób, żeby faktycznie prezentował nasze wspólne poglądy - te, w których się zgadzamy, i żeby nie była to próba zmarginalizowania naszej roli. Uważamy, że od 2010 r. poprzez Marsze Niepodległości w opinii Narodu Polskiego odgrywaliśmy ważną, a może nawet bardzo ważną rolę i nie chcielibyśmy być potraktowani przedmiotowo, ale jako partnerzy i główni organizatorzy.

Oczywiście byłoby dla nas zaszczytem, gdyby w marszu brał udział prezydent - podnosi to rangę wydarzenia. Nie chcemy jednak stać się tłem dla prezydenta, a chcemy go traktować jako najważniejszego gościa. Tym bardziej moja ocena jest ostrożna, a dzieje się to z prostej przyczyny - do tej pory prezydent nie zaprosił nas do Komitetu Narodowych Obchodów Setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości. Prezydent nie zaprosił żadnych środowisk narodowych - oficjalnie nie dostaliśmy takiego zaproszenia.

Co przemawia za tym, że powinniście zostać zaproszeni?

Jeśli to jest stuletnia rocznica to wydaje się, że dorobek narodowców w odzyskaniu niepodległości - np. Romana Dmowskiego czy innych wielkich narodowców jest ogromny. Pomijanie czy ignorowanie tej strony - a my jesteśmy spadkobiercami tych przedwojennych ruchów - jest troszeczkę nierozważne i bolesne dla nas. Z drugiej strony zaprasza się ludzi,  którzy wprost atakują środowisko „dobrej zmiany” a mimo to są zapraszani są jako partnerzy do dyskusji.

Ma pan na myśli Donalda Tuska? 

Mam na myśli pana Tuska, albo panią Gronkiewicz-Waltz, lub zapraszane są takie marginalne środowiska, jak np. PPS, który praktycznie nie istnieje. Tymczasem ani jeden narodowiec z żadnego z naszych środowisk nie został zaproszony ale publicznie podaje się informację, że zostaliśmy zaproszeni do komitetu przez prezydenta. Ja się o tym dowiedziałem z telewizji, że jako Marsz Niepodległości zostaliśmy zaproszeni do tego komitetu, ale choć minęły od tej informacji dwa tygodnie, to nikt się z nami do dziś nie skontaktował w tej sprawie. Stąd moja pewna ostrożność do obchodów  marszu w przyszłym roku. Trzeba pamiętać, że zapraszaliśmy prezydenta na Marsz Niepodległości, ale nigdy z tej możliwości nie skorzystał.

Czyli sytuacja jest niezręczna?

Zostaliśmy postawieni w dość trudnym położeniu: z jednej strony mówi się,  że nas się zaprasza, z drugiej strony nikt z nami nie rozmawia, a z trzeciej strony dowiaduję się, że są pewne warunki, żebyśmy przystąpili [do organizacji odchodów stulecia niepodległości - red.] - np. problemem jest dokładnie moja osoba, bo jestem ze środowiska ONR-u. Więc mówienie o tym, że jesteśmy zaproszeni - ale wybieranie, że ''ten nie może, a tamten może'' - to też jest dla nas nie do przyjęcia, bo nie jest to podejście partnerskie. Odnosimy się z szacunkiem do prezydenta. Przy okazji warto przypomnieć, że jest jeszcze sprawa wygranych wyborów w 2015 r. - gdyby nie środowiska tych młodych ludzi, które ''witały'', a tak naprawdę, mówiąc inaczej - ''hejtowały'' prezydenta Komorowskiego w odpowiedni sposób, gdy się pojawiał publicznie - gdyby nie było to organizowane przez nas na szeroką skalę, to być może panu prezydentowi Dudzie wcale nie udałoby się wygrać w tamtych wyborach. Oczywiście nie były to wyłącznie środowiska narodowe, bo byli  i wolnościowcy, a wszyscy „zaszczepieni” ideą  Marszu Niepodległości.

Dziękuję za rozmowę.