Wchodzę na Plac Trzech Krzyży godzinę przed czasem, a tu morze ludzi. Nici z planu zajęcia miejsca przed ołtarzem. Pierwsza znajoma twarz - Robert Frycz, założyciel AntyKomor.pl Robert udziela wywiadu więc idę dalej. Zatrzymuję się blisko telebimu z transparentem tygodnika "Nasza Polska" i stwierdzam, że obok stoją dwie młode, ładne dziewczyny. Na oko 16-letnie. Na plecaku mają naszywki "Pearl Jam" i "Metallica". W rękach biało-czerwone-flagi. Pozorny konrast. Dla mnie obrazek - marzenie. Młodość, wrażliwość, bunt i pragnienie wartości. Tak przynajmniej to odebrałem.

Po scenie krząta się ulubiony ksiądz mojej rodziny, ks. Łukasz Kadziński, przyjaciel ks. Stanisława Małkowskiego. Ks. Łukasz odprawiał Mszę w rycie trydenckim, był z ks. Małkowskim na Krakowskim Przedmieściu, organizował wspólnotę rodzin, a na cykliczne wykłady zapraszał konserwatywnych publicystów i polityków. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że abp. Nycz skazał go na banicję. Ks. Łukasz podobnie jak dawniej ks. Małkowski trafił na słynną Wólkę, do pogrzebów... Tak więc dookoła wyszydzany antysalon, a przy ołtarzu księża nie mniej wyklęci... A skoro o JE Nyczu, który wszedł na diecezję po aferze z abp Wielgusem, to zawsze rozbrzmiewać mi będzie na myśl o arcybiskupie jedno hasło: "Nie chcieliście agenta TW, macie agenta GW". Zresztą sam Orydynariusz Miejsca nie pojawił się na Placu Trzech Krzyży. Przyjechało do jego diecezji 200 tysięcy członków Kościoła katolickiego, a Pasterz miał ważniejsze sprawy... Może to i lepiej.

 

Jako politolog z wykształcenia zrobiłem małe badanie. Grupa pomiarowa idealna. Okazuje się, że większość uczestników Marszu to ludzie w średnim wieku. Eksponowanych zazwyczaj staruszków było zaś mniej więcej tyle samo co ludzi młodych. A więc cały przekrój społeczny. Mam też magisterski papier "na pedagoga" więc uzupełniając badanie obejrzałem sobie emocje moich sąsiadów podczas demonstracji, marszu, Mszy itd. Nie brakło złości, irytacji (zwłaszcza na hasło Tusk, Smoleńsk, rząd), ale przeważała serdeczność, wzruszenie, troska. Przyznaję, nie spodziewałem się tego. Może więc sam kupiłem bajkę o agresywnych moherach? 

 

Morze ludzi! Tysiące flag! Solidarność! I bynajmniej nie był to spęd tej czy innej partii. Rząd może więc się bać. 200 tys. (albo i lepiej) na Marszu! Dwa i pół miliona podpisów w obronie TV Trwam! Historia Polski nie zna chyba podobnych przypadków inicjatyw społecznych, które zmobilizowałyby miliony do złożenia podpisu i przekazania swoich danych osobowych w poparciu dla prawy, którą z uporem maniaka ośmieszają rządowe media publiczne (TVP, Polskie Radio) oraz rządowe media prywatne (TVN, Polsat, Radio Zet). 

 

Ten Marsz nie zmienił rzeczywistości, ale beton zaczyna pękać. A najważniejsze jest to, że tysiące ludzi razem się modli, bowiem dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych... Nie ma.

 

Robert Wit Wyrostkiewicz