14.01.15, 09:17Donald Tusk (fot. Wikimedia Commons)

Przewodniczący Tusk odwrócił się plecami od swoich polskich zobowiązań

1.Wczoraj w Parlamencie Europejskim miało miejsce pierwsze wystąpienie Donalda Tuska jako nowego Przewodniczącego Rady Europejskiej.

Przewodniczący Rady ma obowiązek zrelacjonować Parlamentowi, przebieg głównych nurtów dyskusji na tym forum, a także przedstawić konkluzje każdego posiedzenia tego gremium.

Donald Tusk z tego obowiązku się wywiązał, choć cały tekst przeczytał nie odrywając wzroku od kolejnych przekładanych kartek i kiedy po kilkunastu minutach skończył widać było, że zrobił to z wyraźną ulgą.

2. Przemawiający po nim przedstawiciele dwóch największych frakcji w Parlamencie, chadecy i socjaliści, tworzący wielką koalicję (na wzór tej w Niemczech), oczywiście bardzo go chwalili, wspierał ich w tym przedstawiciel europejskich liberałów (sugerując nawet, że Tusk ze swoimi poglądami powinien być w ich frakcji) ale już pozostali reprezentanci ugrupowań politycznych wypowiadali się bardzo krytycznie.

Występujący w imieniu naszej frakcji Konserwatystów i Reformatorów (ECR) europoseł Andrzej Duda, mówił między innymi o zobowiązaniach Donalda Tuska w Polsce jako premiera wobec górników (po wielokroć ich zapewniał w 2014 roku, że nie będzie likwidacji kopalń i masowych zwolnień w tej branży), zestawiając to z obecnym planem restrukturyzacji Kompanii Węglowej przedstawionym przez rząd jego następczyni Ewy Kopacz.

Według tego planu rząd zamierza zlikwidować 4 kopalnie węgla kamiennego (Brzeszcze, Pokój, Sośnica-Makoszowy i Bobrek-Centrum), co oznacza jednoczesną likwidację ponad 11 tysięcy miejsc pracy, przy czym koszty tych wszystkich działań mają sięgnąć ogromnej kwoty 2,3 mld zł.

Wprawdzie 6 tysięcy górników ma być przeniesionych do pozostałych kopalń Kompanii, a zwolnionych ma być ponad 5 tysięcy ludzi, co dla rynku pracy Śląska, a także części województwa małopolskiego, jest prawdziwą katastrofą.

W tym kontekście Andrzej Duda pytał, czy przewodniczący Tusk pamięta o swoich premierowskich zobowiązaniach i czy w związku w tzw. planie inwestycyjnym Junckera, znajdzie się wsparcie dla polskiego górnictwa.

3. Posłowie z pozostałych frakcji nie byli już tak "eleganccy" wobec przewodniczącego Tuska i zdecydowanie go atakowali.

Najmocniej "zrecenzował" działania Tuska, Nigel Farage, szef partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa.

Porównał Tuska "do wzorca z Sevres, tego czym Europa była" i przypomniał mu deklarację z kampanii wyborczej z 2007 roku, podczas której obiecywał, że stworzy w Polsce warunki do powrotu ponad 2 milionów emigrantów z Wielkiej Brytanii.

Następnie stwierdził, że tych warunków nie tylko nie stworzył ale sam dołączył do najnowszej emigracji z Polski, zamieniając posadę premiera za 60 tysięcy euro na posadę przewodniczącego Rady za przynajmniej 300 tysięcy euro rocznie.

4. Odpowiedzi na pytania europosłów były bardzo krótkie wręcz lakoniczne, widać i słychać było, że odpowiadanie "z głowy" wyraźnie nie leży przewodniczącemu Tuskowi.

Andrzejowi Dudzie odpowiadał na końcu i już po polsku, po wyjątkowo długo trwającej wypowiedzi, widać było, że w tym języku czuje się jednak najlepiej.

Odpowiedź niestety nie wybrzmiała zbyt optymistycznie, do tzw. funduszu Junckera poszczególne kraje członkowskie mogą wprawdzie składać projekty z każdej dziedziny, którą uznają za ważną ale realizowane będą te najefektywniejsze więc te pochodzące z energetyki czy górnictwa nie mają zwyczajnie szans.

W ten sposób Donald Tusk odwrócił się plecami do zobowiązań wobec środowiska górniczego, które sam po wielokroć zaciągnął na spotkaniach z górniczymi związkami zawodowymi, które miały miejsce w 2014 roku zarówno na Śląsku jak i w jego Kancelarii.

Cały Tusk, któremu już podczas sprawowania funkcji premiera w Polsce wielu krytyków dorysowywało długi nos Pinokia.

Wczoraj tuż przed swoim wystąpieniem w Parlamencie na krótkim briefingu dla polskich dziennikarzy "zgrabnie" przerzucił odpowiedzialność za skutki swojego rządzenia na następczynię, mówiąc "każdy ma swój krzyż do dźwigania zostając premierem".

Zbigniew Kuźmiuk/Salon24.pl

Komentarze

anonim2015.01.14 9:57
A prościej : Nie jestem już premierem Polski,męczcie się teraz z moją następczynią frajerzy.
anonim2015.01.14 10:35
A gdyby powiedział inaczej? Gdyby powiedział, "jeszcze dziś zadzwonię do Kopaczowej, i powiem jej surowo co o tym wszystkim sądzę"? Czy pan Kuźmiuk przypadkiem by nie narzekał że teraz mamy zdalnie sterowanego premiera, pod bezpośrednią kontrolą Unii Europejskiej? Tusk zostawił syf, wiadomo. To że awansował jest kretynizmem, oczywiście, bo nawet jeśli faktycznie "prezydent" Unii nic nie może, to finansowa premia dla niego jest skandaliczna. Ale, koniec końców - oczekiwać po nim że teraz będzie w jakikolwiek sposób brał odpowiedzialność za dalszy rozwój sytuacji w Polsce jest zupełnym nieporozumieniem. Równie dobrze można sobie wyobrazić jak w 2006 roku ktoś się pyta Marcinkiewicza co zrobi w związku z czymś tam co wymyślił Jarosław Kaczyński. No, nic nie zrobi, bo to już nie jego odpowiedzialność. Mamy premiera (premierkę? Premierę?). Jest jaka jest, ale jest. Tusk premierem nie jest. Jest teraz euro-urzędasem, i wara mu od polskiej polityki, bo jeszcze nie jesteśmy federacją, żeby jakiś pajac z Brukseli groził palcem naszemu rządowi - choćby i był to najgorszy rząd możliwy.