- Śledzi Pan kariery wychowanków swojej szkoły. Jak radzą sobie młodzi Polacy?
- Całkiem nieźle. Często spotykam naszych wychowanków za granicą, albo w drodze do innych krajów: ostatnio lecąc w samolocie do Londynu spotkałem dziewczynę, która awansowała na ważne stanowisko w Shellu. Znaczna część naszych studentów to dzieci biznesmanów, więc oni nie szukają pracy, bo ją mają. Wracają do swoich rodzinnych firm i pomagają rodzicom je rozkręcać na większą skalę.
Ciekawe jednak, że większość absolwentów naszej szkoły nie marzy o karierze w korporacji, tylko chce otworzyć własny biznes, co jest niezwykle pokrzepiające. Młodzi ludzie coraz częściej szukają swojej szansy w niszach i dobrze, że tak robią. Do korporacji trudno się dostać, a łatwo z niej wylecieć. W dodatku trzeba pracować czasem nawet po 15 godzin za przeciętne pieniądze w porównaniu z płacami na Zachodzie. Lepiej więc zrobić coś własnego, co może przynieść nam w efekcie majątek.
Niektóre pomysły moich studentów są cokolwiek ekscentryczne, choć skuteczne. Jeden z naszych absolwentów rozkręcił w Niemczech sprzedaż trumien produkowanych przez zakład ojca. Wszedł z sukcesem na niemiecki rynek, bo oferował trumny, które znakomicie się spalały się podczas kremacji! Inny z moich studentów zarabia nieźle na byciu zawodowym średniowiecznym rycerzem, gdyż firmy zamawiają sobie coraz częściej usługi bractw rycerskich. Dwie studentki założyły sklepik z zasłonami i firanami, dodatkowo oferując urządzanie wnętrz. Ciekawym pomysłem jest oferta turystyki genealogicznej, którą uprawia inny wychowanek akademii. Szuka on korzeni cudzoziemców, których przodkowie urodzili się w Polsce i dostarcza im całą rodzinną dokumentację historyczną.
Dzisiaj młodzi kolekcjonują różne umiejętności i doświadczenia, które mogą wydawać się nam dziwne, ale niewątpliwie uatrakcyjniają CV kandydata. Np. pewna dziewczyna ukończyła kurs kiperski , czyli stała się znawcą trunków, bardzo wielu naszych studentów robi „europejskie prawo jazdy informatyczne”. Oni zbierają najdziwniejsze certyfikaty i łapczywie uczą się języków. Kiedy słyszę o „straconym pokoleniu” to chce mi się śmiać. To pokolenie może nie jest tak oczytane jak poprzednie, ale to ludzie bardzo sprytni i obrotni.
- Już się bałem, że zacznie Pan narzekać na młodych, że nic nie czytają.
- Bo to akurat prawda, że poza newsami z sieci czytają niewiele. W dzisiejszych czasach wiedza specjalistyczna wypiera wiedzę ogólną, co powoduje czasem poważne problemy. Aby wyprowadzić mądrość z wiedzy, trzeba mieć bardziej szerokie horyzonty. Maklerzy z Wall Street mają dużą wiedzę w swojej dziedzinie, ale nie zawsze odróżniają Polskę od Węgier.
- Osobiście nie zważam na komunikaty o nadchodzącym kryzysie, bo wiem, że Polacy sobie poradzą. Mamy kompleks „dziadowskiego” kraju i chcemy się wyrwać z biedy za wszelką cenę. Czesi przebierają w ofertach pracy na Zachodzie, my nie.
- Zgadzam się. Pęd Polaków do pieniędzy i pracowitość są imponujące. Już w latach PRL byliśmy poddawani bardziej niż inne narody Europy Wschodniej „efektowi demonstracji” – by uspokoić nastroje władza dawała paszporty, ludzie wyjeżdżali na Zachód i się bogacili. Sąsiad podglądał sąsiada, który wrócił z Zachodu i zaczął go naśladować. Będąc ostatnio we Francji słyszałem rozmowę pewnego biznesmena, który wściekł się, bo ktoś podebrał mu ekipę polskich hydraulików. Zależało mu na fachowcach z Polski, bo ci nie dość, że byli dobrzy, to jeszcze pracowali w nocy. Dzięki temu nie musiał on zatrzymywać pracy sklepu czy kawiarni. Nasza klasa średnia składa się często z ludzi bezwzględnych, niezbyt kulturalnych, ale skutecznych. Polacy to takie chude, drapieżne koty, które szukają pożywienia. Żaden kryzys nas nie złamie, bo przeżyliśmy ich już zbyt wiele.
Rozmawiał: Rafał Geremek
Całość ukazała się w październikowym wydaniu miesięcznika "Maleman"

