Prof. Grzegorz Górski dla Frondy: Postbolszewicy '68 w UE mają Polskę na celowniku   - zdjęcie
17.05.18, 09:05

Prof. Grzegorz Górski dla Frondy: Postbolszewicy '68 w UE mają Polskę na celowniku

Póki to postbolszewickie pokolenie'68 będzie rządzić w Europie, nie dadzą spokoju nam, Węgrom, teraz Włochom, może zaraz zajmą się Austriakami. Mam jednak wrażenie, że ich czas powoli dobiega końca - mówi prof. Grzegorz Górski portalowi Fronda.pl

Luiza Dołęgowska, Fronda.pl: Jak ocenia Pan działania KE i F. Timmermansa, który ,,nie docenił'' polskich starań by sprostać zastrzeżeniom Unii o łamaniu praworządności w Polsce i wbrew wcześniejszym sugestiom orzekł, że jednak nie ma szans na wycofanie art. 7?

Prof. Grzegorz Górski - historyk, prawnik, wykładowca akademicki: Najpierw Timmermans, a potem Juncker – każdy w charakterystyczny dla siebie sposób – oświadczyli, że nie odpuszczą Polsce, dopóki ta nie spełni wszystkich ichoczekiwań i nie przywróci takiego kształtu wymiaru sprawiedliwości, jaki był przed zmianami. Nie potrafię pojąć, jak władze polskie mogły przyjąć za dobrą monetę tę grę Berlina i Brukseli, w której udawano iż „wspólnie poszukujemy kompromisu”. Pragnę przypomnieć tutaj sekwencję zdarzeń. Kiedy władze polskie wykonały minimalny wysiłek, aby zdobyć poparcie dla swojego stanowiska kilku krajów członkowskich UE, nagle pan Juncker zapałał pragnieniem zjedzenia kolacji z nowym polskim premierem. Podobnie umęczona negocjacjami koalicyjnymi A. Merkel zjechała do Warszawy, poklepała po plecach premiera i zasugerowała, że „będzie dobrze”. Strona polska, niepomna podobnych „obietnic” sprzed roku, kiedy ta sama A. Merkel zarzekała się, że wbrew Polsce nie będzie forsować Tuska, przyjęła za dobrą monetę obietnice tych krętaczy. Tymczasem ci ludzie rozumieją tylko twardy język i kiedy Polska im pokazała, że jest zdolna zbudować odpowiednią większość blokującą, od razu zmienili ton, przestali na nas krzyczeć i zaczęli pozorować „dialog”.

Do czego był im potrzebny ten manewr?

Zrobili to tylko po to, by sparaliżować nasze działania obronne. I dzięki naszej naiwności udało im się to. Tymczasem Polska po dokonaniu minimalnego wysiłku – bo przecież nie było tu żadnej prawdziwej ofensywy dyplomatycznej, tylko zwykłe konsultacje – dysponowała stanowiskiem Węgier, krajów bałtyckich, przychylnością zagrożonych Bułgarii i Rumunii, a także Słowacji, wreszcie pozytywną dla nas neutralnością Wielkiej Brytanii. Po miesiącu intensywnych starań, w obliczu kompletnej absurdalności zarzutów KE, mielibyśmy takie poparcie, że Bruksela została całkowicie skompromitowana. Ale zamiast przynajmniej równolegle do jałowych rozmów z Timmermansem budować taki blok, my przyjęliśmy kolejne załgane obietnice Merkel i Junckera. Dzisiaj mamy tego owoce, bo w takim „dialogu” z nimi jesteśmy bez szans – co widać.

Czy za słabo się staraliśmy poprawiając pod dyktando Unii nasze ustawy sądowe?

Ich ingerencja w tej sprawie od początku była sprzeczna z traktatami, ale również godziła w niezwykle wrażliwą sferę suwerenności każdego państwa. Polska miała unikalną szansę, bo przez twardy opór z jednej strony, z drugiej zaś umiejętne przestrzeganie innych krajów przed uzurpacjami Brukseli i Berlina, zbudować solidny blok obrońców suwerenności państwowej w obrębie UE. Takie oczekiwania były zresztą formułowane w różnych miejscach w Europie. Co z tego jednak, kiedy nasi przywódcy woleli słuchać pseudo komplementów Merkel i pijackich bajdurzeń Junckera. Oczywiście nie chodziło tu o to, by biegać po gazetach i telewizjach i udzielać wywiadów, tylko robić solidną robotę dyplomatyczną – ale jak widać, nie tylko zresztą w tej sprawie – nam ciągle wystarczają „wyrazy uznania” i puste gesty.

,,Targowica'' w osobach opozycji i europosłów jątrzy bez skrupułów przeciwko swojemu (?) krajowi w UE - nie ma to żadnych sankcji prawnych?

Wydaje mi się, że to nie ma sensu. Większość Polaków, niezależnie od swojego stosunku do obozu rządzącego, takiej zdrady i opluwania własnego kraju nie akceptuje. Autorów takich zdradliwych działań spotka i tak trwały ostracyzm. Ale nie zmienia to faktu, że jest też w Polsce – tak jak było to dwieście lat temu czy za PRL-u – pewien margines ludzi zakompleksionych, którzy Polskę i Polaków uważają za coś gorszego niż „oświecona, postępowa Europa”. Oni zawsze będą na nas pluć, jednak ludzi chorych nie należy obejmować sankcjami karnymi. Trzeba odbudowywać postawy patriotyczne, miłość do Ojczyzny, a to spowoduje, że ci otumanieni antypolską manią szaleńcy wyginą jak dinozaury.

Czy nie jest tak, że niezależnie, co byśmy zrobili - i tak Unia zawsze znajdzie bat, żeby upodlić i próbować spacyfikować Polskę, która wraz z Węgrami ,,stawia się'' i burzy lewicową koncepcję zniszczenia suwerenności państw narodowych?

Oczywiście póki to postbolszewickie pokolenie'68 będzie rządzić w Europie, nie dadzą spokoju nam, Węgrom, teraz Włochom, może zaraz zajmą się Austriakami. Mam jednak wrażenie, że ich czas powoli dobiega końca. Problem polega jednak na tym, że ich ideologiczny dyktat skutkuje – jak w efekcie wahadła – coraz większą siłą formacji radykalnych w odwrotną stronę. Sądzę, że wkraczamy w okres destrukcji tego lewicowo – liberalnego, bazującego na marksistowskiej aberracji nurtu, a jednocześnie gwałtownego kształtowania się nowego porządku. Polska ma szansę odegrać istotną rolę w tym procesie, jednak sami musimy uwierzyć w to, że mamy poważny potencjał i pozycję, a także uznanie w wielu miejscach w Europie. Jeśli nie damy się wodzić za nos zawodowym oszustom, to żadni lewaccy komisarze nie zdołają nam nic narzucić.

Premier Morawiecki powiedział ostatnio to, o czym alarmował Pan ponad rok temu, że ,,..Jesteśmy płatnikiem netto. Polska dostaje z UE 25 mld zł, a zagraniczny kapitał czerpie od nas ok. 100 mld zł''. Czy z tego spostrzeżenia wynikną może jakieś decyzje, które ograniczą nierówną konkurencję między zachodnimi koncernami a polskimi firmami?

Jakiś czas temu opublikowano opracowanie, z którego wynika iż kraje, które są największymi eksporterami, stosują najwięcej instrumentów wspierających skrycie swoje firmy, a jednocześnie to właśnie te kraje tworzą najwięcej barier protekcjonistycznych, które blokują firmom obcym dostęp do ich własnych rynków. W opisanej w ten sposób skali, na czołowych miejscach były Chiny i Niemcy. Polska zaś na szarym końcu. Nasze firmy, wystawione na konfrontację z najbardziej chyba protekcjonistycznym krajem jakim są Niemcy, radzą sobie fantastycznie, bo polscy przedsiębiorcy, wyćwiczeni w omijaniu barier budowanych niegdyś w czasach komuny, a teraz przez naszą własną administrację, są arcymistrzami lawirowania w tej dżungli. Gdyby otrzymali realne wsparcie, choć w niewielkiej części takie jak mają firmy niemieckie, zawojowaliby świat. Premier Morawiecki na pewno to rozumie i mam nadzieję, że podejmie wysiłek aby zrobić krok w tym kierunku.

A może Polska powinna opuścić Unię Europejską za przykładem Wielkiej Brytanii, czy jest to raczej pomysł nierealny?

Dzisiaj wydaje się to nierealne, bowiem Polacy dostrzegają wyłącznie fakt, iż „Unia daje nam pieniądze”. Mało kto w Polsce próbuje zadać sobie pytanie, jak to się dzieje, że z każdego Euro, które trafia do Polski z Brukseli, jakieś 70% (niektórzy twierdzą że więcej), wraca do Niemiec. I nie mówią tego żadni wrogowie Unii. To sami Niemcy podnosili ten argument, kiedy ich rozgrzani politycy wrzeszczeli o zabraniu pieniędzy unijnych Polsce. No ale w Polsce nawet nasze władze nie zadają sobie trudu, by zagadnienie to uczciwie naświetlić. Panuje bowiem paradygmat obecności Polski w Unii bez względu na rzeczywiste korzyści.

Jednak tak jak pisałem, za jakieś trzy lata staniemy się płatnikiem netto do Unii. Myślę że to będzie wielki szok dla Polaków, który w kontekście tych naszych obecnych doświadczeń z postbolszewickim komisarzami brukselskimi, spowoduje radykalne załamanie się ich afirmacji dla Unii. To będzie zupełnie nowa rzeczywistość, z którą będą musieli się zmierzyć nasi liderzy polityczni i nie tylko.

Jedno jest dzisiaj pewne – nasze nadzieje, że obecność w Unii spowoduje jakiś cywilizacyjny awans Polski, okazały się naiwne. No chyba że dla kogoś cywilizacyjnym awansem jest zakamuflowane mordowanie Alfie Evansa, zalegalizowane zabijanie w Holandii i Belgii, całkowita afirmacja i preferowanie homoseksualizmu i genderyzmu, czy forsowanie poglądu, że zabijanie dzieci nienarodzonych to jest prawo człowieka. Jednak nie wierzę w to, że Polacy zgodzą się nie tylko na to, by te aberracje fundować w ich kraju, a tym bardziej dopłacać do tego jeszcze ich ciężko wypracowywane pieniądze.

Dziękuję za rozmowę