- Wypowiedź Katarzyny Bratkowskiej miała charakter polityczny. Słusznie powiedziała potem, że 24 grudnia to również dzień przesilenia zimowego, więc może nastąpi ono w umysłach kobiet, które na co dzień wstydzą się i boją mówić o swoich prawach. Dobrze, że jest ktoś, kto się nie boi. Skoro nie stawiamy oporu, tamta strona może urzeczywistnić plany, które oznaczają po prostu totalitaryzm jak z powieści Margaret Atwood "Opowieść podręcznej". Feministki wylądują wówczas w obozach dla kobiet niepokornych. Potrzeba jest wypowiedzi dzikich, śmiałych, które przekłują ten balon hipokryzji i zakłamania – przekonuje w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Kazimiera Szczuka.
Jej zdaniem w wypowiedzi tej nie było nic złego, a feministki w Polsce w ogóle są za grzeczne. - Ależ my jesteśmy bardzo grzeczne. Nic złego nie robimy. Za to wciąż się tłumaczymy, przepraszamy. Jedna mocna wypowiedź i zaraz podnosi się wielkie oburzenie. Co takiego radykalnego zrobiły feministki w Polsce? W Europie raczej panuje zdumienie, że tutaj tak drastycznie ograniczane są prawa kobiet, a nikt nie protestuje, panuje cisza - podkreśla. I dodaje, że w Polsce kobiety boją się, że lekarze im nie pomogą. - Kobiety już teraz boją się, że jeśli zdarzy się nieszczęście powikłań ciąży, choroby, cokolwiek pójdzie nie tak, nikt im nie pomoże. Bo lekarze czasami nawet nie chcą ich wtedy badać. Bo może się okazać, że ciążę należy przerwać, a tego legalnie lekarze robić nie chcą. Boją się, nie lubią, nie mają ochoty. Jak tak dalej pójdzie, Polska będzie ginekologicznym Afganistanem Europy – mówi.
A na koniec podkreśla, że jest pełna podziwu dla kobiety, która zapewniła, że chce zabić swoje dziecko. - Powtórzę jeszcze raz. Jedyny oczywisty sens tej wypowiedzi jest taki, że kobieta mówi "moje ciało należy do mnie". Czy to tak trudno zrozumieć? Ale przyznam szczerze, choć to może nieco osłabić polityczny wymiar całej dyskusji, że nie miałam ani przez sekundę wątpliwości, że Katarzyna Bratkowska zastosowała jedynie mocny chwyt retoryczny. Świetnie jej to wyszło. Jestem pełna podziwu – mówi Szczuka.
TPT/Wyborcza.pl
