Gdy w polskich miastach odbywały się wielkie demonstracje Komitetu Obrony Demokracji, niemiecka prasa aż huczała. We wszystkich niemal dziennikach przeczytać można było relacje o samozwańczych obrońcach demokracji, którzy bohatersko obnażają faszystowskie inklinacje Prawa i Sprawiedliwości.

 

Gdy w Warszawie demonstrowali pod Sejmem wykorzenieni z europejskiej cywilizacji obrońcy mordowania dzieci nienarodzonych, prasa w Niemczech powoływała się na ich przykład, stając w obronie feministek i w ogóle wszystkich kobiet uciśnionych przez PiS i Episkopat.

Nawet 11 listopada, gdy Polacy na ulicach Warszawy świętowali niepodległość, większość niemieckich dzienników nie milczała. Obszernie rozpisywano się o wszystkich ekscesach, przedstawiając polski patriotyzm jako nowe wcielenie faszyzmu.

Gdy jednak wczoraj Warszawa została wprost zalana przez tych Polaków, którzy wierzą w polskość, którzy chcieli upamiętnić tragedię smoleńską - w Niemczech cisza. Żaden większy dziennik niemiecki nie pisze o tych dziesiąkach tysięcy, którzy demonstrowali z jednej strony pragnienie wyjaśnienia prawdy, a z drugiej poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości. 

W Austrii, w Szwajcarii nawet - tak, tamtejsze dzienniki piszą o dziesiątkach tysięcy demonstrantów na ulicach Warszawy. Jednak w Niemczech nie wspomina o tym nikt. Jeżeli nie można uderzyć w rząd PiS, jeżeli nie można skupić się na zadymach, obiektywne niemieckie media wolą milczeć... Po co pisać, że tylu jest Polaków, którzy w Polskę wierzą? To byłoby przecież zbyt prawdziwe, a czy za Odrą komuś chodzi o prawdę?...

hk