- Wiemy, że krzyż zabrała osoba, która chciała go usunąć za złotówkę, startowała w przetargu, ale go nie wygrała. Policjanci pojechali do tego mężczyzny. Będziemy również rozmawiać z proboszczem. Sytuacja jest niecodzienna - mówił w rozmowie z "Gazetą" Paweł Międlar, rzecznik podkarpackiej policji.

 

Później dodał: - Proboszcz złożył zawiadomienie o kradzieży krzyża. Mężczyzna, który go wykopał, krzyż postawił w swoim ogrodzie. Tłumaczył nam, że zabrał go, by uchronić krzyż przed zniszczeniem.

 

Krzyż został usunięty w sobotnią noc. Jako pierwszy o tym poinformował portal Stalowka.net. "O pierwszej w nocy były jakieś światła i zamieszanie w lasku. Myśleliśmy, że to może jacyś fani futbolu coś działają" - donosił portal.

Lokalni dziennikarze dotarli do mężczyzny, który wykopał krzyż i przewiózł go do pobliskiego Zaklikowa na swoją prywatną posesję. To 49-letni Czesław Obara, zgodził się na podanie nazwiska. - Zgłaszałem propozycję kościołowi, że przeniosę krzyż, ale mnie nie słuchał. Nie wiedzieli, że jest na świecie taki człowiek, który może się tego dopuścić - mówił Obara. Mężczyzna podkreślał, że od "małego dziecka jest niewierzący", a wykopując krzyż, chciał "dać przykład", jak powinno się postępować w takich przypadkach.

 

Krzyż na stalowowolskim osiedlu Młodynie stanął trzy lata temu. W listopadzie ubiegłego roku zapadła ostateczna decyzja - budowla jest nielegalna i należy ją rozebrać. Głównym powodem takiej decyzji było to, że krzyż stanął na działce należącej do miasta, a inwestor nie miał zgody na jego postawienie. Prezydent Stalowej Woli ostro zaprotestował. Sprawę rozpatrywał i nadzór budowlany (najpierw powiatowy, potem wojewódzki), i sąd administracyjny. Inwestor krzyża - ks. Jerzy Warchoł, proboszcz parafii pw. Opatrzności Bożej - nie podjął się jednak rozbiórki krzyża.

 

eMBe/Stalowka.net/Gazeta Rzeszów