Ksiądz Lemański z zachwytem odniósł się do testamentu kardynała i zapewniał, że wielu go usłyszało i zatrzymało się przy jego słowach. Jednak zatrzymanie owo może być tylko pełne zachwytu. Ci, którzy stawiają pytania są „kundlami”, które uprawiają „sąd trupi”. „Rzucili się na wypowiedzi dopiero co zmarłego, na zajmowaną przezeń postawę, a zwłaszcza na krytykę funkcjonowania Kościoła, której był zmarły kardynał niejednokrotnie autorem. To ci dopiero odwaga. Gdy kardynał Martini żył, żaden z autorów Frondy, nie pojechał do niego na rozmowę, by przedyskutować sporne kwestie, by poszukać wyjaśnienia, doprecyzowania, oceny. Teraz nabrali odwagi, chwycili wiatr w żagle i wypłynęli, niczym bałwany, na przestwór oceanu” - sugeruje ks. Lemański, wykazując się przy okazji całkowitą nieznajomością naszych tekstów, w których wielokrotnie polemizowaliśmy, także z żyjącym metropolitą.
A dalej jest już tylko mocniej. „Mam nadzieję, że mądre słowa kardynała Martiniego, które pozostawił po sobie, przemawiać będą jeszcze długo i to do wielu. Co zaś do tych „odważnych”, to odbieram ich słowa jak ujadanie kundli, które gdy niedźwiedź zaryczy, biorą ogon pod siebie i z piskiem uciekają. Gdy zaś zobaczą martwego niedźwiedzia, a już najlepiej jego skórę, wtedy z jazgotem rzucają się na zdobycz szczerząc kły” - napisał ks. Lemański. Szkoda tylko, że duchowny nie zdecydował się odpowiedzieć na nasze, pełne szacunku do zmarłego pytania. One są aktualne, także w odniesieniu do niego samego. I być może dlatego zamiast spróbować sobie na nie odpowiedzieć, ks. Lemański wolał zastosować obelgi. Myślenie w tym przypadku mogłoby go bowiem doprowadzić do zmiany postawy, a obelgi, tylko w niej utwierdzą.

