Matka Kurka dla Frondy: Poszła do domu ''ulica'', to wróciła ''zagranica'' - zdjęcie
30.05.18, 07:30screenshot Youtube / domena publiczna

Matka Kurka dla Frondy: Poszła do domu ''ulica'', to wróciła ''zagranica''

Po czterdziestu dniach korytarz sejmowy opuściła delegacja, która udawała reprezentację osób niepełnosprawnych. Ich „wyczyn” został już porównany na wszelkie możliwe i niemożliwe sposoby, z użyciem najcięższych idiotyzmów i absurdów. Czytałem, że to 40 dni Jezusa na pustyni. Słyszałem, od niedouczonego celebryty Owsiaka, że to 40 dni, jak w Powstaniu Warszawskim, które jak wiadomo trwało 63 dni. Również ten sam celebryta porównał komfortowe warunki (darmowe, spanie, jedzenie, masaże, opieka medyczna) do getta. Naturalnie nie obyło się bez „faszyzmu” i wszystkich wielkich kwantyfikatorów, pojawiających się zawsze, gdy trwa polityczna hucpa.

Wreszcie przedstawienie się skończyło i w mojej skromnej ocenie, proces ten znacznie przyspieszyły kolejne kłamstwa protestujących, wypływające do Internetu i mediów oraz wizyta niezawodnego Lecha „Bolesława” Wałęsy. Na paliwie i wózkach osób niepełnosprawnych polskojęzyczne media wraz z opozycją, jechały ponad miesiąc, a gdy paliwo zaczęło się kończyć, po prostu przenieśli się na inny polityczny wehikuł. Parę razy już o tym publicznie pisałem, ale nie na portalu „Fronda”, dlatego pozwolę sobie raz jeszcze napisać. Za tydzień, góra dwa, temat niepełnosprawnych zostanie we wszystkich TVN-ach i GW odłożony na półkę z konającą wiewiórką, klaczami z Janowa i kornikiem z puszczy. Tak działa cynizm, nie tylko polityczny, ale cynizm w czystej postaci, czyli chleb powszedni mediów i polityków spłodzonych przy okrągłym stole. Przykre to bardzo, zwłaszcza w tej konkretnej sprawie, niezwykle ważnej społecznie i bez wątpienie nie załatwionej przez państwo należycie. Prawdziwie potrzebujący i niepełnosprawni przykuci wraz z opiekunami do łóżek, padli ofiarą cwaniaków, którzy wokół inwalidztwa zbudowali sobie rozmaite biznesy.

Nie koniec złych informacji, bo trzeba pamiętać, że wytoczono najcięższą armatę i poszło setki salw w eter. Trudno będzie tak naprędce znaleźć coś podobnego kalibru, gdy się wypruło cały arsenał. Czym zastąpić nośny społecznie i emocjonalnie temat? Inwencji po sorcie, precyzyjnie zdefiniowanym przez Jarosława Kaczyńskiego, spodziewać się nie należy i tak na tapetę wróciła „zagranica”. Znów w Unii Europejskiej „jesteśmy postrzegani, jako kraj naruszający podstawowe normy demokratyczne i trójpodział władzy”. Żadnego nie ma znaczenia, że nawet UE czegoś podobnego od paru miesięcy nie mówi, bo wpadła w pułapkę, z której nie potrafi wyjść. Stało się jasne, że budżet proponowany przez Komisję Europejską, jest nie do zaakceptowania przez co najmniej 9 państw i tym prostym sposobem Polska zbudowała sobie koalicję potrzebną do zablokowania procedury z art. 7. Nawiasem mówiąc rzeczona procedura jest funta kłaków warta i faktycznie mogłaby zadziałać dopiero po kilku latach, ale przecież nie o to chodzi. Ważny jest świeży koń, na którego da się wskoczyć i galopować do utraty tchu, co się właśnie dzieje.

„Ulica” poszła do domu odpocząć, a ramach wymiany konia wyprowadzano ze stajni zagranicę i teraz będziemy całymi dniami wysłuchiwać, jakież to europejskie plagi na nas spadną, co jest karą za brak pokory. Wspomniałem, że nie są to najlepsze wieści, ale może przesadziłem. Na patencie europejskim jedzie się znacznie wolnej, to jednak nie są chwytające za serce obrazki, niechby nawet kiepsko wyreżyserowane i odegrane. Przy budżecie rozmawia się o jakichś abstrakcyjnych miliardach, czego ludzki umysł nie ogarnia. Nikt się specjalnie nie przejmował przez 8 lat, że Polska traciła dziesiątki miliardów rocznie na VAT, to kto się przejmie straszeniem, że „dostaniemy” 10, czy 25 miliardów mniej z UE.

Trochę się na tym „zagranicznym” koniku pojeździ i znów się wróci na „ulicę”, kwestią do ustalenia pozostanie tylko rodzaj „tragedii”. Upieram się, że Iwona z koleżankami na bis, to bardzo kiepski pomysł i takiego entuzjazmu, jak przy pierwszym występie w życiu nie wywoła. Najpewniej czeka nas tak zwana „bieżączka”, czyli jakiś „Farmazon” założy helikopter na głowę i będziemy debatować o państwie policyjnym. W sumie wypada się ucieszyć i pomodlić, aby ten poziom po stronie „opozycji” nigdy się nie podniósł. Prawda i nie ma co nadmiernie narzekać, tylko estetycznie ciężko to znieść, ale czego się nie robi dla Ojczyzny.

Matka Kurka (Piotr Wielgucki)