Marchlewszczyzna i represje wobec Polaków na Ukrainie 1929 - 39 - zdjęcie
02.04.16, 10:36Funkcjonariusze NKWD

Marchlewszczyzna i represje wobec Polaków na Ukrainie 1929 - 39

0

Henryk Stroński

Marchlewszczyzna.pl

Część 2

Wysiedlenia i deportacje ludności polskiej z Ukrainy w latach 1930-1936

Na początku lat 30 nastąpił kardynalny zwrot w realizacji przez Moskwę dotychczasowej polityki narodowościowej na Ukrainie, co było związano z nasileniem się stalinizmu, zaostrzeniem stosunku wobec Polaków. Dokonywane w ZSRR przedsięwzięcia społeczno-gospodarcze, a szczególnie realizowana w brutalnym wydaniu kolektywizacja, wywoływały niezadowolenia wśród ludności polskiej. Powszechnym zjawiskiem w polskich wsiach Ukrainy w okresie kolektywizacji były nastroje emigracyjne. Zaniepokojony nimi, na przykład, sekretarz wołyńskiego okręgowego komitetu partii Włodzimierz Lewicki 26 stycznia 1930 r. donosił w liście sekretarzowi generalnemu Komunistycznej Partii (bolszewików) Ukrainy (KP(b)U) Stanisławowi Kosiorowi, że na Wołyniu „prowadzona jest nielegalna agitacja […], żeby ci, którzy chcą wyjechać, a nie dostaną od władz sowieckich zgody na wyjazd, zebrali się i ruszyli hurmem przez granice”. Chłopi polscy byli zdecydowani na najgorsze, nawet na to, że „gdy tysiąc zabiją, to pozostali przedostaną się do Polski”. Sekretarz wołyński prosił centrum o natychmiastowe podjecie kroków zapobiegających takiemu rozwojowi sytuacji, o przyznanie ludności kredytów i ziarna na zasiew, naprawienie i zaniechanie czynów bezprawnych przy organizacji kołchozów. Jednocześnie apelowano o przyśpieszenie akcji wysiedlania kułaków i innego „elementu kontrrewolucyjnego” ze strefy przygranicznej[1].

Polacy, zwłaszcza mający krewnych i bliskich w Polsce, składali podania o zgodę na wyjazd do kraju. W 1929 r. w okręgu wołyńskim wpłynęło ich 97, w tym od: 14 chłopów bezrolnych, 16 średniaków, 10 pracowników umysłowych, 13 gospodyń domowych. Po rozpatrzeniu władze wydały 71 paszportów[2].(11) Do końca 1929 r. na całej Ukrainie podobnych wniosków złożono 350, przeważnie mieszkańcy okręgów zachodnich[3]. W następnych miesiącach liczba ta nieustannie rosła, na co od razu zareagowano w Moskwie. W styczniu 1930 r. w liście do politbiura KC KP(b)U, podpisanym przez zastępcę kierownika wydziału propagandy i agitacji WKP(b) S. Dymansztejna i sekretarza polskiego biura Jana Nejmana, wyrażano zaniepokojenie nastrojami wśród ludności polskiej na Ukrainie i nakazywano natychmiastowe podjęcie stosownych kroków w celu ich stłumienia. Moskwa polecała także, by wspomniane nastroje kwalifikowali „jako antysowiecką demonstrację, zorganizowaną przez polskich faszystów, mającą świadczyć o prześladowaniu Polaków w ZSRR”. Zalecano także, aby kategorycznie odmawiać wydawania paszportów, czynić dokładne rozeznania o każdym Polaku ubiegającym się o zgodę na wyjazd, a na łamach polskojęzycznych gazet w ZSRR pokazywać trudną sytuację i życie w Polsce[4].

Uniemożliwienie legalnego wyjazdu do Polski spowodowało nasilenie ucieczek przez „zieloną granicę”. Ludzie uciekali pojedynczo i całymi rodzinami. Ze wsi Czarnokozińce w rejonie oryninskim okręgu kamieniecpodolskiego w grudniu 1929 r. do Polski przez Zbrucz przedostało się 5 rodzin[5].

Nagminne nielegalne przekraczanie przez obywateli ZSRR granicy na Zbruczu stało się przyczyną nieporozumień między sąsiadującymi państwami, a ucieczki zyskały rozgłos międzynarodowy. W marcu 1930 r. polskiemu premierowi Kazimierzowi Bartlowi złożył wizytę nuncjusz apostolski w Warszawie Francesco Marmaggi, który w imieniu Stolicy Apostolskiej zaproponował pomoc w organizacji obozów przejściowych dla uciekinierów z ZSRR. Strona polska poinformowała nuncjusza, iż każdego dnia granice przekracza ponad 10 osób. Rząd Polski zwrócił się do Komitetu Nansena oraz Ligi Narodów z prośbą o udzielenie pomocy narastającej liczbie uciekinierów[6]. Sowiecka gazeta „Prawda” oceniła to „jako niebywały wrogi atak”, „chuligańską kampanię antysowiecką”[7].

Aby uniemożliwić ucieczkę ludności przez Zbrucz sowieci nasilili obserwacje i wzmocnili straż graniczną. Oprócz tego z przygranicznych rejonów na szeroką skalę zaczęli usuwać ludność polską w głąb kraju.

Wysiedlenia na początku lat 30.

Procesowi kolektywizacji towarzyszyły ostre działania represyjne ze strony sowieckich organów przemocy, które też dotknęły i Polaków. Wśród form i kierunków postępowań represyjnych wobec ludności polskiej w ukraińskich wsiach bardzo wielkiego rozmachu nabrały w omawianym czasie deportacje z tradycyjnych miejsc zamieszkania. Możemy wyróżnić kilka akcji zmierzających do usunięcia Polaków z przygranicznych rejonów, zarówno do wschodnich obwodów Ukrainy, jak i poza jej obręb. Pierwsze wysiedlenia miały miejsce w latach 1930-1933 i odbywały się przeważnie w ramach wspomnianej akcji „likwidacji kułactwa jako klasy”. Kryterium stanowiły wówczas czynniki socjalne i polityczne, chociaż zaczynały występować także względy narodowościowe. Ludzi rozkułaczonych gospodarstw starano się wysiedlić poza obręb Ukrainy na Północ lub za Ural, gdzie zatrudniano przy wyrębach lasów lub przy budowie obiektów przemysłowych, kolei lub kanałów wodnych. Wczesną wiosną 1930 r. GPU Ukrainy sporządziło pierwsze listy kilku tysięcy osób do wysiedlenia, w tym tylko z okręgu wołyńskiego około 2 tys. – „czołówkę kułaków oraz elementu kontrrewolucyjnego”. Przy tym okręgowy komitet partii nakazywał kierownictwu rejonów typować do wysiedlenia „mocnych kułaków” i „na pół obszarników”, zwłaszcza narodowości polskiej. Polecenie nie obejmowało osób, które walczyły po stronie bolszewików i mających synów w Armii Czerwonej[8].

Jesienią 1930 r. akcję wysiedleńczą wzmożono, o czy świadczą materiały archiwalne. Na początku listopada wysiedlono 566 Polaków (do 6 lat – 132, 6-15 lat – 122, 15-60 lat – 299, powyżej 60 lat – 13 osób) z rejonu jemilczyńskiego, bezpośrednio przylegającego do granicy państwowej. Z sąsiedniego rejonu horodnickiego do pociągu załadowano 328 osób, a z rejonu oleskiego wysiedlono 367 osób[9]. Najwyraźniej sowieci oczyszczali pas przygraniczny od, w ich mniemaniu, „polskiego elementu kontrrewolucyjnego”. Jak informowało dowództwo 19 olewskiego oddziału pogranicznego GPU Ukrainy, ludzie płaczem i prośbami usiłowały skłonić władze do zmiany decyzji o wysiedleniu lub pośpiesznie składali podania o przyjęcie do kołchozu. W poszczególnych wsiach, jak czytamy w meldunku nr 13 z 4 listopada 1930 r., miały miejsce ucieczki poza obręb rejonu, grożenie ze strony wysiedlanych podpaleniem obiektów państwowych i przejściem przez granicę do Polski[10].

28 listopada 1933 r. wysłano na Północ 15 rodzin polskich z rejonu marchlewskiego. Kilka dni wcześniej organa GPU aresztowały wszystkich zdolnych do pracy mężczyzn i przetrzymywały w więzieniu w Nowogrodzie Wołyńskim, a w dniu odjazdu transportu na Północ dołączono ich do rodzin. Małoletnie dzieci pozwolono zostawiać krewnym, podobnie jak i osoby powyżej 55 lat[11]. To powodowało rozłączenie rodzin i pogłębiało cierpienie ludzi.

Wysiedlonych wykorzystywano jako siłę roboczą, a surowy klimat i ciężka praca powodowały wysoką śmiertelność. Niełatwo jest wyznaczyć ilość Polaków wśród wywiezionych w okresie 1930-1933 r. z Ukrainy rodzin, ale jak szacuje się w literaturze badawczej na podstawie doniesień polskich placówek konsularnych ich liczba wynosiła ok. 10 tys. osób[12].

Wywózki do wschodnich obwodów Ukrainy w 1935 r.

Następna fala masowych wywózek i to wyłącznie ludności polskiej, jak wskazują odtajnione materiały archiwalne, z przygranicznych rejonów Ukrainy miała miejsce w 1935 r. Rodziny polskie wtedy lokowano w obrębie Ukraińskiej Republiki Sowieckiej, a mianowicie we wschodnich i południowych obwodach – donieckim, charkowskim i dniepropietrowskim. Tysiące Polaków rozmieszczano wtedy w tych domach i wioskach, które najbardziej ucierpiały w wyniku Wielkiego Głodu. Natomiast do ich opuszczonych domów sprowadzono z kolej „pewniejszą” ludność ukraińską ze wschodnich i centralnych obwodów. Tym sposobem sowieci dążyli do wzmocnienia pasa przygranicznego.

W przededniu wojny nasilono obserwacje zachodnich terenów przygranicznych jako ewentualnego kierunku przyszłych działań wojennych. Pospiesznie rozpoczęto wzdłuż granicy państwowej budowę obiektów inżynieryjno-fortyfikacyjnych („linia Stalina”). Ponieważ właśnie Polskę moskiewskie kierownictwo uważało za przeciwnika w sensie politycznym i wojskowym, zapadła decyzja o usunięciu z rejonów zachodnich „piątej kolumny”, czyli ludności polskiej, którą wtedy traktowano z rosnącą nieufnością. Rozkaz do wysiedlenia ludności polskiej zapadł wtedy, gdy Politbiuro KC KP(b)U 23 stycznia 1935 r. przyjęło ściśle tajne rozporządzenie „O wysiedleniu ze strefy przygranicznej 8300 gospodarstw ze względów obronnych i o przesiedleniu do przygranicznych rejonów 4000 najlepszych kołchoźników z obwodów kijowskiego i czernihowskiego”[13]. Należy zaznaczyć, iż w nazwie dokumentu nie wskazuje się bezpośrednio na Polaków, ale w jego tekście mowa jest o nich i wywózki obejmowały te tereny, gdzie zamieszkiwało ich najwięcej. To samo potwierdziło się na praktyce podczas realizacji rozporządzenia.

W pierwszej kolejności wywożono ludność polską z siedmiokilometrowego pasa przygranicznego, a konkretnie z rejonów: wołoczyskiego, lachowieckiego, zasławskiego, sławuckiego w obwodzie winnickim oraz z rejonów oleskiego, narodnickiego i jaruńskiego w obwodzie kijowskim. Do przeprowadzenia wysiedlenia ludności w rejonach, okręgach i obwodach powołano komisje, w których skład weszli funkcjonariusze partyjni i państwowi, w tym sekretarz komitetu partyjnego i kierownik organu NKWD. Na szeroką skalę do wykonania akcji włączano tzw. aktyw partyjny i sowiecki – wiernych zwolenników i funkcjonariuszy miejscowej władzy narodowości niepolskiej.

Największe natężenie miało wysiedlanie ludności polskiej z Marchlewszczyzny, której wsie znajdowały się kilkadziesiąt kilometrów od granicy państwowej. Pierwszych 750 rodzin (około 3,6 tys. osób) według spisów wcześnie sporządzonych przez NKWD, wywieziono w końcu lutego i na początku marca 1935 r.[14] Jesienią tegoż roku z terytorium rejonu zostało usunięto następnych 350 rodzin (1668 osób), w tym 432mężczyzn, 468 kobiet i 768 dzieci[15]. Ciekawe, że w spisach wysiedlonych podzielono na odpowiednie kategorii według popełnionych „win” i „zbrodni”, a mianowicie: „polski kontrrewolucyjny element nacjonalistyczny”, „kościelny aktyw”, „kontrrewolucyjny element kułacki”, „związki z Polską i podejrzenie o szpiegowsko”, „organizatorzy i odbiorcy pomocy hitlerowskiej”, „kontakty z konsulatem”, „była szlachta” i in.[16]

Pełnomocnik we wsi Jawne odwiedził domy przewidzianych do wysiedlenia i ujawnił następujące fakty:

Rodzina obywatela Brodowskiego Adolfa składa się z siedmiorga dzieci i ich dwojga, dzieci i żona absolutnie bez ubrania i obuwia […] Rodzina obywatelki Kowalczuk Heleny, czworo dzieci, byli na zesłaniu, niedawno wrócili, mąż obecnie znajduje się pod strażą, dzieci nie mają żadnego ubrania i butów, a także nie ma żadnych zapasów żywności […] Rodzina Kucharskiej Ireny, troje dzieci, pracuje w kołchozie, mąż przebywa na zesłaniu, dzieci nie mają ciepłego ubrania […] [17].

Akordem końcowym deportacji ludności polskiej do wschodnich obwodów Ukrainy było wywiezienie 1500 rodzin z obwodu winnickiego pomiędzy 5 a 15 stycznia 1936 r.[18]

Na podstawie dostępnych archiwalnych materiałów można szacować, że do wschodnich obwodów Ukrainy wysiedlono około 40 tys. Polaków.

Wedle wspomnianego rozporządzenia, na nowym miejscu zalecano umieszczać w lepszych domach przede wszystkim kołchoźników i tych gospodarzy indywidualnych, którzy złożyli wniosek o przyjęcie do kołchozu, gdzie musieli pracować i dbać o przetrwanie swoich rodzin. Niekiedy pojawiała się możliwość przenoszenia się do miast czy miastecze, bowiem szybko rozwijający się przemysł sowiecki potrzebował siły roboczej. Prawda to wcale nie oznaczało jeszcze, że o Polakach zapomniano. W szczytowych latach Wielkiego Terroru organa NKWD tysiącami aresztowały ich, zsyłały do gułagów lub rozstrzeliwały na miejscu wyłącznie za pochodzenie narodowościowe.

Deportacje do Kazachstanu w 1936 r.

Jesienią 1935 r. po raz pierwszy poruszono sprawę o wysiedleniu Polaków poza obręb Ukrainy. 25 listopada na posiedzeniu politbiura KC KP(b)U podjęto uchwałę o utworzeniu komisji do pracy „nad sprawami związanymi z przesiedleniem wiosną 1936 r. w pierwszej kolejności 6-7 tysięcy gospodarstw ze strefy przygranicznej poza obręb Ukrainy”. Przewodniczącym jej został sekretarz generalny KP(b)U Stanisław Kosior, Polak z pochodzenia. Do składu weszli czołowi partyjni i państwowi dygnitarze republiki– P. Postyszew, P. Lubczenko, Popow, I. Szeleches, W. Balickyj, I. Jakir, Iljin, a także kierownictwo partyjno-rządowe obwodów kijowskiego i winnickiego – Wasyłenko, Nalimow, Szarow, Czerniawskyj, Tryliskyj, D. Sokolinskyj, Papernyj, co świadczyło o politycznej ważności planowanego przedsięwzięcia[19]. Ostateczna decyzja zapadła 17 stycznia 1936 r., kiedy KC WKP(b) w Moskwie podjął uchwałę o deportacji 15000 gospodarstw polskich i niemieckich z Ukrainy do Kazachstanu[20]. Równolegle tę decyzję musiał także powtórzyć pion władzy wykonawczej państwa sowieckiego. 28 kwietnia 1936 r. uchwałę nr 776–120 «O wysiedleniu z Ukraińskiej SRR i gospodarczym urządzeniu w obwodzie karagandinskim Kazachskiej SRR 15 000 gospodarstw polskich i niemieckich» przyjęła Rada Komisarzy Ludowych ZSRR. Na mocy tego dokumentu polska i niemiecka ludność otrzymywała status tzw. specposiedleńców (specjalnych osiedleńców). Aczkolwiek nie przewidywano dla nich ograniczenia praw obywatelskich, ale kategorycznie zakazano opuszczenia miejsc osiedlenia i powrotu w rodzinne strony[21].

Ponadto już na miejscu kategorycznie zabroniono przemieszczanie się poza obręb swojej rady wiejskiej bez specjalnego pozwolenia komendanta. Obowiązkiem dorosłych członków rodzin przesiedleńców było regularne meldowanie się u komendanta osady, w gestii którego było nadzorowanie deportowanych.

Na Ukrainie decyzję tę przyjęto do bezwarunkowego wykonania. Już w marcu 1936 r. partyjno-rządowa komisja wyznaczyła 5570 gospodarstw (rodzin) do deportacji na wiosnę[22].

Deportacji ludności polskiej i niemieckiej (powyżej 10 tysięcy osób z Wołynia) do głodującego i dalekiego Kazachstanu towarzyszyły nie tylko gwałt i przemoc, ale też kampania kłamstw i obłudy. Kierowani do każdej wsi pełnomocnicy i agitatorzy starali się przekonać zdesperowaną i wzburzoną ludność o pożyteczności i konieczności przesiedlenia, dobrych warunkach w Kazachstanie. Rodziny o przesiedleniu powiadamiano 7-10 dni wcześniej, aby miały czas na spakowanie się i przygotowanie do dalekiej drogi. Deportowanym pozwalano zabrać ze sobą prawie cały dobytek, z bydłem włącznie. Członkom kołchozu i gospodarzom indywidualnym należała się nawet rekompensata pieniężna za zostawione produkty rolne i zasiewy. Ale w praktyce tych warunków z reguły nie dotrzymywano.

Deportacje Polaków do Kazachstanu obejmowały nie tylko wsie zachodnich rejonów Ukrainy, ale i takich miast, jak Nowogród Wołyński, Żytomierz czy Kamieńca Podolskiego. Wyławiano przeważnie tych, którzy na początku lat 30 po rozkułaczeniu ratowali się ucieczką ze wsi do miast. Komisje deportacyjne zazwyczaj skreślali z list rodziny mieszane, gdy jedno z małżonków było narodowości niepolskiej, natomiast rodziny polsko-niemieckie deportowano bezwzględnie. Pierwsza tura deportacji miała miejsce w okresie od 20 maja do 5 czerwca 1936 r. Do dalekich kazachstańskich stepów przetransportowano 3317 rodzin z obwodu kijowskiego i 2250 z winnickiego[23]. Z tego ostatniego najwięcej deportowano z okręgu szepietowskiego – 1677 rodzin, w tym 320 niemieckich (około 7 tys. Polaków i 1 tys. Niemców)[24]. Natomiast z okręgu nowogrodzko-wołyńskiego w obwodzie kijowskim deportowano jeszcze więcej – 1778 rodzin polskiego i 989 niemieckiego „elementu kontrrewolucyjnego”[25].(32) Ta liczba rodzin obejmowała 13760 osób, których wysiedlono z 63 rad wiejskich i 80 miejscowości, a na stacji Nowogród Wołyński, Lipino, Radulin i Horodnica umieszczono je w 16 transportach i 1142 wagonach[26].

Deportacje nabrały charakteru czystki etnicznej, ponieważ powodowały całkowite usuniecie ludności polskiej i niemieckiej z rejonów, gdzie od wieków zamieszkiwały zwartymi grupami. Kierownik okręgowego oddziału NKWD w Nowogrodzie Wołyńskim Aleksandrow w sierpniu 1936 r. donosił do Kijowa:

„Co się tyczy rejonów horodnickiego i jaruńskiego, to podczas ostatniego przesiedlenia zostały prawie całkowicie oczyszczone z Polaków i Niemców, i pozostała tam nieznaczna liczba rodzin mających mężczyzn zdolnych do pracy”[27].

Jesienią 1936 r. nastąpiła druga tura deportacji do Kazachstanu. Tym razem, według najnowszych danych, na stepy zostało wysiedlonych 9433 rodzin. Z okręgów i rejonów obwodu kijowskiego na wschód zostało wywiezionych 4204, a z obwodu winnickiego – 5229 rodzin (około 25 tys. osób)[28]. W rezultacie takiego rozmachu usunięcia ludności w zachodnich rejonach republiki całkowicie znikały wsie i chutory, szkoły i kołchozy. Na podstawie dostępnych materiałów archiwalnych wynika, że w 1936 r. do Kazachstanu zostało deportowanych ok. 11,5 tys. rodzin polskich i 3,5 tys. niemieckich (łącznie około 70 tys. osób, w tym prawie 30 tys. stanowiły dzieci[29]. Szacunkowo wśród deportowanych mogło być od 56 do 60 tys. Polaków. Pamiętajmy, że ludność niemiecka stanowiła stosunkowo niewielki odsetek deportowanych i to tylko z Wołynia, gdzie zamieszkiwała. Natomiast na Podolu deportacji podlegały wyłącznie rodziny polskie. Przymusowe usunięcie tysięcy ludzi z małej ojczyzny pozostawiło głęboki ślad w świadomości i pamięci Polaków.

O rozpaczliwej sytuacji i położeniu deportowanych Polaków i Niemców z Ukrainy w Kazachstanie można dowiedzieć się i z oficjalnych dokumentów, znajdujących się w miejscowych archiwach. Z nich wynika przede wszystkim, że wspominana decyzja RKL ZSRR nr 776-120 ss z dnia 28 kwietnia 1936 r. zakładała przesiedlenie 15 tys. rodzin, czyli 45 tys. osób. I w tym ostatnim tkwił, jak się okazało najważniejszy problem, ponieważ wszystkie pieniężno-materialne obliczenia (budownictwo mieszkań i całej infrastruktury) dla prac przygotowawczych w Kazachstanie robiono w odniesieniu do tej liczby. Faktycznie do Kazachstanu wg stanu na 1 grudnia 1936 r. przybyło z Ukrainy

powyżej 68 tys. Polaków i Niemców, czyli o 23 tys. więcej ludzi, dla których potrzeby materialne zostawały bez pokrycia[30].

Oprócz tego niedołężna administracja partyjno-rządowa, działająca na tak wielkim i rozległym obszarze, mająca do czynienia, w jej mniemaniu, z «elementem kontrrewolucyjno-nacjonalistycznym», i tak nie bardzo dokładała starań do wykonania rozporządzeń rządowych po rozlokowaniu przesiedleńców z Ukrainy. Nic dziwnego, że w Kazachstanie zaistniała wręcz rozpaczliwa sytuacja z mieszkaniami, żywnością, szkołami dla dzieci, obiektami ochrony zdrowia i in. Jak wynika z oficjalnych dokumentów, na czas przybycia przesiedleńców z Ukrainy w 1936 r. zdołano wybudować 3525 domów, co praktycznie oznaczało jeden dom na 4 rodziny. Przydział powierzchni na jednego mieszkańca wynosił tylko 2,28 m. kw.[31].

Za typową sytuację można uznać to, co spotkało 350 gospodarstw-przesiedleńców z wspomnianego nieraz rejonu baranowskiego, obejmujący większość wsi b. Marchlewszczyzny, którzy przybyli jesienią 1936 r. do rejonu ilijskiego obwodu ałmatyńskiego na południu Kazachstanu. Wszystkich przybyszów z Ukrainy osiedlono w domach miejscowych kołchoźników, bowiem oddzielnych mieszkań nie wybudowano. Wkrótce doszło do nieporozumień i konfliktów, wynikających na tle bytowym, gdyż na tak małej przestrzeni skoncentrowano wielu ludzi o odmiennej kulturze i narodowości, a na dodatek miejscowi gospodarze domów zażądali spłacania komornego. Przesiedleńcy stanowczo odmawiali tego, oświadczając, iż na Ukrainie pozostawili swoje mieszkania i żądali rekompensaty. Ponadto władza nie mogła wydać ludziom odpowiedniej ilości zboża, ziemniaków, należnego im za zdane na Ukrainie. Nic dziwnego, że Polacy z Marchlewszczyzny na nowym miejscu «nie chcą wstępować do kołchozów, oświadczając, że raz już wstępowali do nich [na Ukrainie. – H.S.] i drugi raz nie chcą»[32].

Miejscami rysował się problem językowy, polegający na niemożności deportowanej ludności porozumienia się z miejscowymi mieszkańcami. Polacy osadzeni na południu Kazachstanu, gdzie dominowała ludność kazachska, odczuwali barierę językową, ani w pracy w kołchozie, ani na ulicy nie potrafili dojść do porozumienia. Dzieci nie poszły do szkoły miejscowej, gdzie nauczanie odbywało się w językach kazachskim i rosyjskim, których Polacy z Ukrainy nie znali. Skutkiem tego były ucieczki do innych kołchozów, masowe opuszczenie pracy w kołchozie, skargi do rejonowych i obwodowych władz z prośbą o przeniesie do innych miejscowości[33].

Niezadowalające warunki życiowe ludności powodowały rozpowszechnienie wśród nich zachorowań i epidemii. Tak, przedstawiciele Ludowego Komisariatu Ochrony Zdrowia Kazachstanu badając we wrześniu 1936 r. stan osad przesiedleńczych, stwierdzali:

«Sanitarno-bytowe warunki wśród przesiedleńców są powodem zachorowań epidemicznych, a przede wszystkim czerwonki i infekcji żołądkowych. Ludność jest mocno zawszona, rutynowych sanitarnych czynności nie przeprowadzono, ludność skoncentrowano na terytorium bardzo zabrudzonym. Istniejące instytucje medyczno-sanitarne nie są w stanie świadczyć potrzebnych ludności usług medycznych, a także przeprowadzać czynności profilaktycznych. Istniejące tymczasowe zakłady epidemiologiczne mieszczą się w przystosowanych pomieszczeniach, miejscami bez ogrzewania, na przykład osady nr 6, 5, 7, Stepnoje, Letowocznoje i niektóre in.

W niektórych wsiach brak nawet najpotrzebniejszych lekarstw[…]. Większoś punktów medyczno-sanitarnych z reguły posiada niewystarczającą ilość lekarstw, przy tym z powodu braku wagi aptekarskiej lekarstwa są fasowane na oko. Narzędzi medycznych też brakuje. Niemal we wszystkich osadach brak zasobów dezynfekcyjnych, przez co punkty medyczno-sanitarne nie mogły dokonać bieżącej dezynfekcji w szpitalach. Wyżywienie chorych, oprócz niektórych wsi, zorganizowano niezadowalająco.[…]. Kuchni mlecznych, zarówno jak i wyżywienia dietetycznego dla osłabionych dzieci nie zorganizowano[…]»[34].

Na domiar złego w Kazachstanie w 1937 r. był nieurodzaj i deportowana ludność głodowała. Nie wszystkie rodziny z Ukrainy, a szczególnie przybysze z drugiego rzutu z jesieni 1936 r., nie zdążyli wypracować w miejscowych kołchozach należytej ilości dniówek, aby dostać zboże. Więc głód ogarnął wielką liczbę wsi. W lutym 1938 r. na przykład we wsiach rejonu krasnoarmiejskiego zarejestrowano rodziny spuchnięte z głodu: Nowo-Berezowka – 15, Krasnokijewka – 11, Petrowka – 50, Zielonyj Gaj – 30, imienia Bluchera – 45, Donieckij – 16, Konstantynowka – 30[35].

Dotkliwym problemem dla przesiedleńców w Kazachstanie okazał się także brak szkół dla dzieci. Władza, i do tego sama się bez żenady przyznawała, nawet nie zdołała dokładnie policzyć ilości dzieci w wieku szkolnym wśród kontyngentu przesiedleńców. W praktyce posługiwała się daleko niekompletnymi liczbami. Prawda w statystyce zaznaczano, że wśród liczby przywiezionych z Ukrainy ludzi odsetek dzieci wynosił 38,6 %, a wyrostków – 6,2 %. Według informacji rządowych wg stanu na 1 stycznia 1937 r. do szkoły uczęszczało 7260 dzieci, w tym 5316 dzieci polskich[36]. Według danych, dotyczących obwodu północno-kazachstańskiego, gdzie w 30 osadach osiedlono 12008 rodzin, znajdowało się 8335 dzieci w wieku szkolnym, w 1937 r. istniało tylko 28 klas zamiast potrzebnych 106[37]. Z tego wynikało, że większość dzieci nie mogło być objętych nauczaniem, o czym często wzmiankuje się we wspomnieniach i relacjach świadków. Z istniejących pomieszczeń szkolnych było niemało zwykłych chat, przystosowanych pod szkołę, brakowało mebli, opału, podręczników. Trudna sytuacja była także z nauczycielami. Do dyspozycji jesienią 1936 r. było 113 nauczycieli, w tym 52 przysłano z Ukrainy, a 61 zmobilizowano spośród samych deportowanych, ponieważ z zawodu większość z nich była nauczycielami polskich i niemieckich szkół w dawnych miejscach zamieszkania lub kończyła siedmiolatki czy studiowała w technikach pedagogicznych dla mniejszości narodowych, które istniały do 1936 r. na Ukrainie[38]. W dokumentach nieraz jest powtarzana wzmianka o tym, że na początku przebywania deportowanych w Kazachstanie nauczanie odbywało się w języku rosyjskim i niemieckim, natomiast nic i nikt nie potwierdza faktów o istnieniu polskiego szkolnictwa.

Jednocześnie karagandyński obwodowy komitet WKP(b), tuż przed przybyciem deportowanych z Ukrainy 27 maja 1936 r., zdecydował o oddelegowaniu w miejsca ich osiedlenia agitatorów, o utworzeniu tam tzw. «czerwonych kącików» o charakterze propagandowym z prasą i literaturą. Nakazywano także komsomołowi republiki jak najprędzej założyć komórki organizacji pionierskich wśród dzieci[39].

Ciężkie warunki egzystencji deportowanej ludności w Kazachstanie, dla której nawet klimat stepowo-kontynentalny był surowy i niezwykły, oddziaływały bardzo przygnębiająco, wywoływały niezadowolenie i zdenerwowanie. Miejscami dochodziło do wyrażania oporu i akcji protestu ze strony przesiedlonych. Na przykład, w poufnym doniesieniu z rejonu krasnoarmiejskiego do sekretarza północno-kazachańskiego obwodowego komitetu partii Segizbajewa w maju 1937 r. informowano, że «kontrrewolucyjny nacjonalistyczny element» prowadzi pracę prowokacyjną, skutkiem czego były ucieczki, podpalenia, psucie posiewów i techniki, odmowa pracy. W ciągu kilku miesięcy mimo wysokiej kary i zakazów z rejonu uciekło 517 osób[40].

Powszechne stawały się podpalenia sianokosów, tj. trawy na stepie. «Palcie step i trawę, szybciej nas z powrotem odeślą na Ukrainę» – ponoć przekonywali inicjatorzy oporu. W materiałach podano, że w rejonie zostało spalonych 10 tys. ha trawy. W tym samym celu udawano się także do bronowania zasiewów, niszczenia traktorów i in. Naiwnie spodziewając się na powrót do domu, deportowani poniekąd bojkotowali i odmawiali wykonywania prac w rolnictwie, na przykład, siania zboża czy sadzenia ziemniaków[41]. Wszystkie formy oporu ze strony Polaków i Niemców łatwo organa NKWD udaremniały, a winni tego otrzymywali surowe kary, czym jeszcze bardziej pogarszali swoją sytuację i los.

Nie ominęły Polaków w Kazachstanie antypolskie represje w szczytowych latach Wielkiego Terroru 1937–1938. Tak jak i na Ukrainie, Polaków oskarżano o przynależność do «organizacji kontrrewolucyjnej», «antysowiecką działalność», «szpiegostwo», po czym usuwano ich z partii i zajmowanych stanowisk, aresztowano mężczyzn i wsadzeno do więzień i lagrów, rozstrzeliwano. Aż do 1943 r. Polaków nie brano do wojska z powodu braku zaufania ze strony władzy sowieckiej. Mężczyzn przeważnie mobilizowano do tzw. „trudowoj armii” («trudarmii»), formacji wykorzystywanych w ciężkich robotach przy budowach obiektów przemysłowych, kopalń, komunikacji i in. Niektórzy z Polaków dostali się do Wojska Polskiego, formowanego w ZSRR pod egidą Związku Patriotów Polskich. Nie posiadamy, niestety, dokładnych liczb z powodu braku szczegółowych badań. Ale na przykładzie chociażby jednej wsi kazachstańskiej można zilustrować zaznaczone procesy i zjawiska w życiu Polaków. Otóż we wsi Stiepnoje obwodu kokczetawskiego było represjonowanych 56 osób, do «trudarmii» zabrano 156 (17 zmarło), w wojsku sowieckim były 42 osoby (25 zginęło), w wojsku polskim – 27 (14 zginęło)[42].

Życie codzienne deportowanej ludności w stepowych warunkach było codzienną walką o przetrwanie. W 1937 r. w Kazachstanie był nieurodzaj z powodu niesprzyjających warunków klimatycznych i przesiedleńcy z Ukrainy już w pierwszym roku pobytu na nowym miejscu bez należytego przystosowania się musieli przeżywać ciężkie momenty. Była nauczycielka, Nina Kotwicka, ze wsi Zielone Braczki, widlańskiej rady wiejskiej, znajdującej się kilka kilometrów od Marchlewska, rodzinę której deportowano jesienią 1936 r. do wsi Dobrożanówki rejonu kellerowskiego w Kazachstanie, tak opisuje te lata:

«W 1940 r. zmarł mąż, zostawiłam szkołę i poszłam do kołchozu. W przededniu wojny jak i latach wojny życie w kołchozie było bardzo ciężkie, a dla nas przesiedleńców szczególnie. Każdy nasz krok był zawsze szczegółowo obserwowany i pilnowany, a jeżeli miało się do czynienia z ludźmi nieporządnymi, to losy mogły być straszne. Mój teść kupił pewnego razu paczkę tytoniu, przyszedł do niego brygadzista, którego ten poczęstował papierosem. A po jakimś czasie teść został aresztowany i skazany za spekulację tytoniem na trzy lata. Zimy były bardzo surowe, wielkie zamiecie, ludzie ciągle zamarzali na drogach, a dla chorych nie było lekarstw. Jedzenie było bardzo kiepskie, kobiety bez należytego ubrania i obuwia musiały iść na pola, żeby wydobyć spod śniegu resztki plonów. Jeżeli podczas żniw ujawniano w kieszeniach kołchoźnic zboże, to następowały surowe kary […].

Tęskniliśmy bardzo za Ukrainą, spodziewaliśmy się przy okazji powrócić tam. A kiedy taka okazja przyszła, to okazało się, że wrośliśmy do tej ziemi, więc zostaliśmy tutaj do dziś dnia»[43].

Ludobójstwo Polaków w latach Wielkiego Terroru 1937-1938

Apogeum ostrych antypolskich represyjnych działań odnosicie na lata Wielkiego Terroru. Ich rozmach i determinacja, z jaką były realizowany okazały się nieporównanym w stosunku do zachodzących wówczas zjawisk w całym życiu wewnętrznym ZSRR. Szczególnie wielkie straty ponieśli wówczas Polacy mieszkający w USSR, wobec których władza zastosowała nagonki i zwolnienia z pracy, wywózki i deportację z miejsc stałego zamieszkania, zlikwidowała jednostki terytorialno-administracyjne, zamknęła szkoły i inne instytucje kulturalno-oświatowe, dokonywała aresztowań i rozstrzeliwała. Należy wspomnieć, iż sowieckie organy przemocy posłużyły się prowokacją dotyczącą POW. Szef GPU Ukrainy Wsiewołod Balickij w końcu 1933 r. informował polityczne kierownictwo republiki, jako o wielkim sukcesie podlegającej jemu instytucji w pogromie POW, która jakoby w sojuszu i przy współpracy z Ukraińską Wojskową Organizacją formowała plany oderwania Ukrainy od ZSRR i przyłączenia do Polski. On zaznaczał, iż struktury POW zostały ujawnione poza Kijowem także w Charkowie, Odessie, na Wołyniu, Podolu i Marchlewszczyźnie. W latach 1933–1934 z powodu podejrzeń o przynależność do POW tylko w obwodzie kijowskim organy GPU aresztowały 114 osób, z których 70 wymierzono kary od 3 do 8 lata łagrów i więzień. Na przełomie 1933-1934 r. przez winnickie obwodowe UNKWD została przygotowana sprawa tzw. „POW na Podolu”, która miała „rozgałęzione struktury na całym Podolu” i była, jak podawano w dokumentach GPU, „filią ogólnoukraińskiej organizacji polskich nacjonalistów”. Kolegium GPU USSR skazało na termin 3-10 lat 48 osób[44].

Na czele POW na Ukrainie, wedle domniemanych twierdzeń stalinowskich organów bezpieczeństwa, stał Bolesław Skarbek-Szacki (1888-1934) – czołowy działacz komunistyczny na Ukrainie, urodzony w polskiej szlacheckiej rodzinie o powstańczych tradycjach, studiował na Politechnice w Kijowie, członek WKP(b) od 1917 r. Zajmował wysokie stanowiska w hierarchii partyjnej, redagował polską prasę komunistyczna („Sierp”(Charków), „Trybuna Radziecka” (Moskwa). Zgodnie z wyrokiem z 3 czerwca 1934 r., jako jedyny jak na razie z całej grupy domniemanych członków POW, został rozstrzelany. Inni oskarżeni dostali wyroki od 3 do 10 lat łagrów, ale jak się okazało, później nie unikali surowszych kar.

Ostateczny pogrom domniemanych struktur POW trwał do końca 1935 r., o czym organa NKWD Ukrainy (GPU w 1934 r. zostało połączone z NKWD) spieszyły raportować swoim zwierzchnikom w Moskwie. A te już w 1937 r. użyły tych doświadczeń dla ponownego rozpętania antypolskich represji z nową siłą w skali całego ZSRR. Tak zrodziła się smutno znana „polska operacja NKWD” w latach Wielkiego Terroru.

Trudno sobie dzisiaj wyobrazić rozmach i przebieg tej nieporównywalnej tragedii Polaków. Może ją można porównać z tragedią katyńską, która dla każdego Polaka zawsze była i jest sprawą bardzo bolesną i uczuloną. Kiedy idzie o tym mowa to zawsze pojawiają się skojarzenia z filmem Andrzeja Wajdy „Katyń”. Największe wrażenie robi, co jest zrozumiałe, finałowa część filmu, pokazująca rozstrzeliwanie bezbronnych polskich oficerów postrzałem w głowę. Kaci z NKWD wykonują to bezdusznie i metodycznie. Tak samo chyba musiała przebiegać i masowa zagłada ludności polskiej w latach Wielkiego Terroru 1937-1938 w ZSRR. Może nawet tą straszną robotę wykonywali ci sami kaci w niebieskich enkawedowskich mundurach. W latach Wielkiego Terroru antypolskie represje nabrały charakteru ludobójstwa ze względu na zasady i rozmach represyjnych działań władzy stalinowskiej. Tej ostatniej chodziło o ukaranie jeżeli nie wszystkich Polaków zamieszkującej w ZSRR, to przynajmniej jak największej ich liczby. Dziesiątki i setki tysięcy Polaków deportowano z rodzimych miejsc zamieszkania (o czym była mowa wyżej), a od 1936 r. zaczęto rozstrzeliwać, poddawano innym formom represji na podstawie ich pochodzenia narodowego, a nie klasowego jak było do 1935 r. Przy tym na szeroką skalę posłużono się pomocą sfingowanych dowodów i zeznań wymuszonych przemocą. Oprócz wyroków śmierci smutno znane „trójki” NKWD, faktycznie pozasądowe gremia, skazywały także Polaków na kilkuletnie pobyty w łagrach i więzieniach, co ze względu na panujące tam warunki często również oznaczało śmierć.

Za początek „polskiej operacji” należy uznać dzień 11 sierpnia 1937 r., kiedy z podpisem ówczesnego szefa NKWD ZSRR Mikołaja Jeżowa został rozesłany rozkaz operacyjny nr 00485, rozkazujący rozpoczęcie w skali całego państwa sowieckiego represje przeciwko ludności polskiej. Organom NKWD nakazywano, poczynając od 20 sierpnia do 20 listopada 1937 r., przeprowadzenie „operacji polskiej”. Trzeba zaznaczyć, że równolegle dokonywano podobne operacje – niemiecką, łotyszką, estońską i in. W praktyce okazało się, że „operacja polska” pod względem czasu trwania, rozmachu i liczby represjonowanych przewyższała pozostałe. Masowe wyniszczenie Polaków faktycznie trwało przez cały rok. Największe żniwo ofiar wśród nich przypadło na Ukrainę, gdzie zamieszkiwało przed wojną najwięcej Polaków. We wspomnianym dokumencie nakazywano aresztować:

„a) ujawnionych w czasie śledztwa i do dziś dnia nie pojmanych najaktywniejszych członków POW, według załączanej listy; b) wszystkich pozostających w ZSRR polskich jeńców wojennych; c) uciekinierów z Polski bez względu na czas przybycia; d) emigrantów politycznych i wymienionych z Polską więźniów politycznych; e)byłych członków PPS i innych polskich antysowieckich partii politycznych; f)najaktywniejszą część miejscowych antysowieckich nacjonalistycznych elementów z rejonów polskich”[45].

Wszystkich aresztowanych, zgodnie z omawianym dokumentem, obwodowe trójki przy NKWD, a one w tych czasach prowadziły rozprawy sądowe przeciwko aresztowanym, miały podzielić na „peowiaków aktywnych” (członków POW), podlegających natychmiastowemu rozstrzelaniu, i „mniej aktywnych”, dla których przewidywano karę od 5 do 10 lat więzienia i łagrów. Oprócz tego zakazano wypuszczania z więzień i obozów Polaków, skazanych wcześniej, a ich sprawy skierowano do ponownego rozpatrzenia przez NKWD, kończącego się wydaniem powtórnych wyroków.

Wraz z rozkazem przesłane zostało poufne opracowanie, w którym omówiono historię i działalność Polskiej Organizacji Wojskowej (POW), głównym celem której jakoby była działalność wywrotowa i dywersyjna. Szczególnie rozpisywano się o „przygotowaniu kadr” i „bazy powstańczej” wśród Polaków, mieszkających na Ukrainie. W mniemaniu NKWD POW posiadała rozgałęzioną strukturę z komórkami i bojówkami we wsiach i miastach, w polskich instytucjach kulturalno-oświatowych. Członkom tej domniemanej organizacji przypisywano działalność z celem „oderwania Ukrainy od ZSRR i przyłączenia do Polski faszystowskiej”, „prowadzenie działalności szpiegowsko-wywiadowczej na rzecz 2 Oddziału Polskiego Sztabu Generalnego”, „antysowiecką agitację”, „szykowanie czynów terrorystycznych na wypadek napaści Polski wojny ze Związkiem Radzieckim”[46].

Analizując dzisiaj te dokumenty należy stwierdzić, iż była to prowokacja stalinowskich organów bezpieczeństwa, a jej cel polegał na rozpętaniu antypolskich represji, ponieważ Polacy najbardziej pasowali do obrazu wroga w owym czasie, dawali pole popisu sprawcom z NKWD i nasileniu psychozy zagrożeń. Warto także zaznaczyć, że dzisiaj są niezbite dowody na to, że POW jak i jej komórek w latach 30 na Ukrainie, jak i zresztą w całym ZSRR, nie istniało. A ludzie z NKWD sfingowali całą sprawę dla rozprawy z ludnością polską. Podobne sprawy, jak wiadomo, w zaznaczonym czasie fabrykowano na szeroką skalę i wykorzystywano dla zgładzenia setki tysięcy ludzi[47].

Jako przykład rozprawy nad ludnością polską można przytoczyć losy mieszkańców wsi Nizgurce Wielkie rejonu berdyczowskiego, gdzie w 1938 r. aresztowano i rozstrzelano aż 34 mężczyzn. Oskarżono ich o przynależność do bojówki POW, określono jako „polscy nacjonaliści i aktyw kościelny”, na czele których był rzekomo przewodniczący miejscowego kołchozu imienia Łańcuckiego Anatol Bagiński. W zachowanych materiałach śledztwa zapisano, że on kierował bojówką, inspirował sabotaż i szkodnictwo w kołchozie. Polegało to rzekomo na zmniejszeniu wynagrodzenia kołchoźnikom, zniszczeniu części plonów, zachwaszczeniu pól, niskiej dyscyplinie kołchoźników. Oprócz tego odnotowano, że we wsi z osób niezadowolonych z władzy sowieckiej, „elementu kułackiego i politbandytów” stworzono trzy grupy terrorystyczne (kierowali: Józef Nanowski, Mieczysław Rużycki i jego brat Tadeusz). Mieli oni zamiar, jak o tym sami przyznali się pod czas wielotygodniowych przesłuchań, „zabić prezesa rady wiejskiej aktywnego komunistę Puzyrenkę”, a także „szykowali akt terrorystyczny wobec Stalina”. W tym celu, dowiadujemy się z protokołu zeznania, bracia Rużyccy specjalnie jeździli do Moskwy, mając broń palną. Dywersyjno-powstańcza bojówka POW także miała za „zadanie zlikwidować komisarzy i dowódców Armii Czerwonej”. W sprawie śledczej żadnych dowodów tych „przestępstw” wieśniaków nie przytoczono, a całe oskarżenie, tak przecież nieprawdopodobne, oparto wyłącznie na stwierdzeniach samych aresztowanych. Torturami, biciem, zastraszeniem i szantażem enkawudziści wymuszali „przyznanie się” więźniów do „win” i „przestępstw”, za które skazywali na surowe wyroki[48].

Na karę śmierci 28 września 1938 r. skazano 100 osób obwodu żytomierskiego. W protokołach zeznań i oskarżeniach nie wymieniono prawie żadnych konkretnych czynów ofiar, odnotowano jedynie zamiary, zrelacjonowane przez samych oskarżonych[49]. Już następnego dnia przed trójką w Żytomierzu postawiono 129-osobową grupę Polaków, przeważnie mieszkańców byłej Marchlewszczyzny, oskarżonych o „przygotowanie powstania zbrojnego w momencie napadu Polski na ZSRR”, prowadzenie kontrrewolucyjnej agitacji antysowieckiej. Wśród rozstrzelanych m.in. znajdowali się: Stefan Petrykowski – kierownik rejonowego oddziału ochrony zdrowia, Konstanty Wiśniewski – prezes rady wiejskiej ze wsi Marjanówka oraz mieszkańcy z tej samej wsi Jan Święcicki i Kamil Święcicki; Konstanty Janczewski – pracownik huty szkła w Bykówce, Stanisław Kotwicki – pracownik fabryki porcelany w Marchlewsku, Wacław Gostyński – leśniczy ze wsi Siaberka, Bolesław Żarski – kołchoźnik ze wsi Turowa i in.[50]

Na liście represjonowanych znajdował się także Jan Marcinkiewicz – ur. W 1885 r., robotnik huty szkła w Bykówce, niepiśmienny, ojciec dwojga dzieci. W protokole doznania z 28 maja 1938 r. zapisano:

„Pytanie: posiadamy pewne dane o tym, że wy jesteście członkiem kontrrewolucyjnej organizacji. Wymagamy prawdziwych informacji.

Odpowiedz: Potwierdzam, że ja rzeczywiście jestem uczestnikiem „polskiej wojskowo-powstańskiej organizacji”.

Pytanie: Opowiedzcie śledztwu kim, kiedy i przy jakich okolicznościach zostaliście  zwerbowani do „Polskiej organizacji wojskowej”.

Odpowiedź: Do „polskiej wojskowo-powstańczej organizacji” byłem zwerbowany przez ziomka Śliwińskiego Józefa Iwanowicza w 1935 roku.

Pytanie: Jakie zadania miała „polska wojskowo-powstańska organizacja”.

Odpowiedź: Po rozmowie ze Śliwińskim dowiedziałem się, że zadaniem „polskiej wojenno-powstańskiej organizacji” było:

1.Zwerbowanie nowych członków do organizacji wśród Polaków, oddanych Polsce i niezadowolonych władzą sowiecką.

2.Przeprowadzać wśród ludności propagandę patriotyzmu i oddania Polsce.

3.Zajmować się szkodnictwem w przemyśle, w rolnictwie, innych gałęziach gospodarczego życia.

Pod czas wojny Polski z ZSRR przeprowadzać powstania zbrojne na tyłach Armii Czerwonej, i poprzez to pomagać Polakom.

Niszczyć drogi kolejowe, mosty, zajmować się dywersjami.

Pytanie: Opowiedzcie o waszej praktycznej działalności jako członka „polskiej wojskowej powstańskiej organizacji”.

Odpowiedź: Poczynając  od 1935 roku moja działalność  praktyczna jako członka  polskiej organizacji wojskowej polegała na następnym.

Obrobiłem i zwerbowałem do „polskiej wojskowo-powstańskiej organizacji”:

1.Borowskiego Mikołaja Juljanowicza, 30 lat, narodowości polskiej, dzisiaj robotnika bukowieckiej huty szkła baranowskiego rejonu. Zwerbowany w 1936 roku.

2.Marcenkiewicza Fiodora, 38 lat, Polaka, jest moim krewnym bratem, dzisiaj aresztowany organami NKWD.

3.Siłażyński Tomasz, Polak, zwerbowany w 1937 r., dzisiaj aresztowany organami NKWD.

Ponadto, systematycznie zajmowałem się szkodnictwem w hucie, nie wykonywałem normy pracy, do czego też namawiałem innych robotników, produkowałem tandetne wyroby.

Wśród robotników przeprowadzałem propagandę nastrojów patriotycznych i oddanie Polsce”[51].

Jak można sądzić, tekst zawiera ogólne stwierdzenia, charakterystyczne dla niemal wszystkich podobnych protokołów produkowanych wówczas na Ukrainie przez pracowników NKWD i skierowanych przeciwko aresztowanym. Żadnych konkretów jak i dowodów winy oskarżonych zupełnie nie ujawniono i nie przytoczono, co nie przeszkodziło oprawcom NKWD skazać na śmierć.

Może najliczniejszą znaną nam dotąd grupę Polaków rozstrzelano 4 października 1938 r. Było to 408 mieszkańców rejonów berdzyczowskiego, czudnowskiego, januszpolskiego, dzierżyńskiego, rużyńskiego i lubarskiego. Większość wśród nich stanowili zwykli kołchoźnicy, a także robotnicy z zakładów przemysłowych Berdyczowa i innych miast. Znajdowało się wśród nich też kilku inżynierów, nauczycieli, pracowników leśnictwa[52].

Według najnowszych badań Polacy znaleźli się w czołówce statystyk wśród represjonowanych w obwodzie żytomierskim. W zaznaczonych latach zostało tutaj rozstrzelanych 6802 Polaków, ponadto kilka tysięcy skazano na wieloletnie więzienia i łagry[53].

W latach Wielkiego Terroru w winnickim obwodzie represjonowano 5486 Polaków, a w kamieniecpodolskim –  3123. Ponadto prawie 2 tys. osób niepolskiej narodowości, przede wszystkim Ukraińców, represjonowano w ramach likwidacji domniemanej POW[54].

Jeszcze większe żniwo w pogromie POW organa NKWD osiągnęły w obwodzie kijowskim – stanem na 1 października w obwodzie i w Kijowie aresztowano 3003osoby (1713 Polaków, 791 Ukraińców, 237 „Haliczan”, 114 Żydów 1 148 innych), „ujawniono” i rozgromiono 59 polskich „szpiegowsko-dywersyjnych prezydentur”, 19 „organizacji POW”, 32 „dywersyjno-powstańczych grup”, 101 „agentów polskiego wywiadu”. Według innych danych w okresie od 1 czerwca 1937 r. do 8 stycznia 1938 r. w sprawie „polskiej linii” w obwodzie kijowskim i Kijowie zostało aresztowanycg 6524 osób, z których skazano według I kategorii 4500 (rozstrzelano), według II kategorii 1034 (10 lat lagrów)[55].

Tysiące Polaków tym czasem rozstrzelano w Berdyczowie, Płoskirowie, Szepetówce, Kamieńcu Podolskim, Charkowie, Dniepropietrowsku, Odessie. Latem 1938 r., na przykład w rejonie antoninskim na Podolu organy NKWD „ujawniły” 5 bojówek POW, aresztując 220 osób, przeważnie kołchoźników. Jeszcze 114 osób aresztowanych zostało w rejonie oryninskim i rozstrzelanych w Kamieńcu Podolskim. W związku ze sprawą POW około 1000 Polaków zostało rozstrzelanych w Odessie[56].

Według dostępnych danych tylko w latach 1937-1938 w całym ZSRR represjonowano 134 519 Polaków, w tym na Ukrainie – 53641, Białorusi – 17552, w obwodzie leningradzkim – 8117, moskiewskim – 4372. Według danych ukraińskich badaczy w „sprawie polskiej” na Ukrainie w zaznaczonym okresie aresztowano 56516 osób. Z wymienionej liczby 39644 osoby zostały skazane na śmierć, kilkuletnie więzienia i łagry. Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że w latach 1937-1938 w sprawach narodowościowych, jak podają statystyki, na Ukrainie aresztowano 267579 osób, to okaże się, że co piątym spośród represjonowanych był Polakiem, a w obwodach żytomierskim, winnickim, kamienieckim, gdzie zamieszkiwało najwięcej Polaków, ten wskaźnik był jeszcze większy. Z najnowszych publikowanych danych wynika, że tylko w 1937 r. aresztowano 160 tys. osób, z których 67,7 tys. do końca wskazanego roku rozstrzelano. Warto także dodać, że wśród aresztowanych  Ukraińcy stanowili 53%, Polacy – 18,8%, Niemcy – 10,2%, Rosjanie – 8%, Żydzi 2,5%[57].

Zakończenie

W okresie stalinizmu ludność polska doznała bardzo bolesnych doświadczeń, poniosła katastrofalne straty, skutki czego są odczuwalne i w nasze dni. Łącznie, jak można sądzić na podstawie udostępnionych materiałów, różnym formom represyjnych działań stalinowskich organów bezpieczeństwa w latach 1929-1938 poddano od 150 do 200 tys. Polaków, co stanowiło jedną trzecią populacji. Najbardziej dotkliwym okazały się wywózki i deportacje z miejsc stałego zamieszkania. W latach 30-tych Polacy byli poddani deportacji – prawie 40 tys. do wschodnich obwodów Ukrainy (1935 r.) i ok.60 tys. do Kazachstanu (1936 r.). Ponadto do tej smutnej statystyki warto także dodać jeszcze co najmniej 20 tys. umarłych z głodu w latach 1932-33, jak świadczą oficjalne dane. Polacy stosunkowo i absolutnie dominowali wśród rozstrzelanych i skazanych na wieloletnie łagry i zsyłki w latach Wielkiego Terroru 1937-1938.

Negatywne konsekwencje dla polskiej ludności miało zamknięcie świątyń rzymsko-katolickich, likwidacja szkolnictwa w rodzimym języku i innych instytucji kulturalno-oświatowych, co skazywało wspólnotę narodową na wynarodowienie i degradację społeczną. Temu także sprzyjało wieloletnie negatywne nastawienie władz wobec Polaków, szykany, ograniczenia w zdobywaniu wykształcenia, zawodów i stanowisk. Władze sowieckie zadbały również o uniemożliwienie i utrudnienia w regularnych i wielostronnych kontaktach Polaków mieszkających na Ukrainie z Macierzą.

Po 1956 r. z dalekiego Kazachstanu pewna część ludności polskiej (ok.17 tys.) wyłącznie na swój własny koszt powróciła, ale nie zawsze do swoich rodzinnych miejsc, na Ukrainę. Co ważne, że żadnych odszkodowań materialnych, a tym bardziej moralno-prawnych, czynniki państwowe dla bezprawnie deportowanej ludności nie nadały. Mimo odbywającego się w następnych latach procesu rehabilitacji ofiar stalinizmu w ZSRR, o deportowanych Polakach do Kazachstanu w 1936 r. nawet nie wspominano. Także po upadku ZSRR i powstaniu niepodległej Ukrainy ta kwestia nie została poruszona. Nie bez pewnych koniunkturalnych przyczyn do tej pory wiele mówiło się o deportowanych narodach Krymu. Krzywdy i bezprawia doznane przez ludność polską nie były mniejsze od innych narodów ukaranych przez sowiecki system totalitarny, ale żadnych kroków w stronę zadośćuczynienia nie zrobiono.

Natomiast państwo polskie podjęło się starań o repatriację ludności polskiej z azjatyckiej części b. ZSRR, w tym przede wszystkim z Kazachstanu. Z pomocą instytucji państwowych, organizacji społecznych ruszyła z kraju różnorodna pomoc. Sprawy repatriacji i adaptacji Polaków z Kazachstanu w Polsce, jak można sądzić na podstawie materiałów prasowych, ze względów materialnych i z innych przyczyn załatwia się zbyt powoli i nie bez problemów (do Polski w ramach repatriacji z Kazachstanu zdołało przyjechać ok. 4 tys. osób).

Rehabilitacja ofiar stalinowskich represji dokonywana od końca lat 50, w czasach pierestrojki i po upadku komunizmu w pierwszych latach niepodległości Ukrainy polegała jedynie na wskazaniu na bezpodstawność wyroków, uchybienia prawno-procesualne, a nawet na podanie daty i godziny wykonania surowych wyroków. Natomiast nie znamy ani jednego wypadku, w którym to służby bezpieczeństwa, następcy smutno znanej GPU-NKWD, wskazałyby rodzinom ofiar o miejscach pochówków swoich bliskich. A na tym właśnie najbardziej zależało ludziom, którzy po chrześcijańsku chcieli uczcić pamięć o swoich bliskich, odwiedzać miejsca ich wiecznego spoczynku. W różny sposób (ale bez pomocy i udziału organów prokuratury czy bezpieczeństwa) najpierw mieszkańcy Winnicy, Chmielnickiego, a stosunkowo niedawno i Kijowa, Żytomierza, Kamieńca Podolskiego dowiadywali się o miejscach masowych i zbiorowych pochówków ofiar stalinizmu. Te ostatnie mieli miejsce w czasach gorbaczowskiej pierestrojki i głasnosti, gdy powoli ustępował strach i rodziły się oddolne ruchy i inicjatywy obywatelskie. Faktycznie tylko wtedy zaczęto głośno mówić na te tematy i ujawniać prawdę. Jednak upamiętnienie miejsc spoczynku ofiar represji, co odbywało się zazwyczaj bez pomocy władzy, przybierało bardzo skromny wygląd – tabliczki z napisem czy krzyż drewniany (np. w Winnicy czy Żytomierzu).

Warty odnotowania jest fakt, iż w końcu lat 90-tych na miejscowych cmentarzach stawiano symboliczne mogiły i krzyże ku czci ofiar sowieckiego totalitaryzmu z zaznaczeniem poniekąd nazwisk zaginionych Polaków. Należy jednak uznać podobne formy na Ukrainie za akty nieliczne, szczególnie w obwodach na wschód od Zbrucza. Proces dekomunizacji na Ukrainie, niestety, nie przybrał szerokiego i głębokiego rozmachu, jak chociażby w państwach nadbałtyckich. Niestety nie postawiono przed sądem żadnego funkcjonariusza dawnych sowieckich służb bezpieczeństwa za dopuszczenie się zbrodni i bezprawia. Wszystko to sprawę przywrócenia dobrego imienia bezprawnie represjonowanym Polakom w okresie stalinizmu na Ukrainie i w całym b. ZSRR robi nadal aktualną.

[1] DAŻO, f. 85, op. 1, spr. 731, ark.3.

[2] Centralnyj Derżawnyj Arhiw Hromadskych Objednań Ukrajiny u Kyjewi (dali – CDAHOU),f.1, op.20, spr.2547, ark.26.

[3] Ibidem.

[4] Ibidem, ark.11.

[5] Ibidem, spr.2930, ark.49.

[6] Archiwm Akt Nowych w Warszawie, MSZ, sygnatura 10184, s.190.

[7] „Правда” [Moskwa] 1930, 7 марта.

[8] DAŻO, f.532, op.1, spr.32, ark.76.

[9] Tamże, f.132, op.1, spr.55, ark.12,16.

[10] Tamże, ark.13.

[11] Tamże, f. 42, op.1, spr.59, ark.374-375.

[12] E.Kołodziej, Dzieje Polonii w zarysie 1918-1939, Warszawa 1991, s. 90.

[13] CDAHOU, f.1, op.16, spr.12, ark.39.

[14] DAŻO, f.42, op.1, spr.372, ark.29.

[15] Tamże, f.87, op.1, spr.3, ark.25.

[16] Tamże, ark.26.

[17] Tamże, f.42,op.1, spr.372, ark.141.

[18] CDAHOU, f.1, op.16, spr.12., ark.343.

[19] Tamże, ark.346.

[20] M.Bugaj, “Specjalna teczka Stalina”: deportacje i reemigracje Polaków, “Zeszyty Historyczne” [Paryż] 1994, nr 107, s.80-81.

[21] Tamże, s.81.

[22] CDAHOU, f. 1, op. 16, spr.13, ark.49.

[23] Tamże, ark.50.

[24] Derżawnyj Archiw Chmelnyćkoji Obłasti (dalej – DAChO), f.485, op.1, spr.427, ark.7.

[25] DAŻO, f.87, op.1, spr.40, ark.60.

[26] Tamże, ark.30-31.

[27] Tamże, ark.61.

[28] Polska i Ukraina w latach trzydziestych – czterdziestych XX wieku. Nieznane dokumenty z archiwów służb specjalnych, tom 8, Wielki Terror: operacja polska 1937-1938, cz. 1, Warszawa-Kijów 2010, s. 248.

[29] Tamże, s.252.

[30] Из истории поляков в Казахстане. Сборник документов, Алматы 2000, с.38.

[31] Ibidem.

[32] Ibidem, s.48.

[33] Ibidem, s.49.

[34] Ibidem, s.30.

[35] Ibidem, s.59.

[36] Ibidem, s.38, 40.

[37] Ibidem, s. 51.

[38] Ibidem, s.38.

[39] Ibidem, s.24.

[40] Ibidem, s.55.

[41] Ibidem.

[42] Relacja Prezesa Związku Polaków Kazachstanu Alberta Lewkowskiego z Almaty, udzielona autorowi 18 października 1996 r.

[43] Из истории поляков в Казахстане, c.288.

[44] Materiały tej prowokacji patrz: H.Stroński, O prowokacji w sprawie Polskiej Organizacji Wojskowej na Ukrainie w latach 30, [w:] Pamiętnik Kijowski, t.VII: Polacy na Podolu, red. H.Stroński, Kijów 2004, s. 431-485.

[45] Polska i Ukraina w latach trzydziestych – czterdziestych XX wieku. Nieznane dokumenty z archiwów służb specjalnych, tom 8, Wielki Terror: operacja polska 1937-1938, cz. 1, s.259-260.

[46] Tamże, s.261-263.

[47] Por. H. Stroński, Represje stalinizmu wobec ludności polskiej na Ukrainie w latach 1929-1939, Warszawa 1998.

[48] DAŻO, f. P-5013, op.2, spr.5411, t.12, ark.292-297.

[49]  Tamże, spr.5721, t.4, ark.5.

[50] Tamże, spr.5450, t.7, ark.563-565.

[51] Tamże, t.4, ark.101-102.

[52] Tamże, spr.5411, t.14, ark.7.

[53] Т.Рафальська, Репресивна політика радянської влади щодо національних меншин Житомирщини в 30/х роках ХХ століття, «Наукові записки Інституту політичних і етнонаціональних  довсліджень ім.І.Кураса НАНУ», випуск 33, Київ 2007, с. 99.

[54] В.М.Нікольський, Репресивна діяльність органів державної безпеки СРСР в Україні (кінець 1920-х  – 1950 –ті рр.).Історико-статистичне дослідження, Донецьк 2003, с.343, 346-347.

[55] О. Бажан, Масові політичні репресії в Київській області у 1937-1938 рр.: форми, методи, масштаби, [w:] Реабілітовані історією. Київська область. Книга друга, Київ 2007, с.158-159.

[56] Szerzej: H.Stronski, Represje stalinizmu…,s.219-242.

[57] Por. В.Нікольський, Статистика політичних репресій 1937 р. в Українській РСР, „З архівів  ВУЧК-ГПУ-НКВД-КГБ”, Київ 2000, № 2/4, с. 6; H.Stroński, Represje stalinizmu…, s.223, 236; „Зеркало тижня” [Kijów] 2007, № 42, 11-18 листопада.