Marek Magierowski:
Po pierwsze rynki zareagowały bardzo negatywnie na to, co się dzieje w Egipcie, obawiając się, że fala ta rozleje się po całym Bliskim Wschodzie i spowoduje destabilizację regionu. A jak wiadomo, jest to region niezwykle istotny jeśli chodzi o rynek ropy naftowej. Wprawdzie sam Egipt nie należy do największych eksporterów ropy, ale okoliczne państwa, w tym także te rządzone twardą ręką dyktatorów (jak np. Arabia Saudyjska), tak naprawdę decydują o światowych cenach tego surowca. Zaś ceny ropy wpływają na kondycję całej gospodarki światowej.
W Egipcie panowała do tej pory dyktatura, bez wolnych wyborów, wolnych mediów, gdzie obywatele byli skazani na rządy Hosniego Mubaraka i jego współpracowników. Myślę, że najbardziej w tej chwili zaniepokojonym sytuacją w Egipcie krajem na świecie jest Izrael. Hosni Mubarak był do tej pory gwarantem spokoju na granicy izraelsko-egipskiej, a pamiętajmy, że oba te kraje toczyły ze sobą w niedalekiej przeszłości krwawe wojny. Anwar Sadat, czyli poprzednik Mubaraka, jako pierwszy przywódca arabski podpisał z Izraelem traktat pokojowy, i dzięki temu najpotężniejszy militarnie kraj arabski tego regionu nie stanowił już śmiertelnego zagrożenia dla Izraela.
Gdyby się okazało, że Mubarak straci władzę, dla Izraela mogłoby to oznaczać geopolityczną katastrofę, ponieważ jest bardzo prawdopodobne, że wybory w Egipcie wygrałoby Bractwo Muzułmańskie czy też partia założona lub wspierana przez tę organizację, albo też kandydat na prezydenta wspierany przez Bractwo. Bractwo Muzułmańskie jest organizacją radykalną, fundamentalistyczną, która działa podobnie jak Hamas w Strefie Gazy, tzn. jest to organizacja nie tylko polityczna, ale także społeczna, która buduje szkoły, pomaga w budowie infrastruktury w regionach, gdzie żyje biedota.
Mówiąc krótko, jest to organizacja, która cieszy się szerokim poparciem dołów społecznych, nie tylko dlatego, że sprzeciwia się dyktaturze Mubaraka, i nie tylko dlatego, że opiera swoje nauki na Koranie, ale przede wszystkim dlatego, że jest organizacją, która spełnia po części rolę „Caritasu” – oczywiście, zachowując wszelkie proporcje w tym porównaniu.
Trudno sobie wyobrazić, by Bractwo utrzymywało dobre stosunki z Izraelem. Ta organizacja wielokrotnie podkreślała swoją wrogość do państwa żydowskiego.
Zatem w przypadku następstw tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie – konsekwencje bezpośrednie mogą dotknąć Izrael, a jest jasne, że jeśli coś dotyka Izraela, jeśli Bliski Wschód ponownie wkracza w fazę destabilizacji, to wpływa to przede wszystkim na to, co dzieje się na rynkach finansowych, co się dzieje z ropą naftową, i w ten sposób może to wpłynąć na Europę i na świat. Nikt sobie oczywiście nie życzy wojny czy zaostrzenia sytuacji w tamtym rejonie świata, z drugiej strony trudno podważać prawo Egipcjan, jakie mają do protestu przeciwko dyktatorskiej władzy, tak jak to prawo mieli Polacy, Czesi, Litwini czy Węgrzy ponad 20 lat temu.
Not. roja
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

