W policji kryminalnej taki numer, że szef wydaje polecenie bez podstaw prawnych nie przeszedłby. W przypadku BSW wierzę, że tak mogło być: szef powiedział - oni wykonywali – mówi nadkomisarz Dariusz Loranty, były policjant.
Sejm debatuje nad ustawą o policji. Chodzi m.in. o ustalenie tego, w jaki sposób funkcjonariusze kontrolują internet. Obecne przepisy o policji nie regulują tej dziedziny. Sprawę komentuje Dariusz Loranty:
Moje doświadczenie wynikające z pracy operacyjnej wskazuje, że policja stosunkowo słabo penetruje internet, w przeciwieństwie do służb specjalnych, które mają podstawę prawną działania w tym zakresie. Policja podejmuje kontrolę operacyjną sieci internetowej wtedy gdy istnieje uzasadnione przypuszczenie, że tą drogą kontaktują się przestępcy z ofiarą. Ewentualnie w trakcie rozpracowanie operacyjnego, gdy przestępcy kontaktują się między sobą, gdy jest podstawa prawna i faktyczne przesłanki. Internet był piętą achillesową policji. Pracowałem przy sprawie „geybombera”, który rozkładał po Warszawie paczki z atrapami bomb i rozsyłał mejle, w których podpisywał się jako „Brygady PowerGay i Silny Pedał”. Korzystaliśmy z techniki służb wojskowych, bo policja nie miała swoich narzędzi. Jednym słowem, jeszcze 6 lat temu, jeśli chodzi o elektronikę, policja była na bardzo niskim poziomie i korzystano z pomocy służb. Na pewno w ostatnim okresie ten dział został rozbudowany. Jest to potrzebne choćby dlatego, że sprawcy przestępstw logują się w różnych miejscach i komunikują ze sobą. Korzystanie z internetu jako kanału nawiązywania kontaktu jest charakterystyczny dla grup kibicowskich.
Jak ciekawostkę powiem, że policja nie ma możliwości prawnych podsłuchiwania telefonu, który zostanie skradziony. Może tylko „bilingować” taki aparat. To dlatego, że telefon jest przedmiotem zbyt małej wartości i takie przestępstwo nie jest w katalogu uprawniającym do stosowania kontroli operacyjnej. Inna sytuacja jest wtedy, gdy aparat ukradziono w wyniku zabójstwa. Wówczas policja może zastosować wszystkie środki operacyjne. Podsłuchiwać nie wolno też telefonu osoby zaginionej.
Dlatego niezależnie od tego, czy rządzi Platforma czy PiS, jestem zwolennikiem uporządkowanego systemu pracy operacyjnej o szerokim aspekcie stosowania. Nie powinno mieć znaczenia, jakie jest przestępstwo. Policja powinna zawsze dążyć do wykrycia sprawcy i udowodnienia winny. Jednocześnie powinien być wprowadzony skuteczny mechanizm kontroli czynności prowadzonych przez policję. Obecny niestety nie zapewnia dostatecznej kontroli nad policją. Fakt podawania statystki czyli liczb robi wrażenie tylko na czytelnikach określonych gazet. Jak ONI mają dużą liczbę kontroli operacyjnych to znaczy że inwigilują społeczeństwo. Jak MY przy władzy to cel zbożny. W zasadzie to tylko pijar polityczny kierowany do swojego targetu.
Znam się z Piotrkiem Nisztorem, ale gdybym rządził techniką operacyjną w takiej sprawie, jaką on ujawnił [afera podsłuchowa – red.], wydałbym polecenie przypięcia podsłuchów wszystkim, którzy z nim mieli kontakt. Wiadomo mi, że tak jak zrobiono. Powinna być prowadzona operacyjna sprawa ustalenia: kto i dlaczego? W tamtym okresie kontaktowaliśmy się telefonicznie, więc jestem przekonany, że także mój aparat musiał być podsłuchiwany, jakieś dwa – cztery dni. Utworzono wtedy grupę operacyjną do tej sprawy Biurze Spraw Wewnętrznych. Mam poważne wątpliwości, co do podstaw prawnych tego działania. Jednak powinno być to robione na innej podstawie prawnej. Mamy przestępstwo, musi mieć ono kwalifikację prawną, podejmujemy działania na podstawie obowiązujących przepisów. Wydaje mi się, że w policji kryminalnej taki numer, że szef wydaje polecenie bez podstaw prawnych nie przeszedłby. W przypadku BSW wierzę, że tak mogło być: szef powiedział - oni wykonywali. Natomiast zwykli policjanci boją się robić takie rzeczy. To nie służby specjalne. Policjant odpowiada i przed przełożonym i przed prokuratorem który kontroluje czynności. Może stracić pracę czy prawo do emerytury. Służby są pod tym względem lepiej chronione.
Not. KJ
Dariusz Loranty - nadkomisarz, były funkcjonariusz Komendy Stołecznej Policji, ekspert bezpieczeństwa publicznego, szef Studium Negocjacji Kryzysowych, współautor książek „Siedem dni z życia psa” i „Spowiedź psa”
