19.12.14, 08:20Zniszczona szopka bożonarodzeniowa w Brukseli (fot. archiwum)

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz dla Fronda.pl: Wigilia to nie spotkanie integracyjne. Nie róbmy ze Świąt karykatury

Portal Fronda.pl: Im bliżej do Świąt Bożego Narodzenia, tym więcej agresywnych ataków na te ważne dla chrześcijan dni. W Brukseli zniszczono szopkę bożonarodzeniową, a figury Maryi i Józefa pobito pałami. Na polskim podwórku także nie brak takich wulgarnych akcentów, choćby takich, jak koszulki firmy House z napisem „F**k your xmas”. Dlaczego Święta, które przecież jeszcze do niedawna cieszyły większość ludzi, nawet niekoniecznie związanych z Kościołem, dziś wywołają taką wściekłość? Czy mógłby Ksiądz wskazać jakąś przyczynę tego zjawiska?

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz: To ciekawe, a zarazem bardzo trudne pytanie. Nie wiem, czy będę umiał wskazać jednoznaczną przyczynę, poza dość ogólną i teologiczną perspektywą walki szatana z Bogiem. To, co obserwujemy w tej chwili, to niewątpliwie przejawy szatańskiej agresji, odzwierciedlającej się w ludzkich postawach. Myślę, że to wszystko ma swoją skalę dynamiki. Kilkanaście lat temu rozpoczynaliśmy od procesu radykalnej laicyzacji, problemu sekularyzacji, która oczywiście jest bardzo złożonym i ambiwalentnym zjawiskiem, ale która doprowadziła do zacierania granic pomiędzy sacrum i profanum Żyjemy w świecie postmodernizmu, który najkrócej można opisać jako płynną ponowoczesność, w której nie mam miejsca na jednoznaczne określenie prawdy, dobra, wartości… Do tego dochodzą również pewne wektory polityczne. Dokładnie rok temu przeżywaliśmy deklarację pani Bratkowskiej, związaną z chęcią dokonania aborcji w Wigilię. Teraz, na tydzień przed Świętami Bożego Narodzenia minister Fuszara proponuje przyspieszenie prac nad ustawą o związkach partnerskich. W kontekście tradycyjnych Świąt, życia i miłości ponawiane są ataki zarówno na wartość życia, jak i wartość miłości. To wszystko przyczynia się do osłabienia wrażliwości w człowieku współczesnym na wartość Świąt. Mylą się ci, którym wydaje się, że są to jakieś nieistotne elementy, zachowania kulturowe,  drobnostki takie, jak obecność Czubaszek i Nergala w Empiku jako „ikon” (nie znajduję słów pogardy dla takich ikon) Bożego Narodzenia. To nie jest drobny element, ale mozaika, która składa się na antychrześcijańską, antyludzką wizję rzeczywistości. To jest próba przenicowania metafizycznego świata, w którym zatracamy wartość dobra i inne wartości a to, co jest godne najwyższej pogardy staje się przedmiotem najwyższego uznania.

Wspomniał Ksiądz o Nergalu i Czubaszek w kampanii Empiku – no właśnie, skąd taka tendencja do angażowania w świąteczne kampanie czy opowieści o Świętach ludzi, którzy przecież nie mają z tą rzeczywistością wiele wspólnego? Wystarczy przejrzeć świąteczne wydania największych tygodników – tam o Świętach opowiadają celebryci albo ateiści, dla których są to po prostu zwykłe dni w roku. Wspomniana pani Czubaszek opowiadała, że u niej w Wigilię je się parówki. Po co drukuje się wywiady z takimi osobami w świątecznych gazetach? Czy chodzi o odarcie Świąt z ich religijnego, chrześcijańskiego wymiaru? Przecież coraz częściej mówi się już nie o Świętach, ale na przykład „winter holidays”.

Myślę, że właśnie tak jest – chodzi o odsakralizowanie Świąt i zdjęcie z nich szlachetnego dziedzictwa chrześcijaństwa, uczynienie z nich zupełnie laickiego dnia wolnego. Do wskazanych przez Panią przykładów dorzuciłbym jeszcze reklamę Lidla, który mówi o Świętach Bożego Narodzenia w kategorii „tego dnia”. To ta sama kategoria, w której jakiś czas temu inna firma reklamowała podpaski dla kobiet – to też były „te dni”. To są zjawiska, które nie tylko desakralizują, ale trywializują, a wręcz wulgaryzują rzeczywistość Świąt. Mamy do czynienia z próba redukcji tak symboli, jak i samej nazwy Świąt. Nie mówi się już o Bożym Narodzeniu, ale o „tym dniu”, „tych świętach” albo „winter holidays”. Zanika też symbol żłóbka, pojawiają się najwyżej bezpostaciowe anioły, które nie wiadomo co symbolizują i z czym są związane. Jest jeszcze choinka, ale bez tego wymiaru, który wskazuje na jej symbolikę. Myślę, że kwestia opłatka również jest marginalizowana, odzierana z symboliki. Pokazywanie świąt przez pryzmat celebrytów-ateistów ma nam chyba też zasugerować, że żyjemy w społeczeństwie tak dalece pluralistycznym, że my chrześcijanie jesteśmy w mniejszości a styl, który był związany z celebracją Świąt jest rzeczywistością przeszłą. Niezależnie od tego, ilu tych celebrytów jest, musimy pamiętać, że jednak większość tradycyjnych, polskich rodzin, zarówno w kraju, jak i na emigracji, przeżywa święta inaczej, niż pokazują to media. Niemniej, do naszej mentalności przedostaje się świadomość, że wielu ludzi znaczących, głośnych, z pierwszych stron gazet, świętuje inaczej. Może tworzyć się poczucie, że jesteśmy w mniejszości. Być może manipulatorom i socjotechnikom naszej świadomości o to właśnie chodzi.

Dostrzega Ksiądz hipokryzję w tym, że ci ateiści i zwolennicy świeckości/neutralności światopoglądowej także spotykają się z okazji Wigilii? Może nie dzielą się opłatkiem, ale już rybkę chętnie zjedzą, a i prezentami z przyjemnością się wymienią. Przecież w wielu korporacjach, które na co dzień podkreślają swoją światopoglądową neutralność, organizowane są tzw. opłatki. Po co? Wojciech Cejrowski ostro napisał, że wkurza go to, że ludzie niewierzący sięgają po opłatek. „Jeśli człowieku nie wierzysz, to bądź konsekwentny i nie bierz do łapy czegoś co wprost symbolizuje Hostię, Jezusa żywego itd.” – wezwał podróżnik. Zgodziłby się Ksiądz z takim ostrym apelem?

Zgadzam się, zarówno z tą diagnozą, jak i z apelem, aby nie brać się za to, co jest dla kogoś zupełnie obce. Zwróciłbym uwagę na jeszcze jedną sprawę. Z podanych przykładów wynika bardzo ciekawy wniosek. Święta Bożego Narodzenia, typowo chrześcijańskie, mają swój wymiar na wskroś religijny, ale także antropologiczny, humanistyczny. One są wspaniałą integracją, tworzą wspólnotę ludzi. Wiemy, że doświadczenie Świąt jednoczony nas dogłębnie, tworzy z nas wspólnotę. Ale jednoczy nas przede wszystkim dzięki temu, że przeżywamy to zjednoczenie we wspólnocie z Bogiem, który przychodzi na świat, który staje się człowiekiem. Ci, którzy próbują zawłaszczać sobie tę pierwszą część, tworząc z Wigilii Bożego Narodzenia spotkania integracyjne, pozbawiając się jednocześnie tej drugiej części, najistotniejszej, w gruncie rzeczy dokonują karykatury tej pierwszej sfery. Próbując traktować wigilijne spotkanie wyłącznie jako prostą socjotechnikę, skazują siebie na dużą śmieszność. Ta integracja opłatkowo-wigilijna bez uwzględnienia wymiaru religijnego jest karykaturą, żenadą, nieudolnym naśladowaniem na poziomie głupoty.

Z jednej strony Polacy wciąż z dużą nadzieją czekają na Święta, bo będą mogli odpocząć od pracy, spotkać się z rodziną, zjeść coś smacznego i obdarować się prezentami, a z drugiej… Święta stają się dla nich istną katorgą. Jeden z głównych tygodników opinii drukuje w świątecznym(!) numerze artykuł o tym, jak to Polacy są zmęczeni harówą przed Świętami, lepieniem tony pierogów, bieganiem z wywieszonym językiem za prezentami i sprzątaniem. Później tacy umordowani siadają za stołem, a tam znienawidzona teściowa i jej uszczypliwe uwagi, podpity teść i awantura gotowa. Po pierwsze, czemu ma służyć publikacja takich tekstów w przeddzień Świąt? Po drugie, czyż nie jest tak, że to przecież od nas zależy to, jak spędzimy Święta? Nie musimy gotować hektolitrów barszczu i spotykać się z nielubianymi ciotkami, można to wszystko inaczej zorganizować…

Po pierwsze, niektóre z tygodników, próbując ratować swoje istnienie, nieustannie sięgają o metodę szokowania czytelnika bulwersującymi i mało wiarygodnymi artykułami. Jeśli nawet zdarza się, że Wigilia bywa wydarzeniem uciążliwym dla osób ze względu na ich wzajemne animozje, to jest to kwestia, którą być może można zażegnać poprzez pojednanie. Nie przeceniałbym skali tych problemów, nie stawiałbym tego w takiej perspektywie. Równie dobrze, mógłbym powiedzieć autorom tego numeru, że słyszałem o ludziach, którzy po wzięciu do ręki ich tygodnika, dostają torsji. Na sam kontakt fizyczny z daną gazetą mają alergię, którą później długo leczą. To są tego typu argumenty, których jednak nie chciałbym stosować, aby nie schodzić do takiego poziom opisu rzeczywistości, jaki proponuje tygodnik.

Rozm. Marta Brzezińska-Waleszczyk 

Komentarze

anonim2014.12.19 9:15
Przecież w Wigilię zawsze mogą podzielić się tradycyjnym jajeczkiem...
anonim2014.12.19 9:42
Są ludzie dla których Bóg nigdy się nie narodził i nie narodzi.Dlaczego ? - może dlatego,że sami uznali się za bogów ?Rodzimy się i przemijamy,ale czy prawdziwy Bóg zdąży jeszcze w nas się narodzić ?
anonim2014.12.19 10:48
Proponuję zamknąć wszystkie sklepy. Za karę, na zawsze.
anonim2014.12.19 21:02
Świętować i tak będą wszyscy: ateiści, pastafarianie, wyznawcy Światowida... itd. Bo jest przymusowe wolne, jest powód do rodzinnych spotkań, do obżarstwa i wypić tradycyjnie należy.
anonim2014.12.20 0:15
Nawoływania do bojkotów, mowa nienawiści, publiczne potępianie... Kto tu jest tym złym? Grudniowe święta (przyjmijmy taką neutralną nazwę) już od lat podzielone są grubą krechą na obrządki religijne i świeckie. Kto wierzy, ten wierzyć nie przestanie z powodu Nergala w reklamie czy niewymienienia Jezusa z nazwiska w gazetce Lidla. A kto nie wierzy, na pewno nie zacznie w wyniku takiej fanatycznej nagonki. Chcecie zyskać na wiarygodności? ODETNIJCIE się od komercyjnej strony Świąt. Uważacie, że jesteście przedstawicielami jedynej słusznej prawdy, ale tak myśli wyznawca każdej religii - nawet konsumpcjonizmu.
anonim2014.12.20 3:43
A czy sprzedaż alkoholu w naszym katolickim kraju przed świętami rośnie? Robił ktoś badania?
anonim2014.12.20 11:02
@Antyfanatyk "Nawoływania do bojkotów, mowa nienawiści, publiczne potępianie..." To już, na dobre czy na złe, codzienność. Jedni wylewają piwo, bo właściciel browaru wrzucił jakiś debilny tekst na twittera, inni rozdają ulotki pod empikiem, bo reklamują się Nergalem. A że ci drudzy są zazwyczaj skuteczniejsi... "Grudniowe święta (przyjmijmy taką neutralną nazwę)" Dlaczego mielibyśmy przyjmować "neutralną nazwę" skoro te święta nazywają się Boże Narodzenie? "podzielone są grubą krechą na obrządki religijne i świeckie" Te świeckie zazwyczaj jadą na mocno zwulgaryzowanej chrześcijańskiej tradycji. I żeby nie było - bojkoty uważam za mało sensowne, wyskoki Cejrowskiego za idiotyczne, a sekularyzację za nieuniknioną. Co nie znaczy, że chrześcijanie mają być z tego wszystkiego zadowoleni.
anonim2014.12.20 11:24
@ Igor "To już, na dobre czy na złe, codzienność. Jedni wylewają piwo, bo właściciel browaru wrzucił jakiś debilny tekst na twittera, inni rozdają ulotki pod empikiem, bo reklamują się Nergalem. A że ci drudzy są zazwyczaj skuteczniejsi..." Pytanie tylko, czy Katolicy powinni być częścią takiej codzienności. Nie są w żadnej mierze skuteczni (ludzie to hipokryci i jakieś lajki na Facebooku czy podpisy pod wirtualną petycją nie mają ŻADNEGO przełożenia na spadek sprzedaży empiku). "Dlaczego mielibyśmy przyjmować "neutralną nazwę" skoro te święta nazywają się Boże Narodzenie?" Ponieważ jedni nazywają to "gwiazdką", inni "Chanuką", a jeszcze inni po prostu "świętami" - ja zwracałem się do wszystkich. "Te świeckie zazwyczaj jadą na mocno zwulgaryzowanej chrześcijańskiej tradycji. I żeby nie było - bojkoty uważam za mało sensowne, wyskoki Cejrowskiego za idiotyczne, a sekularyzację za nieuniknioną. Co nie znaczy, że chrześcijanie mają być z tego wszystkiego zadowoleni." Ale co to za różnica, co stanowią obrządki świeckie? Nie przekonasz kogoś, dla kogo choinka to tylko drzewko, a opłatek, sianko pod obrusem czy wolne nakrycie to nic poza tradycją; że ma to dla niego stanowić znaki narodzin Boga, którego nie wyznaje. Wielu ateistów urodziło się w katolickich rodzinach, gdzie obchody Świąt zapisały się w formie przyzwyczajenia. Nie można mieszać z błotem ludzi, którzy zaadaptowali pewne zwyczaje Chrześcijaństwa z pominięciem ich właściwej symboliki. Czy to naprawdę takie trudne, skupić się na swojej wierze i swoim zbawieniu, bez ingerowania w życie innych?
anonim2014.12.20 16:06
@Antyfanatyk "Pytanie tylko, czy Katolicy powinni być częścią takiej codzienności." Myślę, że to sprawa katolików. "przełożenia na spadek sprzedaży empiku" Na sprzedaż empiku może nie, ale na pewno doprowadziły do wycofania jakiejś reklamy z Leninem, chyba koszulek z Guevarą i wyrzucenia Piątka z kapecji. "Ponieważ jedni nazywają to "gwiazdką", inni "Chanuką", a jeszcze inni po prostu "świętami" - ja zwracałem się do wszystkich." Chanuka to inne święto, czasem tylko zbieżne czasowo, gwiazdka to najczęściej wieczór wigilijny, a "święta" mówi się, gdy wiadomo o które chodzi, ale gdy trzeba określić dokładnie, znakomita większość ludzi, wierzących i nie, mówi o świętach Bożego Narodzenia. I dobrze. "Nie przekonasz kogoś (...) stanowić znaki narodzin Boga, którego nie wyznaje." Pytanie raczej dlaczego ktoś chce przekonać mnie, w dodatku zupełnie niezgodnie z prawdą, że te święta to "zagrabione" święta pogańskie czy z drugiej strony że nie powinniśmy tego nazywać Bożym Narodzeniem, bo niewierzącym robi się przykro. Cejrowski próbujący w jakiś sposób "zabronić" niewierzącym udziału w tych świętach to taki sam idiotyzm jak wzmożeni ateiści próbujący przemianować je na "grudniowe" czy "zimowe". "obchody Świąt zapisały się w formie przyzwyczajenia" No i fajnie. Coraz więcej jest takich rodzin, gdzie są i wierzący, i niewierzący, a chcą razem spędzać święta gdzie nikt nikomu ani nie każe, ani nie zabrania się modlić. Co nie zmienia faktu, że są to święta chrześcijańskie.
anonim2014.12.20 16:20
@Igor W żadnym razie nie chcę majdrować przy genezie tych Świąt. Sam nazywam je różnie, z Bożym Narodzeniem włącznie. Wydaje mi się, że koniec końców chodzi nam dokładnie o to samo - o nie narzucanie innym swojej ideologii. Wspólne obchody Świąt przed wierzących i niewierzących, o których wspomniałeś - są idealnym przykładem, że jak się chce, to można :)
anonim2014.12.22 12:12
„Tworząc z Wigilii spotkania integracyjne, pozbawiając Święta religijnego wymiaru, tworzymy ich karykaturę, a samych siebie narażamy na śmieszność” - Wyjątkowo głupie stwierdzenie, to tak jakby powiedzieć, że obecność duchownych w habitach na obchodach 11 listopada naraża ich na śmieszność bo to świeckie święto...
anonim2014.12.23 11:00
Najpierw przywlaszczacie sobie okres przesilenia, świętowany przez wszystkie kultury świata, a potem miałczycie, że nie wszyscy chcą celebrować na Waszą modłę. Przestrzeń publiczna nie jest po to, żeby wciskać Jezuska wszystkim naokoło. Dajcie się cieszyć wolnym czasem spędzonym z bliskimi, uroczyście, odświętnie i nie molestujcie innych dzieciątkiem.
anonim2014.12.23 11:04
A, i proszę Księdza Profesora - Boże Narodzenie, choćby się skichało, nigdy nie będzie "na wskroś chrześcijańskie". Cała historia narodzin Jezusa to kalka z wcześniejszych wierzeń - od zwiastowania po ucieczkę do Egiptu. Termin świąt jest czysto pogański, zaanektowany, bo tak było z wielu względów wygodnie. Tradycje świąteczne sięgają czasów przedchrześcijański. Mówienie więc o zimowym przesileniu, jako o święcie chrześcijańskim jest naprawdę grubym nadużyciem i manipulacją.