„Nie rozumiemy, z jakiego klucza (Małgorzata Terlikowska - red.) została zaproszona do audycji dotyczącej wychowania patriotycznego, oprócz tego, że jest małżonką p. Terlikowskiego, znanego z wygłaszania poglądów dyskryminujących różne grupy społeczne. Nie boimy się konfrontacji, ani nie negujemy dyskusji z innymi niż nasze poglądami, ale odmawiamy uczestniczenia w debatach konstruowanych według zasady skrajności, która naszym zdaniem nie wnosi nic do debaty publicznej. Chcemy rozmawiać, jednak jesteśmy przeciwne legitymizowaniu skrajnych, nietolerancyjnych postaw w debacie publicznej” - oznajmiły panie w ośiwadczeniu.
I szczerze mówiąc tego oświadczenia nie da się skomentować. Ono mówi wszystko o tych paniach. Nie wiem, jakie nasze poglądy są skrajne i nietolerancyjne, ale zakładam, że skrajną nietolerancją jest odmowa rozmowy, i uznawanie kogoś za niegodnego rozmowy z powodu jej męża.
Ale powiem też coś od siebie, drogie Panie, będziecie mogły umyć mojej żonie nogi, kiedy będziecie miały piątkę dzieci, a do tego będziecie w stanie nie tylko zarządzać domem, ale też redagować książki (kilkanaście rocznie) i pisać je. A na razie pokazujecie tylko własny poziom. Żenujący i nie mający nic wspólnego z normalnymi relacjami międzyludzkimi. Ale to dobrze, bo dzięki temu pokazujecie, że feminizm i feministki nie mają nic do zaoferowania normalnym kobietom.
TPT
