Szwedzi od jakiegoś czasu dyskutują o swojej tożsamości narodowej. Wszystkich zszokowała polityk Partii Zielonych, podając dość niewybredną definicję szwedzkości. – Bycie Szwedem to między innymi możliwość lizania ci... rano i ssania fiu.. wieczorem, jeśli się ma na to ochotę – ogłosiła Sofia Bothorp, wywołując burzę.

Do narodowych wyróżników zaliczyła także możliwość żartowania sobie z "małego ku... Allaha" i "impotencji Boga Ojca". Jej wystąpienie znalazło się na YouTube, wywołując falę komentarzy. Część internautów uznała je za przejaw degrengolady szwedzkiej polityki.

Po fali oburzenia pani Bothorp przyznała w końcu, że jej wypowiedź była "trochę nie na miejscu". Tłumaczyła, że zagalopowała się w ferworze politycznej dyskusji. Co miała na myśli? Odpierała argumenty nacjonalistycznej partii Szwedzcy Demokraci, według której "Szwecja powinna być krajem, w którym kładzie się nacisk na tradycyjne wartości".

 

JaLu/Rp.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »