Gwałt nie usprawiedliwia zabójstwa prenatalnego - zdjęcie
09.07.13, 12:29Dziecko 8 tygodni od zapłodnienia. Fot. Andrzej Zachwieja (www.pro-life.pl)

Gwałt nie usprawiedliwia zabójstwa prenatalnego

41

Informacja o zgwałconej nastolatce, której odmawia się usunięcia ciąży – nieodmiennie rozgrzewa emocje. Zwolennicy „prawa do wyboru” z triumfem przedstawiają takie historie, jako dowód na nieludzki wymiar zakazu aborcji, a prolajferzy zazwyczaj wstydliwie milkną niekoniecznie wiedząc, jak się w takiej dyskusji zachować, i co powiedzieć w obliczu tragedii zgwałconego dziecka. Ale choć gwałt jest gigantyczną traumą, a mężczyzna, który się go dopuścił powinien zostać surowo ukarany, to nie widać powodu, by miał on być usprawiedliwieniem jeszcze jednej zbrodni, jakim jest zabicie niewinnego dziecka. Zbrodni, która zresztą – jak pokazują badania i świadectwa licznych kobiet, w niczym i nikomu nie pomaga. Warto o tym pamiętać, gdy aborcjoniści wrzucają nam kolejny temat – tym razem z Chile – który nas skłonić do uznania, że zabicie dziecka jest koniecznością, a każdy kto się temu rozwiązaniu sprzeciwia jest okrutnikiem i sadystą pragnącym skrzywdzić niewinne dziecko.

I

- Stoi przed Wami kobieta, która żałuje aborcji – mówiła do zebranych w auli Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego Irene van der Wende. I choć dla obrońców życia jej wyzwanie nie brzmiało szokująco, bo takich kobiet jak ona są tysiące, to dla opinii publicznej jej świadectwo było niewątpliwie zaskakujące. Irene jest bowiem kobietą, która przeżyła gwałt, po którym zaszła w ciążę. A aborcja, której żałowała była właśnie efektem tego gwałtu. Takie historie jak jej są zazwyczaj argumentem w rękach aborcjonistów, którzy przekonują, że właśnie dla takich przypadków trzeba zachować aborcję, że nikt nie może zmusić kobiety, by rodziła dziecko gwałciciela, że byłoby to gigantyczne okrucieństwo. - To nie było, wbrew temu, co się mówi, dziecko gwałciciela, to było także moje dziecko – nie wprost, ale niezwykle mocno, polemizowała z takimi opiniami zgwałcona kobieta. - A aborcja w niczym mi nie pomogła. Ona była powtórnym, i o wiele głębszym gwałtem na mojej osobie – dodała. Na koniec zaś, cichszym już głosem wyznała, że ona sama żyje, ponieważ jej mama – choć też się nad tym zastanawiała – nie dokonała aborcji po gwałcie. - Ja też jestem dzieckiem poczętym w takiej sytuacji – mówiła. - Ci, którzy uważają, że dziecko będące owocem gwałtu nie ma prawa do życia, mówią do mnie, że nie miałam prawa się urodzić, że powinno mnie tu nie być – kończyła z trudem ukrywaną emocją.

Jej historia, wbrew pozorom, wcale nie jest nietypowa. Setki zgwałconych kobiet, które powszechna opinia przyjaciół czy sąsiadów, a także nacisk aborcyjnego lobby, skłoniły do aborcji, teraz nie tylko wyznaje, że żałuje tego czynu, ale też mocno angażuje się w ruch pro life. Tak jest z Ashley Sigrest. Kobieta została zgwałcona przez kogoś komu ufała i kogo znała, jeszcze w szkole średniej. O sprawie nie powiedziała nawet rodzicom, i nie zgłosiła jej – ze wstydu – na policję. A gdy okazało się, że jest w ciąży była tak przerażona tym, co może spotkać ją w domu, że po poradę zgłosiła się do koleżanek. I te wspólnie uznały, że „najlepszym wyjściem jest aborcja”. Ashley zgłosiła się więc do kliniki aborcyjnej, opowiedziała tam swoją historię, zastrzegając jednak, że nie wie, czy rzeczywiście chce dokonać „zabiegu”. Ale zamiast realnej pomocy w odpowiedzi na to pytanie, kobieta została poddana naciskom, by jak najszybciej podpisała papiery i pozbyła się „problemu”. - Nikt nawet nie próbował ze mną rozmawiać, doradzić mi – opowiada po wielu latach. - A ja byłam wtedy w depresji i potrzebowałam kogoś, kto zwyczajnie poda mi rękę – dodaje. Zamiast tego jednak skłoniono ją do zabicia dziecka. - To wpędziło mnie w spiralę jeszcze głębszej depresji, picia, gdy uświadomiłam sobie, że zabiłam moje dziecko, moje ciało i krew – mówi 32-letnia obecnie kobieta. - Przez wszystkie te lata prześladowała mnie świadomość, że wtedy nikt mi nie powiedział, że nie muszę decydować się na aborcję, że nie było wówczas nikogo, kto by mnie wspomógł – podkreśla niezwykle mocno kobieta, która chce to zmienić, i dlatego założyła organizację Save the 1, której celem jest ratowanie dzieci pochodzących z gwałtu, a także pomoc kobietom, które zastanawiają się nad aborcją. - Znam wiele kobiet, które zaszły w ciąże w wyniku gwałtu, dokonały aborcji i teraz bardzo tego żałują, ale wstyd nie pozwala im o tym mówić. Chcę, żeby ta organizacja była ich głosem – kończy Sigrest.

Jennifer McCoy z Kansas miała 16 lat, gdy zaszła w ciążę z dwukrotnie od niej starszym, żonatym i dzieciatym nauczycielem (katechizmu zresztą). Matka dowiedziała się o ciąży, podczas rutynowych działań i od samego początku zaczęła naciskać na dziewczynę, by ta dokonała aborcji. Podobne stanowisko zajął mężczyzna, który był ojcem jej dziecka. Ale Jennifer nie chciała aborcji. Rodzina i lekarze oszukali ją jednak i pod pozorem zwyczajnego badania ginekologicznego przeprowadzili aborcję. - Położyłam się na fotelu ginekologicznym, wszedł jakiś mężczyzna, który miał mnie zbadać, i nagle poczułam straszny ból. Próbowałam się uwolnić, ale on pchnął mnie. „To tylko kilka minut i będziesz wolna” - powiedział mi. Płakałam nie mogąc przerwać tego, co się dzieje. Byłam wściekła, że nikt nie uprzedził mnie o tym, co ma się stać. Gdybym wiedziała, że zamiast badania odbędzie się tam aborcja, nigdy bym nie weszła do środka – podkreśla kobieta, która od lat walczy na pierwszej linii frontu protestując i modląc się pod klinikami aborcyjnymi.

- Miałam aborcję po tym, jak zostałam zgwałcona, i żałuję tego do dziś. Kierowałam się strachem, powiedziano mi, że aborcja to nie jest wielka sprawa, i że ona rozwiąże mój problem – opowiada w świadectwie umieszczonym na stronie Rebecci Kiessling Angelina Steenstra. - I wreszcie się zdecydowałam. Aborcja zakończyła życie mojego dziecka i rozpoczęła dalszą, pełną cierpienia i bólu, część mojego życia – dodaje. Kobieta ze szczegółami opowiada, jak zostało zabite jej dziecko. - Byłam świadoma w czasie zabiegu. Nie uśpiono mnie. Odczuwałam panikę, strach i wstyd, kiedy umieszczono moje stopy w metalowych klamrach. Czułam, jak do mojego ciała wprowadzone zostają zimne chirurgiczne narzędzia. Ostry fizyczny ból przenikał moje ciało, gdy dziecko było zeskrobywane z mojego łona. Słyszałem dźwięk wysysarki, która opróżniało moją macicę i widziałam naczynie, które wypełniało się krwawymi szczątkami mojego dziecka. Czułam grozę: „co ja zrobiłam?”, byłam przerażona, zszkowana i rozżalona. Zaczęłam płakać i wiedziałam, że tego, co się stało nie można już odwrócić, że nie sposób opróżnić tego naczynia. To była ta bardzo ostateczne. Od razu wiedziałam, że to, co zrobiłam była złe. Odczuwałam to głęboko w sobie. Byłam odpowiedzialna za śmierć. Złamałam zasadę, by nie zabijać niewinnej istoty ludzkiej – opowiada kobieta. - Pamiętam, że chciałam umrzeć, myślałam: nienawidzę Cię, nie jesteś już w stanie tego odwrócić. Uśpiono mnie po zabiegu. Nie chciałam się obudzić. Całą drogę do domu płakałam – mówi Steenstra.

Później kobieta zrobiła wszystko, by zapomnieć o tym, co się stało. Zmieniła nazwisko, pracę, miejsce zamieszkania, chciała zacząć od nowa. Ale w niczym nie zmniejszało to ani żalu, ani wstydu. Nie pomogła także ucieczka w alkohol, narkotyki czy przygody seksualne. Życie wyrwało jej się spod kontroli, miała myśli samobójcze. Szukała pomocy u terapeutów, ale nic to nie pomagało. A wszystko dlatego, że jak sama wspomina, chciała zagłuszyć w sobie prostą prawdę, którą odczuwała w głębi siebie, że aborcja jest złem, bowiem pozbawia życia inną osobę ludzka. Tej sytuacji nie zmienił nawet ślub, który postawił przed nią ponownie pytanie, o to czy być matką. Pracoholizm, pozostawanie po godzinach w pracy miało uchronić ją przed małżeńską bliskością, a co za tym idzie przed posiadaniem dzieci i byciem matką. To było coś, co ją do głębi przerażało, ale wcale nie niszczyło pragnienia macierzyństwa. Co gorsza wszystko, co przypomnieć mogło Angelinie Steenstra o aborcji także wyprowadzało ją z równowagi. A mógł to być zarówno dźwięk odkurzacza czy wiertło u dentysty. Każda rocznica aborcji była zaś dla niej kolejnym powodem do depresji.

Ale najgorsze miało dopiero nadejść. Kilkanaście lat po aborcji Angelina zaszła w ciążę. Ale szybko okazało się, że jest to ciąża pozamaciczna. W takiej sytuacji – także Kościół katolicki – by ratować życie matki pozwala na usunięcie uszkodzonego jajowodu, a wraz z nim także dziecka. Ale kobieta nie chciała się na to zgodzić. I dopiero po wielu godzinach rozmyślań wyraziła na to zgodę, przeżyła żałobę i uznała, że musi doświadczyć tego samego także w odniesieniu do swojego pierwszego dziecka. Pomogło jej w tym zdjęcie dziecka po aborcji. - Płakałam bowiem dopuściłam do tego, by coś takiego przydarzyło się mojemu dziecku – opowiadała kobieta. - Płakałam, bowiem utraciłam je. Ale to były łzy wyzwolenia i uzdrowienia – dodawała. Później poprosiła swoje dzieci o przebaczenie (to jeden z elementów kuracji psychologicznej kobiet po aborcji) i wreszcie uświadomiła sobie, że nie może dalej milczeć i musi zacząć walczyć o życie. - Aborcja wcale nie unicestwiła gwałtu, ani mnie nie wyzwoliła. Aborcja zubożyła mnie i moje otoczenie, i wyeliminowała inne osoby. I dlatego do dziś żałuję mojej aborcji – podkreśla Angelina Steenstra.

II

Takie opowieści nie budzą jednak zainteresowania mainstreamowych mediów. Tak jak nie interesuje ich świadectwo życia Rebekah Berg. Kobieta ta została zgwałcona w wieku osiemnastu lat, i podobnie jak Sigrest zaszła w ciążę. Gwałciciel, gdy się o tym dowiedział chciał zmusić ją do aborcji, ale ona odmówiła. Zdecydowała się urodzić dziecko, i oddać je do adopcji. Obawiała się, podobnie zresztą jak jej bliscy, że jeśli tego nie zrobi, to za każdym razem, gdy spojrzy w twarz swojego synka, będzie w nim widziała swojego gwałciciela. - Ale kiedy się urodził, i kiedy go zobaczyłam okazało się, że wszystkie te zmartwienia poszły w kąt. Zakochałam się w nim i jestem szczęśliwa, że tworzymy z nim rodzinę – podkreśla Berg, której synek ma obecnie dziewięć lat. Jeśli zaś coś kobietę ostatnio doprowadza do wściekłości, to nie jej syn, ale fakt, że historia takie jak jej, mogą być wykorzystywane do promowania aborcji. - Nienawidzę tego, że moja historia, historia mojego syna jest wykorzystywana do promowania zabijania innych dzieci – stwierdza ostro.

Zwolennicy aborcji, a także ci jej przeciwnicy, którzy są przekonani, że przynajmniej w przypadku gwałtu należy do niej dopuścić, uznają zapewne, że to absolutnie wyjątkowy przypadek. Tyle, że to nieprawda. Historii kobiet, które zdecydowały się urodzić swoje dziecko (bo warto wciąż na nowo przypominać, że jest to nie tylko dziecko gwałciciela, ale również ich) jest o wiele więcej. Jedną z najbardziej niesamowitych jest opowieść Ashley Boyer (także znajdująca się na stronie www.rebeccakiessling.com). Ta pochodząca z niewielkiego miasteczka dziewczyna została, gdy przeniosła się do Nowego Yorku, porwana przez handlarzy żywym towarem, którzy chcieli uczynić z niej prostytutkę. Gdy kobieta opierała się i próbowała uciekać jeden ze wspólników brutalnie ją zgwałcił. Na szczęście Ashley udało się uciec, i po serii badań, które miały wykazać, czy nie gwałciciel nie zaraził jej wirusem HIV dziewczyna wyjechała z miasta. A po mniej więcej miesiącu zaczęła odczuwać poranne mdłości, napady złego nastroju i łzy. Bliscy doradzili jej wizytę u lekarza, bo wszystko wskazuje na ciążę. I choć dziewczyna była przekonana, że cierpi na bezpłodność, to – za dolara – kupiła test. A gdy zobaczyła na nim dwie kreski, wpadła we wściekłość i rozpacz jednocześnie. - Jak mogłam zajść w ciążę z tak odrażającą osobą? To musi być sen, to nie może być prawda – powtarzała sobie. A kuzynowi, który był z nią wówczas, tłumaczyła, że nie chce, nienawidzi dziecka, które w niej rośnie. Gdy jednak się uspokoiła, uświadomiła sobie, że aborcja nie wchodzi w grę. Ciąża pojawiła się bowiem po tym, jak lekarze powiedzieli jej, że jest bezpłodna. - To był dla mnie znak od Boga – mówi Boyer i dodaje, że nigdy na poważnie, poza momentem histerii, nie myślała o aborcji. - Aborcja jest morderstwem, a ja nie jestem morderczynią - uświadomiła sobie, i w tym momencie zdecydowała, że przyjmie to dziecko. - Adopcja nie była dla mnie rozwiązania, ja wiedziałem, że przyjęcie tego dziecka i jego wychowanie jest moim celem – dodaje. - Obecnie jestem szczęśliwa, że mam zdrowego synka. To najlepsza rzecz, jaka kiedykolwiek mi się przytrafiła i głęboko wierzę, że Bóg dał mi to dziecko, by ocalić moje życie. Gdybym go nie miała, to dalej szłabym drogą złych wyborów, i mogłabym już być obecnie martwa – mówi kobieta. A na koniec podkreśla, że niezależnie od tego, jak jej syn został poczęty, to zmienił jej życie na lepsze. - Biorę teraz go często na modlitwę przed kliniki aborcyjne, byśmy razem ratowali dzieci nienarodzone – kończy Ashley Boyer.

Historia Analyn Megison jest inna. Ta kobieta studiowała prawo, była praktykującą katoliczką i tak bardzo zdecydowaną przeciwniczką aborcji, że była w stanie odpowiedzieć przecząco na pytanie, czy zdecydowałaby się na aborcję, gdyby jej dziecko zostało poczęte podczas gwałtu. A potem przyszedł sprawdzian. Megison została zgwałcona i zaszła w ciążę. - Nie mogła w to uwierzyć. Dziecko rosło we mnie, a ja miałam się stać matką w wyniku gwałtu. Ale mimo ogromnego bólu i przerażenia ciążą zaczęłam modlić się za moje nienarodzone dziecko, które – o czym przecież wiedziałam – ma duszę. Gwałciciel dowiedział się o tym, że mam z nim dziecko, i przyszedł do mnie przyłożył mi rewolwer do brzucha i zarządał wycofania skargi do prokuratora. „Jeśli tego nie zrobisz zabiję je” groził mi. Modliłam się wówczas: „Panie uratuj życie mojego dziecka!” - wspomina kobieta. I dodaje, że masa ludzi, także praktykujących katolików podających się za przeciwników aborcji, namawiało ją do usunięcia tego dziecka. A ona jeszcze mocniej modliła się do Boga, by ten uwolnił ją od ludzi, którzy o jej dziecku myślą, jako o przedmiocie czy gwałcicielu. Pomocną dłoń do niej wyciągnęły tylko siostry ze Zgromadzenia Misjonarek Miłości, a także proboszcz jej parafii, którzy nie tylko modlili się za nią, ale także bronili przed atakami miejscowych, którzy za wszelką cenę chcieli ją wydać za mąż czy skłonić do załatwienia problemu dziecka poprzez aborcję. Ostatecznie dziecko urodziło się w diecezjalnym ośrodku dla samotnych matek. - Mam pewność, że moje dziecko było warte tego wszystkiego, co dla niego przeżyłam. Przeszłam dla niego przez ogień i wiem, że zrobię to zawsze, gdy będzie to jeszcze potrzebne – dodaje. - Jestem ofiarą gwałtu. Jestem matką. Jestem umiłowaną córką Boga – podsumowuje swoją historię Analyn Megison.

Anna Slaugh Richey była wykorzystywana przez swojego ojczyma od najmłodszych lat. Gdy miała lat dwanaście po raz pierwszy zaszła w ciążę. Nie powiedziała o tym nikomu, poza nim. Była przerażona, samotna. Mężczyzna wymusił na zastraszonym dziecku aborcję. Rok później jednak dziewczynka była brzemienna ponownie, ale wtedy przerażona pierwszą aborcją nie powiedziała o niczym ojczymowi. Matka jednak po jakimś czasie zauważyła, że jej ciało się zmienia i wycisnęła z niej wyznanie o ciąży, a gdy dowiedziała się, kto jest ojcem natychmiast spakowała się, zabrała dzieci i wyprowadziła. A później zgłosiła sprawę na policję. Ojczyzm został ostatecznie skazany na dziesięć lat więzienia. Anna została zaś poddana nieustannym naciskom, by poddała się aborcji. Przekonywali ją do tego terapeuci, psychologowie, lekarze, dla których była absolutnie jasne, że jest to najlepsze z możliwych wyjście. Ale odważna dziewczyna nie zgadzała się na to. - Wcześniej w szkole miała lekcję, na której wyjaśniono nam, że DNA dziecka pochodzi od obojga rodziców, a to oznaczało, że dziecko w połowie pochodziło ode mnie. Uświadomiłam sobie także, że dziecko będzie przez kolejne miesiące w moim ciele, a przed to stanie się jeszcze bardziej moje niż jego. Wiedziałam też, że jeśli dokonam aborcji, to zrobię to, czego on by chciał, że to będzie jego kolejne zwycięstwo nade mną. On nie tylko zabiłby we mnie niewinność, ale także zabiłby moją córkę – opowiada kobieta, i dodaje, że choć aborcja prawdopodobnie sprawiłaby, że jej życie byłoby prostsze, to urodzenie dziecka była jedną z tych rzeczy, o którą warto było walczyć.

Ciąża była dla niej niezmiernie trudna. Kobieta była drobna, a jej wiek sprawiał, że istniało ogromne ryzyko. Wielu ludzi odwróciło się od niej, a jednak ona dzielnie nosiła w sobie dziecko. A gdy usłyszała na USG bicie jego serca, to jak sama mówi, zakochała się w nim. - To wtedy zdecydowałam, że nie może być mowy o adopcji – podkreśla. Josey Ann urodziła się zdecydowanie przed terminem, ale zdrowa 28 czerwca 1995 roku. Początkowo zajmowała się nią głównie babcia, która zadbała, by nastoletnia mama mogła skończyć edukację. Teraz ma męża, który kocha i ją i jej córkę, z którym ma jeszcze czwórkę wspólnych dzieci. A jeśli czasem nawiedzają ją nocne koszmary, to odgania je uśmiech najstarszej córki. - Drżę tylko czasem na myśl, że mogła się zdecydować na aborcję, i że mogłoby jej nie być – podkreśla kobieta. Josey ma obecnie 18 lat, gra na gitarze, przygotowuje się do studiów, posługuje w miejscowym zborze. - Ona jest jednym z wielu powodów, dla których wiem, że aborcja jest złem. Ona jest osobą, i była nią od momentu poczęcia. Gdybym ją abortowała świat straciłby wspaniałą osobę – podkreśla Anna Slaugh Richey, bohaterska kobieta, która wyrosła z małej, trzynastoletniej bohaterki, która wbrew wszystkim zdecydowowała się urodzić dziecko.

III

Te opowieści znajdują zaś potwierdzenie w badaniach naukowców z Elliot Institute. Zbadali oni 192 zgwałcone kobiety, które zaszły w ciążę. 69 procent z nich zdecydowało się urodzić dziecko, 29 procent dokonało aborcji, a 1.5 procenta poroniło dziecko naturalnie. Ich odpowiedzi kreślą jasny obraz. Aborcja dla zgwałconej kobiety jest wygodna dla jej otoczenia, ale nie jest dobra dla niej. 80 procent z kobiet, które dokonały aborcji po gwałcie lub aktach kazirodztwa uznaje, że było to złe rozwiązanie. Większość z nich podkreśla, że w niczym nie pomogło to w walce z traumą, a nawet zdecydowanie ją wzmocniło. Prawie połowa z kobiet, które zdecydowały się na zabicie swojego dziecka podkreśla, że zrobiła to ze względu na presje otoczenia, bliskich i pracowników medycznych. Gdy aborcja dotyczyła nieletnich, to nie dziewczynki, ale ich rodzice i opiekunowi domagali się zabicia dziecka. I wreszcie najmocniejsza dana. Nie ma – wśród kobiet, które urodziły swoje dzieci – ani jednej, która żałowałaby tej decyzji. Nie ma też – o czym przypominają autorzy badań przeprowadzonych przez Elliot Institute – żadnych poważnych badań, które wykazywałyby, że aborcja przynosi jakiekolwiek psychiczne korzyści zgwałconym kobietom, które w wyniku tego przestępstwa zaszły w ciąże. Brak dowodów na to, by szybciej wychodziły one z traumy po gwałcie lub by łatwiej sobie z nią radziły.

Zwolennicy aborcji dysponują tylko emocjami. W takich debatach trzeba je jednak wygasić, bowiem nie służą one ani dobru kobiet, ani dobru dzieci. Aborcjonistom też zresztą nie chodzi o te dwie wartości, a o to, by przekonać ludzi, że aborcja jest czasem konieczna, by otworzyć furtkę, dzięki której zalegalizuje się zabijanie nienarodzonych, już nie tylko w przypadku gwałtu, ale także w innych sytuacjach, aż do życzenia matki włącznie. Dramat gwałtu – a pokazuje to wykorzystywanie takich historii do promowania zabijania nienarodzonych, nie tylko w Chile, ale także wcześniej w Polsce (historia „Agaty”) - jest wykorzystywany do promocji aborcji przez gigantyczne lobby, które wcale nie troszczy się o kobiety czy dzieci, ale o to, by prowadzonym przez nie klinikom dostarczać wciąż nowych obiektów do likwidacji...

Tomasz P. Terlikowski

Komentarze (41):

anonim2013.07.9 13:02
Myślę że przydałby się również tekst o tym jak dzieci poczęte w wyniku gwałtu i urodzone radzą sobie następnie w życiu, jak radzą sobie z całą tą sytuacją. Myślę że to by było coś interesującego.
anonim2013.07.9 13:24
Chile??Czyżby chodziło o to jedenastoletnie DZIECKO,które zostało zgwałcone i które jest teraz w zagrożonej ciąży?? Redaktorowi Terlikowskiemu na prawdę nie żal skrzywdzonej dziewczynki?
anonim2013.07.9 13:51
@ mikeus, dokładnie w tym rzecz! Ja sama uważam,że aborcja jest złem, ale są takie wypadki, kiedy jest ona dopuszczalna z przyczyn prawnych czy medycznych i w takich wypadkach należy powściągnąć dyktatorskie zapędy i sofistyczne wywody, a decyzję pozostawić kobiecie, bo to na niej spoczywa odpowiedzialność w głównej mierze za przyszłe życie.
anonim2013.07.9 14:26
@arbiter Tak już się zdążyłam zorientować,że to co już urodzone to jakby mniejszą wartość miało!!!
anonim2013.07.9 15:44
Ernest @. Taka ciaza to meka dla kobiety. Dlaczego Pan nigdy nie przytoczy przykladow z innej strony? Odp To ty mądralo przytocz. Natomiast jest wiele przypadków, w których kobiety po gwałcie zachowując dziecko wracały do psychicznej równowagi i kochały to dziecko.Więc nie mieszaj, bo od samego mieszania herbata nie stanie się słodsza.
anonim2013.07.9 17:23
Oh nie, wcale nie ma badań które twierdzą, że ciąża może być szkodliwa dla kobiety: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/22643758?report=abstract http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23607144 "Zwolennicy aborcji dysponują tylko emocjami. W takich debatach trzeba je jednak wygasić, bowiem nie służą one ani dobru kobiet, ani dobru dzieci." Bardzo śmieszne, pisze to człowiek który nieraz posługiwał się godwinami (argumentami nawiązującymi do Hitlera) w temacie aborcji, gdy mu to było wygodne, który gra na uczuciach jak na pianinie. Proszę się nie ośmieszać redaktorze. 11 letnie dziecko, nie dość nie powinno rodzić ze względów zdrowotnych, to dochodzi do tego jeszcze gwałt. Mogę przywołać z różnych forów i innych źródeł mnóstwo wypowiedzi kobiet które nienawidziły swoich dzieci z gwałtu - tylko po co? Wystarczająca jest dla mnie pana ignorancja. W przypadku jedenastoletniego zgwałconego dziecka aborcja raczej jest koniecznością, ale wg. pana lepiej przytoczyć parę historii dorosłych kobiet które rodziły dzieci i badania katolickiego instytutu, który twierdzi że więcej niż 60% kobiet rodziło dzieci z gwałtu. No cóż, ja powiem że w innym stanie albo w innym kraju, nie w USA, niemal 100% kobiet dokonywało aborcji po gwałcie. I że my jesteśmy tylko pro-choice, czyli dajemy WYBÓR (w przypadku 11 latki raczej dość oczywisty, w innych wypadkach mniej), a nie, jak pro-liferzy, faszyzm rodzenia dzieci z gwałtu, "bo nie ma żadnych badań potwierdzających dobroczynny wpływ aborcji na zgwałcone kobiety". A musi być?
anonim2013.07.9 17:55
Współczesność wciąż proponuje na każdej niemal płaszczyźnie nieocenione rozwiązania dla spraw trudnych , rozwiązania zazwyczaj bardzo złe. Poraża obojętność świata XXI w. Stale proponowane są ,, rozwiązania " w założeniu zawierające wskazania ciągłych uproszczeń , tzw. ,, pójścia na łatwiznę ". To jest rozwiązanie ?! Zabić rozwijającą się istotę ludzką ?? Tak rozumie się dzisiaj walkę o ,, wolność i prawa kobiet " ?? Dodatkowo obarczając je traumą spowodowaną utratą dziecka ?? Nie bierze się pod uwagę , iż nie każda kobieta posiada odporność psychiczną zbliżoną do tej p. Czubaszek ?! Jedenastoletniemu dziecku każe się podejmować decyzje rzutujące na całe późniejsze życie , decyzje wymagające ogromnego poczucia odpowiedzialności i samoświadomości ?? Tego oczekuje się od dziecka cierpiącego z powodu traumy spowodowanej gwałtem ?! To jest dopiero okrucieństwo ! W dodatku te żenujące argumenty , iż płód nie jest człowiekiem. Nie zgadzam się z tym , ale jeśli nawet to co to w ogóle ma w tym konkretnym aspekcie do rzeczy ?? To i tak najprawdopodobniej będzie człowiek. Dlaczego stale upraszczamy , próbujemy różnicować wartość ludzkiego życia ?! To jest niepojęte ! Zamiast otoczyć kobiety wsparciem , przyjacielskim słowem , gestem , oferuje się im ,, niedźwiedzią przysługę " dodatkowo obarczając ewentualną traumą spowodowaną w wyniku dokonania aborcji. Na ile świadome i przemyślane są te decyzje kobiet ?! Tego nie wiemy. Ale przecież ,, człowiek postępu " zadowala się bazowaniem na uogólnieniach , uproszczeniach. Tyle , że życie nie jest proste. Jest natomiast ważniejsze jak trudniejsze. Czy nie można po prostu przyjąć w założeniu chęć ratowania zarówno życia matki jak i dziecka ( w przypadku zagrożenia życia ) , czy stale trzeba dywagować ?? Życie jest pięknym , trudnym i ważnym , nie poddawajmy tej ogromnej wartości uprzedmiotowieniu Pozdrawiam , Przyjacielu :)
anonim2013.07.9 18:22
Tylko opisałem obraz otaczającej mnie rzeczywistości i wszechobecnej cywilizacji uproszczeń , uogólnień , sprzeczności , Przyjacielu :) Wskazałem na zaobserwowaną hipokryzję niektórych zwolenników aborcji , którzy dostrzegają rozwiązanie najprostsze , i w moim przekonaniu najbardziej okrutne , ponadto nie rozwiązujące w sposób rzeczywisty problemu. Według mnie , nie istotne jest na przykład to czy ktoś określi rozwijający się płód człowiekiem , czy też nie. Po prostu dla mnie ( jeśli nie jest ) i tak najprawdopodobniej będzie to człowiek , w niedalekiej perspektywie powiedzmy. Ponadto tak naprawdę nie można wyznaczyć jasnej granicy człowieczeństwa , naukowcy stale się o to spierają. :) Starałem się przekazać prawdę , iż są to kwestie sporne , trudne , i PRZEDE WSZYSTKIM złożone. Tak , jak trudne , złożone jest ludzkie życie. Uważam natomiast , że życie ludzkie jest ważniejsze niż trudniejsze. Pozdrawiam , polemizujący z Pikadorem , Przyjacielu :)
anonim2013.07.9 19:33
@jennifer85 To , że każdy ma prawo do własnego spojrzenia na daną kwestię :) Nie zamierzałem Ameryki odkrywać :) Natomiast wielu komentujących mam wrażenie uważa kwestie procederu aborcyjnego za jasne , oczywiste , czarne , bądź białe. Tak też rodzą się waśnie , nieporozumienia , wzajemne drwiny , kpiny itp. I dotyczy to zarówno zwolenników jak i przeciwników aborcji. Jest to problem złożony , i jeśli każdy zrozumiałby ten fakt to jedna osoba wyraziłaby pogląd , druga mogłaby się z nim nie zgodzić , ale można wtedy uniknąć wzajemnych docinków , uniesień itd. , piszę też ogólnie o sytuacji. Po prostu chciałem być kulturalnym i odpowiedzieć na twój wpis , jeszcze raz , skrótowo , być może w bardziej przystępny sposób przedstawić zaprezentowane wcześniej przemyślenia i tezy. Taka Ameryka ! :) Pozdrawiam , i przesyłam życzenia wszelkiej pomyślności :)
anonim2013.07.9 20:02
@ jennifer85 Tak , masz sporo racji. Ponadto jak słusznie zauważyłeś do tego typu kwestii należy podchodzić wyzbytym ze skrajnych emocji , z pewnym dystansem , a przede wszystkim ze wzajemnym zrozumieniem. Dlatego jestem zdania , iż należy szanować pogląd każdego człowieka , i szanować samego człowieka. Możemy się z kimś nie zgadzać , lecz swój sprzeciw powinniśmy wyrażać w wewnętrznej pokorze i ogromnym szacunku wobec drugiego człowieka. Jestem jeszcze baaaaaardzo młody , ale jak na razie , w wyniku codziennej obserwacji owej złożoności świata , i życia trwam niezmiennie przy moich poglądach , gdyż sam uważam , że prezentuję stanowisko najbardziej racjonalne z możliwych :) Życzę Ci więc zarazem stałości , jak i trzeźwości rozsądku , takiej swoistej konieczności sprzeczności :) Jeśli liczba 85 oznacza rok Twojego urodzenia , to jesteś jeszcze młodym człowiekiem i wiele się w Twoim życiu może jeszcze zmienić na płaszczyźnie poglądowej. Jeśli 85 rzeczywiście to rok , w którym się urodziłeś , to jestem spoooro młodszy od Ciebie , i takie samo zjawisko może dotknąć również i mnie. Pozdrawiam :)
anonim2013.07.9 20:10
Jestem przeciwnikiem aborcji ale nie może być tak że za jej dokonanie w wyniku gwałtu kościelną ekskomuniką dotknięta jest kobieta czy lekarz, a nie obrzydliwy gwałciciel. To nie kobieta dokonała tej aborcji tylko gwałciciel i to wyłącznie on jest winny tej sytuacji. Dlatego gwoli sprawiedliwości każdy zboczeniec - gwałciciel powinien być objęty bezwzględną i dożywotnią ekskomuniką.
anonim2013.07.9 20:25
witamy w ósmym kręgu piekła kobiet. "Ciężko chora mieszkanka Salwadoru być może będzie musiała wybrać pomiędzy pójściem do więzienia a dokonaniem nielegalnej aborcji, która pozwoli ocalić jej życie. Jak donosi Amnesty International, 22-letnia Beatriz jest w czwartym miesiącu ciąży i grozi jej śmierć, jeśli jej nie usunie. U kobiety zdiagnozowano kilka poważnych schorzeń, wśród nich m.in. toczeń i chorobę nerek. Płód również nie rozwija się prawidłowo. Dziecko nie ma wykształconej znacznej części mózgu i czaszki i jest bardzo prawdopodobne, że umrze w ciągu kilku godzin lub dni po porodzie. Szpital, który prowadzi ciążę Beatriz, miesiąc temu wystosował do salwadorskiego sądu najwyższego petycję dotyczącą umożliwienia usunięcia ciąży w przypadku chorej 22-latki. Wciąż jednak nie nadeszła odpowiedź w tej sprawie. [5 miesięcy później, wiadomości z 4 czerwca 2013:] Sąd Najwyższy zdecydował jednak, że kobieta musi donosić ciążę. Dziecko urodziło się bez w pełni rozwiniętego mózgu oraz czaszki. Zmarło krótko po porodzie. Minister zdrowia w Salwadorze stwierdziła, że w takim przypadku cesarskie cięcie jest "akceptowalną interwencją"- Kobieta jest w dobrych rękach- mówiła minister krótko po przeprowadzonej operacji.- Wszystko powinno skończyć się dobrze- podkreślała. Nie wiadomo jednak, w jakim stanie jest 22-latka. [...] Państwowy szpital w Managui, stolicy Nikaragui. Na stole operacyjnym umiera z upływu krwi 19-letnia Jazmina Bojorge. Ciężarna trafiła na oddział dwa dni wcześniej, kiedy zaczęły się skurcze macicy i gorączka. Miała pecha. Za usunięcie ciąży wprowadził karę ośmiu lat więzienia. Dlatego lekarze Jazminy woleli czekać, aż jej pięciomiesięczny płód umrze śmiercią naturalną, i odkładali operację. Dziewczyna osierociła czteroletniego synka. [...] Całkowity zakaz aborcji w Nikaragui zagraża życiu dziewcząt i kobiet, odmawiając im praw do ratującego życie zabiegu, zabraniając lekarzom efektywne udzielać pomocy i przyczyniając się do zwiększenia w tym kraju okołoporodowej śmierci matek - do takich wniosków dochodzi Amnesty International w nowym raporcie. Znowelizowany Kodeks Karny Nikaragui przewiduje wyrok więzienia dla kobiety, która szuka możliwości aborcji, a także dla lekarza, który zapewni jej pomoc medyczną. Nowy Kodeks wprowadza sankcje dla lekarzy i pielęgniarek, którzy leczą ciężarną kobietę z powodu raka, malarii, HIV/ AIDS, kłopotów kardiologicznych, gdy takie leczenia jest przeciwwskazane w ciąży i może spowodować uszkodzenie lub śmierć embriona lub płodu.Idzie nawet tak daleko, że karze kobiety, które doświadczą poronienia, ponieważ w wielu przypadkach, niemożliwe jest rozróżnienie poronienia, do którego doszło z przyczyn naturalnych i wywołanego sztucznie.-Delegacja Amnesty International spotkała się z młodymi dziewczętami, które były ofiarami przemocy seksualnej z rąk bliskich krewnych lub przyjaciół i zostały zmuszone do donoszenia ciąży - by urodzić, w wielu przypadkach, własnych braci i siostry. Położnicy, ginekolodzy i lekarze rodzinni w Nikaragui, powiedzieli Amnesty International, że w warunkach istniejącego Kodeksu Karnego, nie są w stanie zapewnić efektywnej opieki medycznej nad chorymi śmiertelnie ciężarnymi kobietami i dziewczętami, z powody potencjalnego ryzyka dla płodu.Jedna z lekarek powiedziała, że modli się, aby nie spotkać pacjentki z bezmózgowiem płodu. Perspektywa powiedzenia kobiecie, że będzie musiała donosić ciążę, mimo wyniszczających efektów fizjologicznych i psychicznych, jest dla niej trudna do wyobrażenia.-To, co widzieliśmy w Nikaragui, to po prostu horror-- mówi Kate Gilmore, zastępczyni Sekretarz generalnej Amnesty. -Dzieci są zmuszane do rodzenia dzieci. Kobietom odmawia się podstawowej opieki medycznej, w tym ratującej życie. [...] Także w Chile obowiązuje całkowity zakaz aborcji - kobietom grozi kara od 3 do 5 lat więzienia. 16-letnia Monica Maureira zdecydowała się na nielegalny zabieg w pokątnym gabinecie. Kiedy pojawiły się komplikacje, zgłosiła się do szpitala. Pielęgniarki zmuszały ją do zeznań, mówiły: Jeśli nie podasz nazwiska lekarza, który dokonał zabiegu, zostawimy cię i wykrwawisz się na śmierć. [...] Całkowity zakaz aborcji prowadzi Nikaraguanki do piekła, w którym od ośmiu lat żyją mieszkanki Salwadoru. Tam ściganie sprawców aborcji wydaje się jednym z ważniejszych zadań państwa. Przywożone do szpitala kobiety z objawami poronienia - jako potencjalne podejrzane - leżą przykute kajdanami do szpitalnych łóżek. W klinikach działają siatki antyaborcyjnych agentów: lekarze i pielęgniarki donoszą na pacjentki, a specjalne ekipy medycyny sądowej badają "macicę jako miejsce zbrodni". Śledztwo rozpoczyna antyaborcyjny wydział urzędu prokuratorskiego. Policjanci wypytują o kobietę w domu i w pracy, badają dokumentację lekarską, a także dokonują "inspekcji waginalnej". Od 1999 roku konstytucja tego kraju chroni życie od poczęcia. Jak wynika z raportu Światowej Organizacji Zdrowia i Instytutu Guttmacher, w latach 1997-2008 siedemnaście krajów przyjęło bardziej elastyczne normy prawne, określające, w jakich sytuacjach dopuszczalna jest aborcja. W przeciwnym kierunku poszły natomiast władze trzech państw: Salwadoru, Nikaragui i Polski, bardziej usztywniając przepisy."
anonim2013.07.9 20:47
@jennifer85 Złego ?? Nieee... Tak na dobrą sprawę podczas dyskusji toczonych na tym portalu specjalnych ,, nieprzyjemności " jeszcze nie doświadczyłem. Jeśli takowe się pojawiały ( sporadycznie ) czyniłem dość ostre , lecz nie skrajne riposty. :) W Twoim przypadku tak nie było , zapewniam , iż byś tego doświadczył :) Nie zdradzasz się z wiekiem , absolutnie to szanuję , też wolałbym się nie zdradzić :) Choć zapewne jakbyś dowiedział się ile mam lat to chwilowo byś zamarł :) Nie żebym był wieku niemowlęcego , ale..... Pozdrawiam , trzymaj się :)
anonim2013.07.9 20:48
*niemowlęcym
anonim2013.07.9 20:49
Przepraszam , dobrze było :)
anonim2013.07.9 21:08
@mariamagdalena... Czemu przytaczasz propagandówkę Planned Parenthood Federation? Dlaczego przytaczasz "fakty", które być może nigdy nie miały miejsca dokładnie w takich okolicznościach, jak opisywane, a są jedynie materiałem uzasadniającym działalność tak zbrodniczej instytucji, jaką jest PPF?
anonim2013.07.9 21:18
@jennifer85... Jak czytam w Twojej wypowiedzi: " Nie możesz pozbawić życia osoby, która jeszcze nie istnieje." To nie wiem czy mam się śmiać, czy płakać. Przecież dziecko, które żyje i rozwija się w łonie matki jak najbardziej JEST. Wie o tym każdy, kto dokonuje aborcji, każda matka, która chce pozbawić życia swe dziecko przez aborcję. Tu nie ma znaczenia, że to dziecko jeszcze nie widziało nic ze świata zewnętrznego, bo jeszcze nie ma takiej możliwości, chociaż będąc w łonie matki, ma możliwość już odbierać i klasyfikować dźwięki pochodzące z zewnątrz matki. Tu nie ma znaczenia, czy według nas to dziecko ma duszę, czy według was, go nie ma. Niezależnie od tego, co w tej kwestii jest prawdą, znaczenie ma to, że dokonując aborcji pozbawiamy życia człowieka na jego początkowym etapie rozwoju. Dokonujemy zabójstwa nowego człowieka. Dokonujemy tego zabójstwa w miejscu, które przez naturę zostało wymyślone jako najbardziej bezpieczne dla jego rozwoju. Tymczasem wbrew naturze, jest ono również obarczone ryzykiem dokonania w nim mordu na człowieku.
anonim2013.07.9 22:04
@jennifer85... To dziwne, że porównujesz dziecko do psa… Wzbudziłaś we mnie niesmak… Inna sprawa – czy jakiekolwiek dziecko gryzie zębami swoją matkę, jeżeli jest jeszcze w jej łonie? Dziecko NIE JEST agresorem dla matki, chociaż czasami pewne panie i panowie spod znaku pro-choice starają się to sugerować. „Jakkolwiek zdefiniujesz człowieka i tak życie młodej matki powinno być brane pod uwagę. „ Życie nie tylko młodej matki, ale każdej matki :) W tym i innych przypadkach, w których życie matki jest REALNIE zagrożone, Kościół katolicki ma proste stanowisko: „Należy ratować OBYDWA życia, ale gdy nie ma innego wyjścia, to należy ratować to życie, które DA SIĘ URATOWAĆ”. Jeżeli zatem w trakcie ratowania życia matki, na przykład podczas ciąży pozamacicznej, jedynym rozwiązaniem ratującym matkę jest wycięcie części jajowodu, w którym zagnieździł się zarodek, to jest to dopuszczalne, jeżeli CELEM nie było zabicie nowego życia, ale jego uśmiercenie było konsekwencją zabiegu ratującego matkę. Tak samo w przypadku choroby nowotworowej matki. Jeżeli chemioterapia ratująca jej życie zagraża życiu dziecka , to matka ma prawo zaryzykować ją licząc się ze zgonem dziecka w trakcie leczenia. Niedopuszczalne jest jednak zabijanie dobrze rozwijającego się dziecka, aby ułatwić lekarzowi leczenie matki.
anonim2013.07.9 22:37
Ja mogę założyć na potrzeby dyskusji, że blastocysta to "człowiek", a aborcja to "morderstwo", proszę bardzo, podstawy słówka, jakich sobie fronda dla celów polityczno-propagandowych życzy -> według mnie ta dziewczynka ma prawo, aby ktoś doprowadził w cywilizowanych warunkach przy zapewnieniu odpowiedniej opieki medycznej i psychologicznej do zamordownia człowieka, który jest w jej macicy.
anonim2013.07.9 22:38
@Kropelka - nie wiem o co ci chodzi. To nie jest z PP tylko z Amnesty International.
anonim2013.07.10 7:03
Ale podobno ta 11-latka z Chile może umrzeć przy porodzie.
anonim2013.07.10 7:03
Ale to 11-letnie dziecko może nie przeżyć porodu.
anonim2013.07.10 10:05
I dobrze! Niech umiera w imię zasad pana TPT! Jej matka wiedziała o tym, że jej partner, ojczym dziewczynki regularnie śpi z jej córką! I mówi, że "córka się zgadzała"! Jak się zgadzała i matka (w końcu ma prawo wychować dziecko jak chce i państwu nic o tego) i córka, która rozkładała nogi, to niech rodzi! Przecież tak powinno być we frondowym świecie!
anonim2013.07.10 11:12
ciekawa konstatacja ... jak wiadomo rodzina osoby zamordowanej przeżywa traumę w wyniku przestępstwa .. może ich abortować? nie będą cierpieli ....
anonim2013.07.10 11:13
Czy śmierć dziecka pomoże tej dziewczynce? może wyabortować obydwoje?
anonim2013.07.10 13:26
@Grzegorz... Jakoś nigdzie nie dostrzegłam, abyś potrafił obronić sweostanowiska, na drodze logicznej. Chyba, że jedyną logiką jaką stosujesz, to jest logika wagi wyzwisk: "Kto rzuci dosadniejsze ten wygrywa".
anonim2013.07.10 13:29
@Niezalezny... "Ale podobno ta 11-latka z Chile może umrzeć przy porodzie." "Podobno", czyli nie "na pewno"? I dlatego, że ktoś uznał, że "podobno", to ma być na pewno zabite jej dziecko?
anonim2013.07.10 13:32
@jennifer85... Moja droga… Z jednej strony podajesz przykład agresywnego psa, którego należy uśpić po pokąsaniu twojej córki, ale z drugiej strony uważasz, że to nie byłby akt agresji ze strony tego psa, bo jest nieświadomy swych reakcji. No to jeśli to nie byłoby świadome, to dlaczego chcesz go usypiać? Za karę? Czy raczej dlatego, że uznałaś iż jest agresywny i dlatego należy go w sposób ostateczny usunąć z otoczenia córki? Ale uznajmy tę kwestię jako dygresję wobec zasadniczego wątku i nie rozwijajmy jej. „są przypadki, kiedy ciąża realnie zagraża życiu matki i decydujemy pomiędzy życiem matki a płodu” Oczywiście, że takie przypadki istnieją, gdy ciąża zagraża matce. Ale jeszcze raz napiszę: ratujemy obydwa życia, ale jeśli da się uratować tylko jedno, to ratujemy to, które da się uratować. Podam odwrotny przykład. Wypadek. Kobieta w zaawansowanej ciąży doznała poważnych urazów, które prawdopodobnie spowodują jej śmierć po paru godzinach. Gdy ona umrze, umrze też jej dziecko. Kogo ratujesz i w jaki sposób? „naukę kościoła możesz schować na wstępie. Nie jest to dla mnie żaden argument” Szkoda. Bo nauki te wypływają z mądrości rozwijanej przez wieki. Nie są tymczasowym tworem aktualnie obowiązującej popkultury, czy „poprawności politycznej”. Mają zdecydowanie większą wartość od wynurzeń współczesnych apologetów „cywilizacji śmierci”, która wyrosła na koniunkturalnym podejściu do człowieka i zaprzecza jego człowieczeństwu. „płodu, który zdolności poznawcze i życie emocjonalne ma w stopniu niskim, czytaj: żadnym” Dlaczego podnosisz ten argument? Czyżbyś była zwolenniczką zabijania ludzi we śnie lub w śpiączce? Wtedy też tych „zdolności” nie posiadają. „Czy jeżeli istnieje 80 % szans, że matka umrze w trakcie porodu, czy to jest realne zagrożenie?” Realne zagrożenie jest takie, gdy jest na to 100% szans. „Kiedy celem zabiegu jest ratowanie matki, a kiedy zabicie płodu?” Przykład ilustrujący tę kwestię już podałam – dotyczy chemioterapii w przypadku chorej matki. Matka ma prawo poddać się chemioterapii w celu ratowania własnego życia, nawet jeśli to MOŻE spowodować obumarcie płodu, jednakże nie ma prawa zabijać „na wszelki wypadek” w takiej sytuacji rozwijającego się dziecka. „jak oddalona nauka kk jest od życia” Mylisz się. To właśnie nauka Kościoła Katolicka jest nie tylko tą, która staje w obronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci, ale również tą, która w prosty sposób rozstrzyga dylematy moralne z tym związane. Gdy przestrzega się przykazania „Nie zabijaj”, to zawsze będziemy dążyć do ZACHOWANIA życia już zaistniałego człowieka. W przypadkach wątpliwych zawsze należy odpowiedzieć na pytanie: „Co jest naszym celem? Zabicie kogoś, czy ratowanie czyjegoś życia?"
anonim2013.07.10 13:46
@Globos... " są religie o wiele starsze od chrześcijaństwa" I co z tego? Czy te "starsze" religie miały równie znaczący wpływ na kształt współczesnego świata? To chrześcijaństwo pozwoliło na otwarcie umysłów i wyjście ze schematyzmu myślenia starożytnych religii.
anonim2013.07.10 14:05
Nie ma przymusu aborcji, ani przymusu urodzenia po gwałcie, decyzję podejmuje samodzielnie dziewczyna i słusznie to jej sumienie obciąża.
anonim2013.07.10 14:08
@Globos... "Te starożytne religie trwają i mają się dobrze. Co piąty mieszkaniec ziemi deklaruje się jako ich wyznawca. Mniej niż co piąty jest Katolikiem. Na prawdę sądzisz, że liczby (wiek, wielkość, zasięg) sprawiają, że coś jest prawdziwe?" Nie uważam tak. Nawet jeśli na Ziemi pozostanie JEDEN wyznawca Chrystusa, to i tak to on będzie miał rację postępując zgodnie z Jego naukami, a nie pozostali. "Na kształt współczesnego świata największy wpływ miały hinduizm, taoizm oraz konfucjanizm. To w zasięgu ich wpływu mieszka i rozwija się prawie połowa ludzkości. To one ukształtowały dzisiejsze Chiny oraz Indie. Chyba, że "świat" ograniczasz do naszego, skromnego kawałeczka nad Wisłą." Czy w obszarach, które wymieniłeś, powstały najważniejsze wynalazki ludzkości, które tworzą współczesny, cywilizacyjny postęp? Czy raczej ludzie z kręgów cywilizacji łacińskiej go dokonali? Odpowiedz. Ogólnie.
anonim2013.07.10 14:16
@Plus... "Nie ma przymusu aborcji, ani przymusu urodzenia po gwałcie, decyzję podejmuje samodzielnie dziewczyna i słusznie to jej sumienie obciąża." Niczyje sumienie nie kształtuje się "samo z siebie". W młodości jest wypadkową poglądów otoczenia, a w późniejszym wieku również własnych doświadczeń i przemyśleń. 11-latka zrobi to, co jej zasugerują lub wymuszą na niej najbliżsi. Jeżeli będą to ludzie, którzy nie szanują życia, to poradzą jej aborcję, nawet jeśli ta aborcja obciąży zdrowie nastolatki, albo wręcz doprowadzi ją do śmierci. Jeżeli w jej otoczeniu znajdą się ludzie, którzy zachęcą ją do urodzenia dziecka i zaoferują pomoc w jego wychowaniu, to decyzja nastolatki może być odmienna. Wtedy otoczenie - lekarze, pielęgniarki, będą starały się doprowadzić do szczęśliwego porodu jej dziecka i zadbają również o jej zdrowie i życie.
anonim2013.07.10 14:23
@Globos... Tak,oczywiście masz rację. Maszynę parową wymyślił Konfucjusz, Kopernik był chińskim mandarynem, a Marconi wynalazł radio nudząc się jako eunuch na dworze cesarskim.
anonim2013.07.10 14:27
@Globos... "Jeśli pozostanie JEDEN chrześcijanin, to będzie tylko jedną z wielu osób, które wierzą w swoją rację." Nie. Będzie ostatnim człowiekiem, który zna Prawdę. Zresztą... przewidział to Chrystus.
anonim2013.07.10 14:59
IDIOCI !!! Traumą po gwałcie jest samo dziecko, które powstało wbrew woli kobiety! To tak jakbyś wymagał, żeby ofiara przemocy domowej obnosiła się z siniakami na pobitej twarzy!! chore!
anonim2013.07.10 15:13
jennifer85… „ Psa możesz też komuś oddać. Ale płodu nie. „ Jak to nie? Przecież jak się dziecko już urodzi, to można je oddać do adopcji. „Nie chodzi o karanie kogokolwiek tylko o dobro człowieka, który już żyje” „Zarodek”, „płód”, to są jedynie określenia etapów życia człowieka, który JUŻ żyje, tak jak „dziecko”, „młodzieniec”, „starzec” itp. „A jeżeli chodzi o 100% pewność, to takie przypadki są oczywiste. Niestety medycyna tak nie działa. „ Skąd o tym wiesz? „Bliska mi osoba w przypadku zdecydowania się na donoszenie ciąży ma duże szanse, że umrze (ma chorobę genetyczną, która wyniszcza jej organizm).” Więc po co w tę ciążę zachodziła? Wcześniej nie wiedziała, jakie będą tego konsekwencje? „lekarze mówią że właśnie "pół na pół" (szanse na przeżycie płodu są małe bo będzie poważnie niedotleniony.” Ale jest szansa, że urodzi się zdrowe, więc dlaczego „profilaktycznie” ma być zabite? Może to jest ta jedna jedyna szansa na to, że w ogóle będzie mogła mieć dziecko, gdyż pojawienie się każdego następnego, na pewno by nastąpiło w stanie jeszcze gorszego zdrowia? „Nie będę nawet się zastanawiał nad nauką kościoła, bo kościół jakoś jej nie pomógł tylko medycyna.” Kościół ma przede wszystkim pomagać w moralnych wyborach, a nie w leczeniu fizycznie chorych osób. Jeżeli jednak czasami dzieją się cudowne uzdrowienia, to są one właśnie cudem, poza ingerencją medycyny. Niedawno otrzymałam świadectwo kobiety, która urodziła chłopca z 9 punktów w skali Agpar, chociaż podczas ciąży lekarze dawali mu szanse na 1 punkt. Też jej proponowali aborcję. Zrezygnowała z niej i ma teraz wspaniale rozwijającego się synka. Po urodzeniu się dziecka lekarze stwierdzili, że to cud. „Gadacie o abstrakcyjnych zasadach moralnych i nikt z Was nam nie pomógł bo macie w dupie człowieka. „ „Nam”, czyli komu? Konkrety proszę? I skąd ten koszmarny wniosek, że nie zależy nam na innych ludziach? To jakiś idiotyzm. Sam go wymyśliłeś? „Skoro to w brzuchu to już człowiek, to czemu tego nie chrzcicie?” Chrzcimy jak się urodzi. Jak mamy to czynić wcześniej? Jak mamy polać główkę dziecka wodą w akcie chrztu, skoro przed urodzeniem pływa jeszcze w wodach płodowych za barierą mięśni macicy jego matki? „Możesz sobie dawać przykłady z kosmosu.” Przykład z wypadkiem ciężarnej kobiety nie jest „z kosmosu”. Jak najbardziej jest „z życia wzięty”. Dlaczego bronisz się w tym przypadku do ustosunkowania się do tego przypadku? Jak byś postąpił jako ratownik, który przybył na miejsce wypadku karetką? „I boje się, że w szpitalu ktoś taki jak Ty zacznie gadać jej o życiu poczętym etc. i ona się zdecyduje i stracę ich obydwoje, bo wy musieliście mieć rację.” Jeśli ta matka jest tak bardzo ciężko chora, że na pewno umrze, to czy nie lepiej pozwolić dorosnąć temu dzieciaczkowi do takiego tygodnia, kiedy bez szwanku będzie można go wyciągnąć z łona matki i wsadzić do inkubatora, aby tam dorosło? Jest wtedy szansa, że chociaż dziecko przeżyje. Jest również szansa, że oboje przeżyją i matka będzie się cieszyć jeszcze długo zarówno swym życiem, jak i życiem dziecka. Ciążą to nie jest stan chorobowy. Wręcz odwrotnie. Organizm mobilizuje wtedy wszystkie siły, aby dać najbardziej optymalne warunki do rozwoju dziecka. Można rzec, że ciąża może tę kobietę uratować przed przedwczesnym zgonem, a nie ją przyspieszyć. „Ja też mało co nie zostałem usunięty, bo moja matka też była na podtrzymaniu, a było to za głębokiej komuny. I wiesz co? Nie uratował mnie kościół tylko lekarz, który ją dokładnie zbadał i zobaczył, że jeszcze mi biło serce.” No widzisz… Cuda się zdarzają. Jesteś tego przykładem. A skąd wiesz, czy Pan Bóg nie zaingerował w ten sposób, że podesłał do Twojej matki dobrego lekarza, który stwierdził, że żyjesz? Bo Bóg działa w ten sposób. Poprzez innych ludzi. Kościół ratuje w ten sposób. „I przeżyłem mimo liberalnego prawa aborcyjnego.” Miałeś dobrego Anioła Stróża. Powinieneś się mu odwdzięczyć. I chyba wiesz już w jaki sposób? „Wy nie ratujecie nikogo z wyjątkiem własnej wiary, bo to jest najważniejsze.” Nie. Dzięki naszej wierze ratujemy tych, którzy mogą być zabici. O których myśli się jako o bezkształtnych "zlepkach komórek", które można bez wyrzutów sumienia unicestwić. „Więc nie gadaj mi o nauce instytucji sprzed wieków i o stu procentach, bo nie masz pojęcia o czym mówisz. Sto procent ... „ 100% to sto procent. Wiem, o czym mówię. Jak ktoś nie żyje, to na 100% jest martwy. Dopóki żyje, to wszystko się może zdarzyć. Nawet może pojawić się lekarz, który stwierdzi, że ciąża nie zagraża za bardzo zdrowiu kobiety, a dziecko, przy dobrym prowadzeniu podczas ciąży matki i dziecka, może się urodzić zdrowe. „Nazwij mnie apologetą cywilizacji śmierci! Nazwij mnie zbrodniarzem! Ale od niej trzymaj się z daleka ze swoimi "naukami". I nie nazywaj mnie swoją drogą, bo nie jestem nią tylko nim, a na pewno nie chcę się przyjaźnić. Zwracasz się protekcjonalnie do kogoś, o kim nie masz pojęcia. „ O! Sorry. Sądziłam, że „Jennifer” to żeńskie imię. Zmień nicka. Nie musisz się ze mną przyjaźnić. Nie wiem, czy bym chciała się przyjaźnić z człowiekiem, który chce zabić własne, być może jedyne dziecko, ukochanej osoby. Bo przed takim dylematem przecież stoisz? Prawda?
anonim2013.07.10 15:32
@jennifer85… OK. To ja też przepraszam, za to pytanie: " po co w tę ciążę zachodziła?". Nie jest dobre w tej sytuacji. Wybaczysz? :) "Jeżeli znajdziemy się w szczęśliwych 50 procentach to ok. A co z ludźmi, którzy nie mieli takiego szczęścia?" Dlaczego zakładasz od razu tzw. "czarny scenariusz"? Dlaczego, jeśli jest szansa 50% nie chcesz "stanąć na głowie", aby monitorować rozwój ciąży do ostatniego momentu i do pomyślnego rozwiązania? Wiem, że to trudny dylemat - mieć przy sobie ukochaną osobę, czy jedynie jej dziecko, czy może zdać się na "wyroki boskie" i zaryzykować, aby mieć obydwoje, albo... żadne? Wierzącym w Boga ludziom jest w takim przypadku łatwiej. Przyjmują z pokorą to, co Bóg daje. Niekoniecznie to, co sami by uważali za dobre dla siebie. Wtedy w takich przypadkach jak omawiany, najczęściej wygrywają, bo w takim przypadku szanse na szczęśliwe zakończenie, czyli życie obojga jest większe. Skoro jest 50% szans.... Albo choćby 80%...
anonim2013.07.10 15:54
jennifer85… „Nie zależy Ci na życiu, tylko na Twojej racji.” Zależy mi na życiu OBOJGA. Tej osoby, która już się urodziła i tej osoby, która ma się narodzić. Racja jest po stronie życia tych obydwu osób. „Oferujesz nam cuda. Ale cuda mają to do siebie, że są rzadkie” Jeżeli cud się spełnia staje się konkretem. „ I nie mów, że ona umrze na pewno, bo nie wiesz.” Nie wiem. Rozpatrywałam jedynie przypadek: „co by było gdyby”. W skrajnym przypadku jednak lepiej chyba mieć dziecko ukochanej osoby niż nie mieć nikogo? „wtedy okazuje się, że to dziecko może cię zabić bo twój stan strasznie się pogorszył.” Co nie oznacza, że tak się stanie na pewno, czemu zresztą zaoponowałeś pisząc: „nie mów, że ona umrze na pewno, bo nie wiesz”. „Nie zrozumiesz tego nigdy. Nie masz zdolności współczucia.” Obrażasz mnie. „ w tym przypadku ciąża nie mobilizuje wszystkich sił organizmu, bo organizm jest wyniszczony” Jesteś pewny, że NIE będąc w ciąży jej stan TEŻ by się nie pogorszył? Może jedno z drugim nie ma takiego związku, jaki upatrujesz? „Podłe jest w ogóle mówić coś takiego. I sugerować, że chcę kogoś zabić.” Jeżeli zastanawiasz się nad aborcją własnego dziecka, to nad czym się zastanawiasz jak nie nad zabiciem tego dziecka? „ jesteście bigotami” Łatwo jest komuś przypiąć łatkę, gdy się nie zgadzasz z jego poglądami. Wtedy czujesz się wolny od dylematów moralnych, które oponent prowokuje. Prawda?
anonim2013.07.10 16:25
@jennifer85… Ja też Ci życzę wszystkiego dobrego. "Kogo obchodzą tysiące tragedii, jeżeli od czasu do czasu zdarzy się cud?" Tragedie się zdarzają i będą się zdarzać. Wszystkim nie zapobiegniesz. Nie Ty jesteś panem życia i śmierci. Możesz jednak przyczynić się do tego, że tych tragedii nie będzie więcej, że właśnie "zdarzy się cud". Ale cud to niepewność, to oczekiwanie. A Ty chcesz mieć PEWNOŚĆ. Będziesz miał swą pewność, jak zakończysz życie tego dziecka. Ty już taką decyzje podjąłeś, przed przystąpieniem do dyskusji. Dyskutowałeś tu jedynie po to, aby utwierdzić się w swojej racji, z góry odrzucając racje drugiej strony, bo przecież to jedynie dla Ciebie "bigoteria". Jednego jednak nigdy nie będziesz pewien, gdy to się faktycznie stanie. Gdy dziecko przestanie żyć. Czy na pewno Twoja ukochana osoba umarłaby, gdyby urodziła to dziecko. Jakie to dziecko by było? Do kogo podobne? Czyje cechy charakteru by przejęło? Jak bardzo byłoby wam wdzięczne za to, że pozwoliliście mu się urodzić? To będą pytania, które będą Cię dopadały przez całe Twe życie. Aż do Twojej śmierci.
anonim2013.07.11 0:02
Chyba nie można mówić o jakiejkolwiek debacie na temat aborcji dopóki nie przyjmie się, że są dwie strony medalu. Są kobiety, które żałują, są kobiety, które nie żałują i nigdy żałować nie będą. To akurat żaden argument czy jedna czy druga pani ma wyrzuty sumienia.
anonim2013.07.11 0:12
@Holden... "To akurat żaden argument czy jedna czy druga pani ma wyrzuty sumienia." Oczywiście, że to nie jest argument przeciwko aborcji. Argumentem jest to, że niezależnie od wyrzutów sumienia u matki, w przypadku aborcji ginie człowiek.