Zapomniana armia rezerwistów……
W czasie walki o ustanowienie i zorganizowanie Wojsk Obrony Terytorialnej zapomniano całkowicie o problemie szkolenia i gromadzenia rezerw osobowych na potrzeby wojsk operacyjnych oraz na potrzeby tzw. nowych formowań. Dla wielu jest to problematyka albo niezrozumiała albo za trudna, więc najlepiej jej nie poruszać.
Jednak problem rezerw osobowych i ich możliwości mobilizacyjnych jest sprawą szczególnej wagi przy planowaniu zadań z zakresu rozbudowy i modernizacji Sił Zbrojnych. Ich przygotowaniu do wysiłku zbrojnego w obronie naszej suwerenności.
Od wielu lat zaniedbuje się proces przygotowania i gromadzenia wyszkolonych zasobów rezerw osobowych. Wynikało to przede wszystkim z przekonania że…w najbliższej przewidywalnej przyszłości nic nam nie zagraża. To jak mantrę powtarzali politycy przez ostatnie kilkanaście lat przed agresją Rosji na Ukrainę. Wydawało się ,że po aneksji Krymu i zaboru Doniecka oraz Ługańska świadomość konieczności podniesienia znacząco poziomu zdolności Wojska Polskiego wzrośnie. Poza deklaracjami niewiele się zmieniło. Bo jeżeli ktoś daje się zwieść, że OT zmieni znacząco nasze zdolności to uległ propagandzie. Wystarczy poddać ocenie fachowej proponowany proces szkolenia żołnierzy na potrzeby OT aby stracić złudzenia. Niezależnie od tego, że w mojej ocenie OT jest potrzebna.
Przez ostatnie kilkanaście lat brak szkolenia rezerw lub szkolenie w ograniczonym zakresie spowodowało , że dziś nie dysponujemy rezerwami zdolnymi efektywnie zasilić w ramach mobilizacji wojsk operacyjnych stanowiących w końcu trzon WP. Dotychczasowi rezerwiści się „zestarzeli” a zdolni wiekowo stracili nawyki wojskowe wskutek braku szkolenia . Oczywiście odpowiedzialni za ten stan rzeczy pokazują dokumenty, według których są uzupełnienia rezerwistów. W „kwitach „ się zgadza. A jaki jest stan faktyczny w zakresie ich jakości ? Strach pomyśleć.
Przed rokiem 1939 w Polsce liczącej nieco ponad 35 mln obywateli mieliśmy dobrze przeszkolone rezerwy zdolne wystawić armię na poziomie minimum 2,5 mln. Przy tym etat wojenny ówczesnego Wojska Polskiego był na poziomie 1,3mln żołnierzy, przy etacie pokojowym ok. 400.000. To przeogromny wysiłek młodego państwa polskiego. Świadczy to o wielkim poczuciu odpowiedzialności ówczesnych elit politycznych i dowódców wojskowych. O ogromnym wysiłku odradzającego się z gruzów państwa.
Aktualnie polska armia to etat pokojowy na poziomie ok.120 000, z czego potencjał bojowy to około 50 – 55 proc. Przyjmując, że etat wojenny armii po mobilizacji to trzykrotność etatu pokojowego, to potrzeba dziś ok. 250 000 -300000 wyszkolonych rezerwistów. Tych , którzy mają uzupełnić etaty wojenne w jednostkach wojsk operacyjnych. Są to w przeważającej większości żołnierze specjaliści. Nie dla wszystkich zrozumiale jest pojęcie –żołnierz specjalista. Otóż jest to żołnierz określonej specjalności wojskowej , która łączy w sobie wykształcenie cywilne ze specjalnością wojskową. To zasada, od której naturalnie są odstępstwa.
Wyszkolenie żołnierza specjalisty to trudny i długi proces. We współczesnej armii mocno utechnicznionej i elektronicznej w zasadzie każdy sprzęt wymaga doskonale wyszkolonej obsługi. Przygotowanie dobrego działonowego czołgu Leopard 2A5wymaga co najmniej dwóch lat ciągłego szkolenia. To dziesiątki godzin w symulatorach i trenażerach, setki godzin na poligonach. Podobnie ma się to do innych rodzajów uzbrojenia. I takie są standardy w innych czołowych armiach świata. Przecież często korzystaliśmy budując nasze programy szkolenia z doświadczeń kolegów z innych armii NATO.
W obliczu zagrożenia naszego bezpieczeństwa, o czym grzmią nasi politycy, należy podjąć pilnie wysiłki aby zbudować (odbudować) potencjał wyszkolonych rezerw osobowych. Stworzyć nowy system przygotowania rezerw osobowych. Doskonalenia oficerów rezerwy, szkolenia podchorążych rezerwy ,doskonalenia i szkolenia podoficerów i szeregowych rezerwy. W konsekwencji mocno zreformować system mobilizacji polskiej armii.
Waldemar Skrzypczak
