Wybranie konwencji chicagowskiej jako podstawy prawnej do wyjaśniania katastrofy smoleńskiej było pochopne – pisze w analizie ekspert od prawa międzynarodowego profesor Marek Żylicz. Jego zdaniem regulacje konwencji nie mają zastosowania w przypadku wypadku takiego, jak katastrofa rządowego Tupolewa w Smoleńsku.
Członek Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych opisuje w swojej analizie chaos przy podejmowaniu decyzji o podstawie prawnej śledztwa ws. tragedii z 10 kwietnia. Jak pisze profesor Żylicz, porozumienie między polską i rosyjską stroną nie zostało sformalizowane, przyjęto je w trybie roboczym. Decyzję o wybraniu załącznika 13. do konwencji chicagowskiej podjęli Rosjanie, polski rząd tylko zaakceptował ten wybór.
Jak przyznaje profesor Żylicz, gdyby rząd Donalda Tuska był zaskoczony tą sytuacją i nie dysponował żadnymi analizami dotyczącymi wykorzystania konwencji w tej sprawie. Dopiero później okazało się, że postanowienia konwencji nie mają zastosowania do takich lotów, jaki odbywał się Tu-154M do Smoleńska. Ekspert zaznacza, że rządowy samolot realizował lot państwowy-niewojskowy. Takie loty nie podlegają natomiast reżimowi konwencji chicagowskiej. To oznacza, że decyzja polskiego rządu była błędna.
Co więcej, z raportu prof. Żylicza wynika, że zaakceptowanie decyzji Rosjan jest niekorzystne dla Polski. Bowiem na mocy konwencji to Rosjanie przejęli śledztwo, a Polacy mają w nim tylko status obserwatorów. Dodatkowo za każdym razem musieli mieć akceptację rosyjskiego MAK, by uczestniczyć w czynnościach Rosjan. Z czasem okazało się, że Komitet nie dopuszczał Polaków do części czynności rosyjskich śledczych.
Z analizy prof. Żylicza wynika również, że przyjęcie konwencji chicagowskiej wytrąca polskiemu rządowi możliwość odwołania się od raportu MAK. W załączniku 13. nie jest bowiem opisana procedura odwoławcza od ustaleń Komitetu. Odwołanie do Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego (ICAO) lub Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości (MTS) także nie przyniesie polskiemu rządowi żadnych korzyści. Jak zauważa Żylicz, w ciągu 60 lat działania ICAO żadna z pięciu spraw rozpatrywanych w tym trybie przez długie lata nie została rozstrzygnięta przez Radę ICAO ani MTS, a strona skarżąca uzyskiwała jedynie szansę nagłośnienia sprawy.
Jak zaznacza ekspert, polski rząd mógł wielokrotnie wycofać się ze zgody na przyjęcie konwencji chicagowskiej jako podstawy do badania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Załącznik 13. konwencji chicagowskiej w art. 5.4 nakazuje, by organ badający wypadki miał zapewnioną niezależność w prowadzeniu badań. Tymczasem, jak zauważa Żylicz, powołany do prowadzenia badań MAK nie korzystał z tej niezależności, bo sam jest organem odpowiedzialnym za sprawy bezpieczeństwa lotnictwa. Komitet stał się więc sędzią we własnej sprawie, a strona rosyjska złamała postanowienia załącznika 13. i nieformalnego porozumienia z Polską, że będzie stosowała się do jego zapisów. Rząd miał więc podstawy, by wycofać się z porozumienia. Nie dokonując jednak żadnej analizy prawnej i nie zastanawiając się nad skutkami swojej decyzji, nie skorzystał jednak z tej możliwości, całkowicie ufając stronie rosyjskiej.
żar/Onet.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

