10.08.15, 16:40

Coaching Jezusa. Alleluja i do przodu!

Martwimy się, kiedy nie mamy dzieci. Kiedy już są, również się martwimy. Martwimy się o pracę, a jeszcze bardziej, gdy jej nie mamy. Ciągle obawiamy się przyszłości. Czasem nawet do tego stopnia, że nie podejmiemy kroku, z góry zakładając, że nie ma on sensu.

Chorobą cywilizacyjną jest nie tylko otyłość, czy alergia. Do listy tej trzeba by dopisać także "lęk", "strach", "brak motywacji". Szczególnie widoczny w postsowieckim społeczeństwie, a jeszcze wyraźniej w tzw. "generacji Y", czyli pokoleniu ludzi urodzonych w latach 80. i 90.

To dzięki tej chorobie widzimy dynamiczny rozwój coachingu, czyli działania związanego z psychologią, które ma na celu pomaganie ludziom niewierzącym w siebie i  w swoje możliwości. Ludziom, którzy nie widzą sensu, nie mają marzeń, nie wiedzą do czego dążyć, a nawet nie wiedzą czego chcą.

Czasem w kontakcie z taką osobą ma się ochotę takim człowiekiem potrząsnąć, krzycząc: "ocknij się wreszcie! Obudź się i działaj!". Jeżeli i nas dopada ta choroba, wystarczy, że będziemy przypominać sobie to, co mówi Jezus.

"Któż z was przy całej swej trosce może choćby chwilę dołożyć do wieku swego życia? 26 Jeśli więc nawet drobnej rzeczy [uczynić] nie możecie, to czemu zbytnio troszczycie się o inne? 27 Przypatrzcie się liliom, jak rosną: nie pracują i nie przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. 28 Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, o ileż bardziej was, małej wiary! 29 I wy zatem nie pytajcie, co będziecie jedli i co będziecie pili, i nie bądźcie o to niespokojni! 30 O to wszystko bowiem zabiegają narody świata, lecz Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie. 31 Starajcie się raczej o Jego królestwo, a te rzeczy będą wam dodane." (Łk 12, 25 - 31)

Nie chodzi oczywiście o to, by nic nie robić. Chodzi o takie ustawienie priorytetów i zaufanie, by tak jak św. Piotr na głos Jezusa "Przyjdź!", wyjść ze swojej łodzi i iść do Niego po wodzie. A jeżeli znów dopadnie nas lęk, by móc krzyknąć: "Panie, ratuj mnie!". Wówczas jak wiemy, Jezus natychmiast wyciaga rękę i nas chwyta. (Mt 14, 29 - 31)

Na trzy dni przed aresztowaniem, męczennica Oświęcimia, św. Teresa Benedykta od Krzyża - Edyta Stein, której wspomnienie obchodziliśmy wczoraj, powiedziała: "Cokolwiek się stanie, na wszystko jestem gotowa. Nie trzeba się o mnie martwić. Jestem przecie w rękach Bożych. (…) Świat składa się z przeciwieństw, ale w końcu nic z nich nie pozostanie. Ostanie się tylko wielka miłość!"

Inny święty, z którego również warto czerpać wzór - Jan Paweł II - pisał: „Jestem bardzo w rękach Bożych”.

Jeżeli Jezus - najlepszy Coach zapewnia nas, że jest z nami, któż wobec tego jest przeciwko nam? "On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować?"

Jeżeli czytamy w Księdze Izajasza: "Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą;  nie trwóż się, bom Ja twoim Bogiem.  Umacniam cię, jeszcze i wspomagam, podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą.", to czy naprawdę warto martwić się tym, co będzie za tydzień?

Nie mówię, żeby nie działać rozważnie. Roztropność (prudentia, czyli umiejętność przewidywania) to cnota, o której Katechizm Kościoła Katolickiego pisze "uzdalnia rozum praktyczny do rozeznawania w każdej okoliczności naszego prawdziwego dobra i do wyboru właściwych środków do jego pełnienia."

Zatem działajmy roztropnie i z głową do góry! I "nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo". Jak to zwykle mawia środowisko Radia Maryja: „Alleluja i do przodu!”

Z Bogiem!

Karolina Zaremba

 

Komentarze

anonim2015.08.10 18:34
Takich coachingów przeszedłem dziesiątki - po każdym z nich byliśmy wszyscy jeszcze bardziej zestresowani. Kolesie z innych firm mieli tak samo. Bo trenerzy tesh spod sztancy. W końcu się wk...iłem i zmieniłem korpo. Pojechałem na rowerze na coaching na camino. KrK to jedyna korporacja która coaczuje skutecznie i po ludzku. Możesz zrobić jak ja 9ale trwa to długo) ale możesz i krócej. Coachingów w tej firmie do wyboru, do koloru
anonim2015.08.10 20:10
Jeśli moim życiowym celem nie byłoby zbawienie, oraz troska o zbawienie rodziny (dzieci, żony), to pewnie treścią życia byłaby kariera (zapieprzanie w robocie po 12 godzin) i obudzenie się po 40 latach, kurcze ja życie spędziłem w robocie. A jeśli nie chciałbym robić kariery, to może sensem życia byłby super modne kafelki do łazienki, gadżeciarski sprzęt AGD/RTV, wypasiona "bryka" i wczasy za granicą. Do tego wszystkiego trzeba byłoby kasy, więc znów zapieprzanie po 12 godzin i obudzenie się: kurcze te materialne "graty" to tylko rzeczy, które się starzeją i po paru miesiącach kompletnie nie bawią. Dlatego tylko Bóg: wiara, miłość, zbawienie, mogą dać prawdziwe szczęście. Wszystko inne: kariera, hobby, kasa, to gadżety, które na krótko mogą nawet sprawić przyjemność, ale nigdy nie dadzą PRAWDZIWEGO szczęścia.
anonim2015.08.10 20:50
@Lubiniak Akurat co do hobby to się nie zgodzę. Szczególnie jeśli to hobby jest czyjąś pasją
anonim2015.08.11 8:02
Pogodzę Was. Najpiękniejsze hobby świata. Bóg. Nawet z wędką można ewangelizować sąsiada...
anonim2015.08.11 11:51
Chwała Panu!
anonim2015.08.11 19:52
"Akurat co do hobby to się nie zgodzę. Szczególnie jeśli to hobby jest czyjąś pasją." @K.Z. - nie mówię, że hobby, pasja jest czymś złym. Powiem więcej, jeśli człowiek nie ma hobby, to dużo traci. Ale jeśli pasję postawi na pierwszym miejscu i podporządkuje jej całe życie i nawet jak będzie wydawało mu się, że jest szczęśliwy, to nie znaczy, że to poczucie szczęścia będzie mu zawsze towarzyszyć zawsze. Przykład - Tomasz Beksiński. Wielki pasjonat muzyki, filmu. Oprócz tego radiowiec, który miał wielkie rzesze fanów (a nawet "wyznawców). I niestety te jego pasje i ciekawy zawód oraz rzesze fanów nic nie dały, bo przyszedł moment, w którym poczuł pustkę, do tego chyba jeszcze wpadł w złe klimaty i popełnił samobójstwo. Smutna historia. Można takich ludzi, którzy mieli hobby, a w ten sposób skończyli wymienić tysiące. A powód prosty - Bóg nie był ich największą pasją. @marekwu - słuszna uwaga. A przy okazji, kiedyś sporo wędkowałem (teraz trochę mi przeszło) i to często z moim dobrym kolegą ateistą. :) I nieraz prowadziliśmy ciekawe rozmowy. Mam nadzieję, że może kiedyś przypomni sobie o tych rozmowach. :) Pozdrawiam Kolegów.
anonim2015.08.12 1:53
@Lubiniak Oczywiście, ze każdy może poczuć pewnego dnia pustkę. Jedni zapełnią ją Bogiem, inni zapełnią ją czymś nowym w swojej pasji, innym spojrzeniem na nią. Różne są drogi. Beksiński akurat nie popełnił samobójstwa
anonim2015.08.12 1:55
Żeby nie było - nie umniejszam żadnej drodze. Choć Bóg nie jest moją to szanuje fakt, że dla innych jest. Zawsze też będę oczekiwał, że moja droga będzie traktowana podobnie. Również pozdrawiam i życzę dobrego dnia