- Myślę, że Adam Hanuszkiewicz ciągle jest niedoceniony, ponieważ gdyby nie jego koncepcja, która wydaje się dziś oczywista, że telewizja jest odrębną dziedziną sztuki, która działa za pomocą zupełnie innych sposobów jak teatr czy film, to właściwie byśmy zostali przy koncepcji transmisji spektaklów teatralnych z wielkich sal. Tak było i w ten sposób ginęły wspaniale role gdzieś w dali na ekranie.
Hanuszkiewicz zrozumiał, że telewizja działa na zbliżeniu, a nie w wielkim planie. Inaczej nawiązuje łączność z widzem, inna ma być dekoracja, gra aktorska, wszystko... Jako młody człowiek byłem kimś w rodzaju kierownika literackiego Teatru Telewizji i widziałem jak on pracuje i rozwiązuje rożnego rodzaju problemy. Były to czasy gdy Teatr TVP szedł na żywo w poniedziałki. Miał bardzo dużą sympatię widzów. Spektakle budziły ożywione dyskusje.
Hanuszkiewicz wystawiał moją sztukę „Noc Listopadowa” w Teatrze Narodowym. Wymyślał niekonwencjonalne sposoby, jak np. otwieranie okna aby pokazać plac Teatralny. Zrobił pomysłową, szaloną „Balladynę”. Nie chciał aby Kordian był na papierowej górze Mont Blanc, więc postawił go na drabinie. To był symbol. Hanuszkiewicz wiedział jak robić wielki efektowny romantyczny teatr ze skojarzeniami, niedopowiedzeniami. Drugiego takiego nie było. On zarysował pewna linię, do której inni się odwoływali. To było tworzone pod kątem rzeczywistości, w którą widz ma wejść.
Między nami nie było przyjaźni, ale dobra znajomość. Ożywione dyskusje zmieniły moje widzenie teatru bo znałem go jako piszący. Zrozumiałem, że słowo mówi się w akcji. Ono musi być dobrze napisane i dobrze zagrane. On wszedł do panteonu jako odnowiciel, stworzyciel teatru TVP i interpretatorów teatru romantycznego, również tego mówionego wierszem. Rozpoczął coś ważnego – dodaje Bryll.
Not. Jarosław Wróblewski

