Aleksandra Rybińska dla Frondy: Holendrzy niepotrzebnie zareagowali brutalnie - zdjęcie
15.03.17, 19:20fot: facebook

Aleksandra Rybińska dla Frondy: Holendrzy niepotrzebnie zareagowali brutalnie

Tomasz Wandas, Fronda.pl: Widzimy ogromne zaognienie konfliktu holenderko-tureckiego. Przyczyną ma być nie wpuszczenie do Holandii minister Turcji. Czy rzeczywiście o to chodzi? Czy raczej był to pewnego rodzaju pretekst?

Aleksandra Rybińska: Bez wątpienia jest to przyczyna zaognienia konfliktu. Jednak na tą przedreferendalną agitację w Turcji można było zareagować inaczej. Myślę, że reakcja Holandii była bardzo ostra i mało dyplomatyczna. Pani minister została odwieziono de facto na granicę z Niemcami, tam też została pozostawiona. Tym samym Holandia zaostrzyła spór, który już wcześniej miał miejsce. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, że tureccy politycy przyjeżdżają, spotykają się z obywatelami Turcji zatem tak mocna reakcja rządu holenderskiego co najmniej dziwi. Jeżeli natomiast rząd holenderski nie życzył sobie takiej wizyty (kierując się pewnego rodzaju obawami) to mógł wcześniej o tym poinformować stronę turecką. Widoczny jest w tym przypadku element gry prezydenta Turcji, Holendrzy dostrzegają, że próbuje on podsycać negatywne nastroje wśród Turków zamieszkujących Holandię. Holendrzy zdając sobie z tego sprawę, powinni zachować się inaczej – w tym momencie tak naprawdę rozkręcili spór. Ponadto cała sprawa ma też na celu odebranie głosów Wildersowi i jego partii „Wolność”. Obecnie w sondażach Wilders może liczyć na 23 do 25 mandatów, a rządząca partia premiera może liczyć na 25 do 27 – zatem jak widać różnica jest niewielka.

Co jeszcze próbuje ugrać prezydent Turcji?

Erdogan postanowił jednak wykorzystać zaistniałą sytuację również dla siebie (pamiętajmy, że w Turcji ma odbyć się referendum, które de facto poszerzy jego władzę). Jeszcze do niedawna sondaże wskazywały na to, że pomysł prezydenta Erdogana popiera połowa społeczeństwa. Wczoraj natomiast wypowiedział się jeden z ministrów tureckich i powiedział, że dzięki Holandii poparcie dla tej zmiany Konstytucji planowej przez Erdogana skoczyło o kilka procent. W związku z tym, nie da się nie zauważyć, że Turcja gra na „wroga zewnętrznego”. To nie pierwszy raz gdy prezydent Turcji stosuje tego rodzaju taktykę, już wcześniej przedstawiał się on jako „ofiara” USA, Niemiec itp. co skutkowało wzrostem jego poparcia wewnątrz kraju.

Wspomniała Pani redaktor, że Wilders w tym przypadku straci, jednak prof. Kazimierz Kik, politolog twierdzi, że jest wręcz odwrotnie i co więcej, Turcja chce, aby Wilders wygrał.

Oczywiście, że gra na destabilizację wewnętrzną państw europejskich tam gdzie żyje turecka mniejszość jest normalna w przypadku Erdogana. Natomiast pewność kto ostatecznie dostanie w wyborach więcej głosów jest kalkulacją ryzykowną, tego Turcja nie wie, na to wpłynąć jest stosunkowo trudno. Początkowo Turcy demonstrowali pokojowo na co Holenderskie władze zareagowały w sposób brutalny, zupełnie niepotrzebnie. Tak, Erdogan ma możliwość, aby wpłynąć na społeczność turecką zamieszkującą nie tylko Holandię (robił to też wcześniej w Niemczech). Erdogan podobnie jak Putin uważa, że im słabsze są państwa Zachodu to tym łatwiej mu będzie je rozgrywać. To, że próbuje on osłabić Holandię jest czymś co wpisuje się w logikę jego działania.

Dziękuję za rozmowę.